-Czemu to zrobiłeś?!
-Bo cię zabije tak czy siak.
-Sam byś to zrobił. Uratujesz go jakkolwiek by nie umarł. Musi żyć...-Łamał mi się głos mimo tego, starałam się nie rozbeczeć.
Wyłączyłam człowieczeństwo.
Spokój...
Nagle wszystko stało się obojętne.
Wyznaczyłam sobie cele, musiałam je wykonać i doprowadzić wszystko do ładu.
-Zrób to o co cię prosiłam!
-El... Nie...-Wykrztusił Ash.
-Nie zrobię tego o co mnie prosiłeś, Ash. Nie mogę.-Pokręciłam głową.-Może to zrobię, ale kiedy ty będziesz miał spokój. Wiem jak cię uwolnić od tego faceta i to zrobię. Namieszał ci a bez niego będziesz normalny. Chcę tego dla ciebie... Chcę żebyś był normalny. Mną się nie przejmuj. I tak nie mam do czego wracać.-Wzruszyłam ramionami.-Caroline! Chodź ze mną.-Zawołałam ją i ruszyłam do budynku.
Panował tu chaos, ludzie w pośpiechu zbierali swoje rzeczy i pakowali się do samochodu. Widzę, że bunt Enzo i Asha wzbudził panikę w każdym, nawet u ochroniarzy. Uciekali. Byłam zadowolona, że zaraz zabiję tego faceta który zniszczył nam życie. Całemu światu.
Weszłam do gabinetu, ale tam go nie było. Zamknęłam drzwi gabinetu a Caro weszła za mną. Zajrzałam do biurka i znalazłam dziwny pistolet z dziwną mazią. Wzięłam go podrzucając do góry. Przeczytałam szybko notatki o Ashu, wiedziałam wszystko. Było tam zapisane co mu robili i jak wyglądał przebieg jego operacji i przemiany, wszystko ze szczegółami opisane było tutaj. Nagle drzwi się otworzyły i wbiegło dwóch ochroniarzy wraz z tym facetem.
-Gdzie on jest?!-Wrzasnął facet.
-Caroline...-Szepnęłam a ona w mgnieniu oka skręciła kark obydwóm ochroniarzom.
Zamknęła drzwi na klucz i pchnęła faceta na ścianę koło mnie. Padł na kolana a ja zniżyłam się do niego i pokręciłam głową.
-Gdzie... Ash?
-Nigdy go nie zobaczysz.
Zobaczył notatnik który trzymałam w ręku. Przeraził się.
-Czytałam.-Kiwnęłam głową z uśmiechem.
-Elena!-Krzyknęła Caroline kiedy do drzwi zaczęło dobijać się kilku ochroniarzy, jak sądziłam.
-Chwilę...-Machnęłam ręką.-Wykrwawisz się a ja tego dopilnuję. Albo żywcem zakopię cię gdzieś... Cokolwiek, byś zdechł. Widok twojego rozkładającego się ciała byłby dla mnie wyjątkowo przyjemny. Twoją śmierć mogłabym oglądać. Ale wiesz co? Szkoda czasu.
Skręciłam mu kark a potem oderwałam z łatwością głowę. Radością dla mnie był ten widok, niestety nie mogłam się nim napawać.
-Elena idziemy.-Powiedziała błagalnym tonem Caroline.
-Jasne,jasne.
Zostawiłam ciało, tylko głowę odrzuciłam za okno gdzieś daleko. Zadowolona wyskoczyłam przez okno i podążyłam do domu.
Enzo zamknął w pokoju Asha, był nieprzytomny. Powiedział, że nie stracił dużo krwi, i tak nie jest mu do niczego potrzebna, bo jest w stanie bez niej przeżyć w swoim organizmie.
-Bomba wybuchnie za dziesięć sekund.-Powiedziała Vicki do Enzo.
-Jaka bomba?
-Podłożyliśmy dwie, by zniszczyć Animę i tych ludzi.
-Jeszcze nie wyjechali z terenu budynku, więc zostaną zniszczeni.-Uśmiechnęła się Caroline.
-Elena...-Szepnęła Kat a ja szokowana wpadłam jej w ramiona.
-Żyjesz...
-Tak... Jakoś.
Zaśmiałam się.
-Dosyć pogaduszek panienki.-Klasnął w dłonie Brand.
-Idę posiedzieć... u Asha. Poczekam, aż się przebudzi.
-Może być wściekły, kiedy dowie się kogo zabiłaś.
-Dam mu notatnik. Zrobiłam kilka kopii w między czasie. Dam mu oryginał i niech przeczyta to wszystko, zobaczy zdjęcia jakie zostały tam umieszczone. Nie może być zły na mnie o to, że uratowałam świat przed tym szaleńcem. I tak zniknę niedługo. Nie będzie musiał mnie oglądać.
Z notatnikiem weszłam do pokoju gdzie leżał Ash. Usiadłam na ziemi i zaczęłam powoli ponownie czytać notatki i oglądać zdjęcia. Dobrze, że wyłączyłam człowieczeństwo. Teraz jakoś nie byłam w stanie odczuć emocji i nawet było mi wszystko obojętne. Tego szaleńca zabiłam nie tylko dla świata ale także dla siebie. Teraz mogę żyć spokojnie i zostawić ich wszystkich. Może nawet zakończę swoje życie... To bardzo mi odpowiada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz