piątek, 31 października 2014

Od Asha

Szedłem spokojnie za El. Jednak jej hipnoza nie działała na mnie. Udawałem tylko. Byłem hybrydą.. nie da rady mnie zahipnotyzować. Przynajmniej jeszcze sienie trafiła taka osoba i wątpię że sie trafi. Jaki był mój cel w udawaniu zahipnotyzowanego? Taki że mogłem chwile pomyśleć i być przy niej.
Jakieś 3 kilometry od domu.. skręciłem jej kark. Upadła bezwładnie na ziemię. Nie złapałem jej. Jako wampir "umarła" tylko na chwile. Przerzuciłem ją przez plecy i ruszyłem w stronę celu. Do siedziby Animy był spory kawałek. Dziś nie dam rady tam dotrzeć. Ale już niebawem tam będziemy.
Po dwóch godzinach byliśmy już bezpiecznie schowani. Zamknąłem ja w klatce.. w schronisku. Zabiłem właściciela i już nikt nam nie przeszkadzał. Kiedy sie obudziła.. była przerażona, smutna i zdezorientowana.
-A więc to co ci powiedziałam.. nic ci nie dał odo myślenia? -powiedziała ze łzami iw oczach.
-Dało. Miałem trochę czasu na przemyślenie. I wiesz co ci powiem? Nie obchodzi mnie to co mi powiedziałaś. Jestem dla ciebie ważny? Wale to. Nie obchodzi mnie to czy komuś na mnie zależy. Ty dla mnie jesteś tylko kimś kogo potrzebuje mój Pan. Nie obchodzi mnie po co i co oni tam z tobą zrobią. Ważne że zadowolę Pana i będę mógł sie trochę pobawić przy tym. A uwieź mi ze bardzo dobrze wykorzystałem czas odkąd wyruszyłem na poszukiwanie cię.-powiedziałem uśmiechając się- Wiesz jak to jest nic nie czuć? Nie wiesz. Ty mówisz ze wyłączyłaś człowieczeństwo.. ja tego nie zrobiłem. Ja sie taki obudziłem. Nie mam uczuć. I całkiem świetnie mi z tym. Niczym sie nie przejmuje. Nie chcę tego zmieniać.-patrzyłem sie jej prosto w oczy- Sądzisz że życie bez miłości jest niczym? Ja tak nie uważam. Nie obchodzi mnie że mówisz że gdzieś tam jest jakaś dziewczyna która mnie kocha a którą ja kochałem. Powtórzę.. kochałem. Czas przeszły.. o ile w ogóle ja kochałem kiedyś.-zaśmiałem się- Zapytałaś sie mnie czy na prawdę nic nie pamiętam.. Okłamałem cie .Pamiętam coś.. dziewczynę.. blond włosy, niebieskie oczy.. i ten różany zapach. Wiesz kiedy sobie uświadomiłem że coś pamiętam? Kiedy zabijałem.. dziewczynę.. blond włosy, niebieskie oczka.. i pachniała różami. Zabiłem ją za jednym zamachem. Nie wahałem się..-powiedziałem to obojętnie a po policzkach El zaczęły spływać łzy- Tak zrobię z każdym.. kto mi stanie na drodze. Możliwe że tamta dziewczyna była tą o której mówiłaś. Wiesz co ja na to? Wisi mi to. Twierdzisz ze rozumiesz co to głód. Nie.. nie rozumiesz. Wiesz jak to jest być hybrydą? Nie. Wampir czuje głód.. umie go kontrolować.. jednak zombi nie. Zabójca zabija zombie.. wampir karmi sie na człowieku tak jak i zombi. Zrozumiałabyś co to głód gdybyś była na moim miejscu. Ale nie jesteś. Mówisz że nie zasłużyłaś na to by zniszczyć ci życie. .a teraz ty zastanów sie ilu osobą zniszczyłaś życie. I czy oni na to zasługiwali.



Kiedy skończyłem wyszedłem z pomieszczenia. Na ulicy zapolowałem a następnie wróciłem do schroniska. El siedziała w kacie klatki i nie odzywała się.
-Chcesz krwi zwierzęcej? Mamy tu parę kotków.. piesków oraz worków z krwią zwierzęca.. Wiesz poczęstował bym cie moja ale wątpię czy krew zabójco-wampiro-zombi by ci posmakowała.
Usiadłem na krześle. To będzie długa i ciekawa noc.

***

Rano wpakowałem El do "wypożyczonego" samochodu i upewniając sie ze nie zwieje ruszyłem. Już mały kawałek został.
-Za ile będziemy na miejscu?-zapytała smętnie El.
-A co cie to obchodzi?
-Chcę wiedzieć za ile zginę.
-Martwa to jesteś już od paru dni.
-Proszę. Za ile będziemy?
-Niedługo. Z godzina do lotniska a potem trzy lotu.
El spojrzała sie za szybę.
-Ej.. nie martw sie kicia. Będzie wszystko dobrze. No.. nie dla ciebie ale dla mnie tak. Wreszcie nie będę musiał sie wyuczyć za tobą po świecie.
Cała drogę milczała. Potem w samolocie też. Na początku mi to pasowało.. a potem robiło sie denerwujące.
-Wreszcie na miejscu.-powiedziałem kiedy wychodziliśmy z samolotu.
Wsiedliśmy o samochodu który na nas już czekał i ruszyłem.
Wyjechaliśmy z miasta i jechaliśmy drogą przez las. El cały czas milczała.
-Słyszysz to? Ahh.. ta cisza jest cudowna. -powiedziałem przyspieszając.
Niedługo potem dojechaliśmy do willi. Była siedzibą Animy. Zatrzymałem pojazd pod bramą i uchyliłem przyciemniana szybę.
-Witaj Ash. Czekaliśmy. -powiedział ochroniarz... wampir z długoletnim stażem.
Otworzył bramę i wyjechaliśmy. Cały teren był pod napięciem, wszędzie były kamery, nie było takiego miejsca które nie było by obserwowane. Wszędzie chodzili ochroniarze wampiry. Była to forteca nie do zdobycia. Dodatkowo były spuszczone psy. Nawet ja ich nie lubiłem.
Wjechałem do podziemnego garażu. Tam już czekał mój Pan wraz z eskorta. Wysiadłem.
-Ash! Wróciłeś! I nie sam.. jak sie ciesze.
Otworzyłem El drzwi i musiałem ja zachęcić do wyjścia. Od razu ochroniarze zabrali ja do wind. Trochę dziwnie sie czułem kiedy spojrzała sie na mnie wsiadając do windy. Tak jakbym.. zrobił największy błąd swojego życia. Jednak nie przejąłem sie tym.
-Gratuluję Ash. Wreszcie udało nam sie ja przejąć.
-Mogę wiedzieć co z nią Panie zrobicie?
-Poddamy ją najpierw szeregom badan. Nic niebezpiecznego. Takie tam próbki krwi.. Wysłaliśmy cie po człowieka.. a przyprowadziłeś nam wampirzyce. Nie dobrze ale to nam nie popsuje planów.
-Ile będą trwały badania?
-A co jesteś taki ciekawy?
-Przepraszam... chciałbym po prostu wiedzieć..
-Dobrze. Najpierw musimy ją przebadać. Zajmie nam to nie mniej niż tydzień. Dopiero potem możemy działać. Z tobą było podobnie.
Zamilkłem. "Z tobą było podobnie". Nagle coś sie stało. Coś jakby.. wspomnienia mi wróciły. Zobaczyłem przed oczami niewyraźne obrazy.. ludzi.. igły.. strzykawki.. rurki.. maszyny.. krew.. strach.. przerażenie.. rozpacz.
Po chwili to minęło. Co sie dzieje ze mną? I co to coś miało znaczyć? Te wspomnienia.. czy to były wspomnienia z procesu.. "stwarzania mnie"?
Nagle zwątpiłem czy dobrze zrobiłem oddając ja tu. Zapragnąłem ja uwolnić. Jednak.. mój Pan.. on.. kurde.. czułem sie rozbity. Z jednej strony chciałem zabrać stąd El a z drugiej.. tej silniejszej strony nie mogłem sie sprzeciwić Panu. Nie mogłem sobie z tym poradzić.. wyszedłem z garażu by odetchnąć świeżym powietrzem. I co teraz? Za tydzień zaczną jej coś robić.. i to przeze mnie. To ja ja tu przyprowadziłem.. co sie ze mną dzieje?

C.D.N

środa, 29 października 2014

Od Alicji (Eleny)

 Siedziałam w kawiarni rozmawiając z Caroline, jedną ze znajomych Enzo. Sprowadził jednego 40 letniego zabójcę,dwóch młodszych o 16 lat i czterech wampirów. W tym Caroline,Paul,Cerik i Riley, którzy mają po 400 lat. Są przyjaciółmi, ale Enzo nie miał z nimi kontaktu od bardzo dawna. Oni są na tyle nieźli, by zlikwidować Animę a mnie chodzi ogólnie o to by Ash odzyskał pamięć i chęć do normalnego życia w którym jest sobą i jest szczęsliwy, a nie kieruje nim jakiś facet który ma nie po kolei w głowie.
 Caro stała się moją przyjaciółką. Jest tu od dwóch dni. Polubiłam ją, a na dodatek odkryłyśmy wspólne cechy. Caroline to zgrabna, chuda i na dodatek ładna blondynka. Jest bardzo delikatna. Kiedy zaczęła temat Asha spięłam się ale jej spokojny i opanowany głos nie zapowiadał jakiś nieporozumień czy kłótni na temat tego, że źle robię pozostawiając go przy życiu. Bo tylko dzięki mojemu ''Nie'' Enzo trzyma przy życiu Asha.
-Robisz dobrze, ale wiesz, że to niebezpieczne. On cały czas chce cię schwytać.-Spojrzała na mnie troskliwie Caroline oczekując z mojej strony wahania, jednak ja trzymałam się i nie pozwoliłam sobie mieszać.
-Ash jest dla mnie jak brat, nie pozwolę brata skrzywdzić ani zabić.
-Jesteś uparta. Podoba mi się.-Uśmiechnęła się.
-A jaki macie plan? Kiedy to ma się odbyć?
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Miałam brać udział w tej walce.
-Enzo mówi, że jesteś za młoda na walki. Chodzi o to, że tak młody wampir na krew i na to wszystko zareaguje inaczej. Nie przestaniesz zabijać i zajmiesz się piciem krwi niż dobicie się do ich szefa.
 Zabrakło mi słów. Enzo rzeczywiście się o mnie lekko martwi...
-Ja chcę go zabić. Tego który tyle szkód narobił...
-To zostaw nam... Proszę... naprawde to nie jest najlepszy pomysł byś brała udział w walce.
-Ekstra. Czyli co? Mam siedzieć i nic nie robić?
-Pilnować Asha, a to ważna fucha. Kiedy będziesz z nim sama.. no tak, grozi ci pewne niebezpieczeństwo ale... On będzie zamknięty w jakby niewielkiej klitce. Przez małe okienko będziesz go widzieć i podawać mu jakiś pokarm.
-Nie pije mrożonek ani niczego takiego.
-Twoja krew go zaspokoi. A wampiry nie mają problemu z produkcją krwi w swoim organizmie więc możesz go w razie czego nakarmić.
-Okej... Ale z wami będzie dobrze?
-Jasne. Jeśli będziemy ranni to nic. Zabójcy poradzą sobie doskonale bo nikt nie może zobaczyć ich jak wiesz. To duchy. Chyba wiesz to najlepiej.
-Oczywiście. -Przytaknęłam.-Wiesz co.,.. wrócę do domu. Ty skocz po jakieś torebki z krwią dla mnie.
 Wróciłam do domu, a tam świeciło pustkami. Widocznie wszyscy poszli trenować, czy coś. Nie wiem gdzie mogli się udać. Poszłam więc do Asha, zobaczyć co u niego. Nie wstąpiłam do domu, od razu skoczyłam do piwnicy. Tam Enzo rozmawiał z Ashem.
-Nie dotkniesz jej. Jeśli to zrobisz, zabiję cię.-Zagroził Enzo.
-Zrobię co chcę. A ty powinieneś wiedzieć, jak to jest pragnąć jej krwi tak bardzo. Wiesz to, sam chcesz ją ugryźć i posmakować jej krwi. Ja bym to zrobił, ale Anima czeka na to aż ją dostarczę.
 Enzo wkurzył się i rzucił się na niego a Ash... wbił mu kołek... na szczęście w brzuch, ale to i tak bolesne.
 Krzyknęłam i otworzyłam drzwi patrząc się to na Asha to na Enzo. Ten pierwszy odepchnął Enzo na bok a on klęknął i krztusił się krwią.
-Nie... Nie... Nie,nie,nie... Ash... Co... nie...
-Trzeba było mnie nie trzymać w zamknięciu księżniczko.
Pokręciłam zła głową.
-Nie!-Wrzasnęłam.-Z...Znajdę... kogoś... Pomogę mu... Nienawidze cię... ale... z drugiej strony... kocham... jesteś straszny...
 Uciekłam i zadzwoniłam do Caroline. Ona była już z Enzo, ale Ash zniknął. Ja go wypuściłam to ja go sprowadzę z powrotem. Kiedy biegłam lasem zatrzymałam się czując znajomy zapach. Zapach Asha. Podążał moim śladem niczym łowca. Poluje na mnie.  Zatrzymałam się i poczekałam na niego.
 Stanął przede mną a w głowie pojawił mi się obraz Enzo, którego przeszył ból i kołek który trzymał Ash.
Spojrzałam na niego i rozłożyłam ręce zrezygnowana. Westchnęłam a on zbliżył się powoli z zadowolenia uśmiechając się.
-Wygrałeś...-Szepnęłam.-To koniec... Nie chcę dłużej walczyć z tobą, bo nie umiem. Jesteś dla mnie ważny a ty chcesz mnie zanieść gdzieś, gdzie czeka mnie eutanazja. To śmierć. Wiesz? Wiesz jak to boli? Nie. Bo od kilku miesięcy ni czułeś tej miłości i uczucia. A wiesz co jeszcze? Wiem jak się czujesz. Uważasz, że miłość i reszta nie jest ci potrzebne, to nie szczęście. Ale mylisz się. Życie bez miłości byłoby niczym. Byłoby czarną dziurą z której nie ma ucieczki, jednym wielkim czarnym czymś co wyciąga co sekundę z ludzi coś miłego, jedną malutką cząstkę. A ty cieszysz się, że ktoś umiera. Karmisz się bólem i strachem, krwią ludzi. Zabijasz kogoś, kto na to nie zasługuje, a ciebie to bawi. Myślisz o sobie, rozumiem to. Rozumiem co to znaczy głód, co to znaczy chęć do zabijania i także to co myślisz cały czas. Bo wyłączyłeś człowieczeństwo a ja także to zrobiłam. Wiem jak to jest, ale to najgorsze co możesz zrobić teraz. Powinieneś być i mi pomagać, szukać swojej dziewczyny, która nie wiadomo czy jeszcze żyje co robi i gdzie jest, która myśli o tobie... a ty siedzisz tu i mordujesz, a mi chcesz niszczyć życie choć na to nie zasłużyłam. Naprawdę nie.
 Patrzył na mnie jakby nie wiedząc, od czego ma zacząć, co powiedzieć.
-Pójdę z tobą ale proszę... gdybyś dał sobie... raz pomóc. Lub pozwolić mi zrobić coś, o czym marzę jakiś czas... -Spojrzałam mu w oczy i wtedy poczułam znajomy prąd, czyli wizja, lub coś takiego.-Ale chciałabym mieć pięć minut by pogadać z dawnym Ashem...
 Nagle on zamknął oczy, otworzył na sekundę, a one stały się czarne. Potem znów takie same.
-Alicja...?
 Zamurowało mnie. Matko, co ja zrobiłam?!
-Co ja robię... czemu... mam na dłoniach krew...?
-A...Ash?!
-Co się dzieje Ali? Czemu płaczesz?
Przytuliłam się do niego. Takie są moje umiejętności...? Coś jeszcze mnie czeka?
 Ash po pięciu minutach wrócił do dawnego siebie a ja zdążyłam zahipnotyzować go, by wrócił ze mną do celi. Łatwizna, ale co będzie dalej po tej rozmowie z Ashem...?

Od Asha

Kiedy El dała mi swoja krew poczułem silę. Kiedy zostałem sam.. miałem myśl by użyć jej i sie oswobodzić a potem napaść na dziewczynę i dostarczyć ją Panu. Tak też zrobiłem. Szarpnąłem się i po paru próbach byłem wolny. Dostałem sie do pomieszczenia gdzie ona była. Zaszedłem ją od tyłu.. wtedy sie obejrzała. Nasze oczy sie spotkały..


-Ash!-usłyszałem radosny głos.
Odwróciłem się i ja zobaczyłem. Biegła szczęśliwa i po chwili znalazła sie w moich ramionach. 
-Udało sie! Zdałam!-krzyczała.
-Gratuluję. 
Znajdowaliśmy sie pod szkółką. El zdawała prawko i zdała. 
-Co ty na małą przejażdżkę?-zaproponowała.
-O nie kochana. Nie dam Ci prowadzić mojego autka. Prawko nie jest dowodem ze umiesz jeździć. 
-Ej! Proszę!!!
Zaśmiałem się.
-Nie.-powiedziałem z uśmiechem.-Jeszcze skrzywdzić moje cudeńko albo nas pozabijasz. 


Nagle to coś.. ta wizja(?) sie urwała. Oboje byliśmy zaskoczeni.



Przez chwile oboje milczeliśmy.
-Co to było?!-zapytałem zdezorientowany.
-Wizja.. mieliśmy już parę razem.
-Czyli to coś nie było pierwsze?! Co ty mi zrobiłaś?!
-Nic.. nasze spojrzenia sie spotkały.. już dwa razy tak było.



-Nie pamiętam..
-A pamiętasz cokolwiek?
Zawahałem sie. Blond włosy.. niebieskie oczy.. róże.. zapach róży..
-Nie twój intere..
Nagle zobaczyłem ciemność Ktoś mi skręcił kark.

***

Obudziłem się znowu w piwnicy i tym razem związany mocniejszymi metalowymi łańcuchami. Enzo.. k*rwa! Miałem okazje jednak z niej nie skorzystałem. Jednak.. ta wizja. .ta rozmowa.. sprawiła że zacząłem sie wahać. Pamiętałem coś.. a raczej kogoś. Tylko nie pamiętałem kim ta osoba była.

Od Alicji (Eleny)

Było mi strasznie przykro, że mój przyjaciel mnie nie pamięta i swojej dziewczyny! Chce mnie zabić ... to było okropne. Musieliśmy zabić szefa Animy , zatruć wszystkich którzy niszczą ludzi i ten świat.  Mam dość i nie chce stracić Asha bo nie wszystko jeszcze stracone. Uratuje go i innych ludzi którzy są wystawieni na niebezpieczeństwo ze strony Animy.
Chciałam pogadać z Ashem jak dawniej... znalezienie jego dziewczyny pogorszy tylko sprawę,  na dodatek nie wiem gdzie ona jest i czy w ogóle żyje.  Ash wyłączył człowieczeństwo ale chcę mu pomóc.  Enzo zniknął na kilka dni szukając swoich dawnych przyjaciół i wrogów. Pomogą nam zniszczyć Animę. A ja mam tu być i pilnować Asha. Powinnam dać radę uciec gdy nie radziłabym sobie z nim w walce ale myślę że dam radę.  Ash to twardy zawodnik ale nie jest aż tak źle.  Umiem walczyć i dam radę.  Tez jestem pół zabójcą pół wampirem i wiem co czuje, Jan się czuje. Przynajmniej w jakiejś małej części.  Siedziałam na korytarzu i słyszałam jak się szarpie.
-Nie rozumiem, po co pomagasz Animie.
-Bo jestem im wdzięczny. 
- Wdzięczny? Oni ci zniszczyli życie.  Mnie i wszystkim innym. Oni są winni za zombi i to kim się stałeś.  To za to masz być wdzięczny ? Robić to co ci każą itp? Byłeś i będziesz moim przyjacielem, bratem. Nie masz serca, bo wyłączyłes człowieczeństwo, a to najgorsze  co mogło się przytrafić.  Wiem ze masz to wszystko gdzieś ale zrobię wszystko byś był normalny bo znam cie i wiem co by powiedział dawny Ash. Wydaje ci się ze to wszystko jest dla ciebie dobre a tak naprawdę to samo zło. Nie powstrzyma mnie nic i nikt. Pomogę ci choćby nie wiem co.
-Nie uda ci się. 
-Wiesz mało o Animie. Enzo wie wszystko. 
-A co on ma z  im wspólnego co ?
-Przez 596 lat walczył z Animą aż w końcu dala mu spokój.  Był silny i jest coraz silniejszy. Anima tak go skonstruowała i taki został.  Najsilniejszy wampir na świecie.  A ty możesz mnie zabijać możesz chcieć co chcesz.  Ale ja nie odpuszczę bo nie zasłużyłes sobie na takie życie w jakie Anima cie wpakowała. Jeśli chcesz... możesz wypić moja krew.
-czemu pozwalasz mi na coś takiego? Miał ci włos z głowy nie spaść. 
-bo nie chcesz mrożonki a świeża krew dla ciebie jest najlepsza... nie możesz głosować. Chociaż chcesz mnie wpakowac w wielkie gówno z Animą to zależy mi na tobie i pozwalam bys napił się moje krwi bo jestem pół wampirem pół zabójcą i ... możesz pić ze mnie. Moja krew podobno cie powinna nasycić wystarczająco. 
Nie chciał wiec spojrzałam mu w oczy i kazałam wypić trochę mojej krwi. Zrobił to. W takich chwilach ciesze się ze jestem wampirem i kocham swoje umiejętności.  Podobno ta moja niebezpieczna wyjątkowość to znaczy ze żadne zaklęcie na mnie nie działa.  Wampir nie może mnie zaahipnotyzowac. Ale jest coś jeszcze czego Enzo mi nie powiedział i to wie tylko on. Zostawmy to na inny dzień. ..
Ash kiedy się napił spojrzał na mnie zły ale też widziałam ze smakowała mu moja krew. Czyżby była inna niż inne ? Usiadłam w kącie piwnicy obserwując mojego przyjaciela.

wtorek, 28 października 2014

Od Asha

Siedziałem w jakiejś piwnicy. Ocknąłem sie po chwili dopiero. Ruszyłem się. Niestety byłem przypięty łańcuchami. Kiedy metal dotykał mojej skóry zaczęła mnie strasznie piec. Bolało bardzo! Były czymś polane jednak to coś szybko wysychało albo ześlizgiwało się z łańcuchów.. Metal wypalał mi skórę. Opadłem na kolana. Mała żarówka na środku piwnicy bardzo mnie denerwowała. Po co ona sie paliła? Wolałem ciemność. Byłem głodny. Nie tak bardzo jednak byłem. Próbowałem zerwać łańcuchy. Każda próba sprawiała że moje ręce coraz bardziej krwawiły i nie chciały sie goić ponieważ cały czas stykały sie z metalem. Albo zginę albo sie stąd wydostanę. A stanie sie to drugie.. nawet jakbym miał stracić stopy (bo one też były przypięte łańcuchem jednak tam metal nie stykał sie bezpośrednio ze skórą) i dłonie.
Po paru próbach byłem bardzo głodny. Utrata krwi sprawiała ze głód wzrastał. I tak było parę godzin.. szarpałem sie, walczyłem. Aż nie czułem już rąk i nóg.
Nagle po paru godzinach nagle drzwi sie otworzyły i weszła Ali.. a obecnie El.
-Jak sie czujesz?-zapytała.
-Co chwila walczę ze sobą.. jedna cześć mnie chcę cię dorwać i zanieść Animie a druga... ma ochotę CIę rozszarpać aż nic z ciebie nie zostanie.



-Trzymaj.-rzuciła mi torebkę z krwią.
-Pfff... zgłupiałaś? Ja nie piję mrożonki.-zaśmiałem się.
-Spróbuj.-powiedziała.
-Nie.
-Chcesz umrzeć?
-Ja już i tak nie żyję. To znaczy tylko w 2/3.. bo zombi i wampir są istotami martwymi w pewnym sensie... no wiesz takie chodzące trupy co ma sie do zombi jak ulał... jednak zabójcy są żywi. Wiesz jak to jest? Zabójca jest człowiekiem.. wampir żywi sie ludzką krwią... zombi żywi sie człowiekiem.. a zabójca zabija zombi. Mam w sobie sprzeczności.
-Ash.. przypomnij sobie to wszystko. Ada. Pamiętasz ją?
-Kogo?



-Twoja dziewczynę. Adriannę.
-Nie nie pamiętam. Ale wiesz? Nie przejmuje się. Tak mi dobrze. Uszanuj to i sie odwal.
PO chwili wyszła a ja nadal walczyłem z metalowymi łańcuchami. Metal nie był trudny do rozerwania dla wampira.. jednak zombi zabijał metal. Kurde..

poniedziałek, 27 października 2014

Od Alicji

 Na razie musieliśmy odłożyć nasze plany o zniszczeniu Animy. Enzo cały czas mnie kontrolował, nie spuszczał z oka i takie tam, a mnie ponosił głód. Nie chciałam zabijać ani pić krwi, dla mnie to takie... obrzydliwe. Nie zastanowiłam się przecież o tym jaka będę i jakie będą ze mną problemy, ale jak na razie Enzo daje radę trzymać mnie krótko i pilnować, bym nikogo nie zabiła. Nie umiałam się opanować, ale on hipnotyzuje mnie i każe, bym nic nie zabijała do póki on mi nie pozwoli. Jak na razie to działało, ale walczyłam w środku z głodem. Nie mamy na razie gdzie ćwiczyć tego, bym opanowała pragnienie.
 Rano kiedy się obudziłam od razu wzięłam prysznic. Już wiem, dlaczego Enzo jest taki spokojny o wszystko. Jako wampir czuje się tą siłę i ... no to wszystko, że ma się na wszystko czas i resztę spraw w nosie. Jestem taka, bo odważyłam się wyłączyć człowieczeństwo, co całkiem mi się podoba. 
 Zeszłam na dół podskakując wesoło, zadowolona z każdej sekundy mojego nieśmiertelnego życia.Czułam się cudownie, nie było mi przykro z żadnego powodu, nie przejmowałam się tym, że mój przyjaciel próbuje mnie schwytać i zabrać do laboratorium Animy, gdzie mamy uderzyć. Na dole ujrzałam pokojówkę, która kładła właśnie czyste,złożone, uprane ubrania na fotelu. Te mieszkania tutaj były bardzo wygodne, dwa piętra, luksus... jak marzenie!
 Jednak ta poranna sielanka skończyła się, kiedy głód dał o sobie znać. Zesztywniałam i chcąc nie chcąc miałam ochotę zaatakować. Nagle słyszałam jej krew płynącą w jej żyłach... mm... 
 Taka dobra... 
 Jeść... pić...
 Kobieta spojrzała się na mnie i zapytała, czy wszystko w porządku, ja rzuciłam się na nią. Wpadłyśmy na ścianę. 
-Jestem głodna. Pora na śniadanko... prawda?
Kobieta krzyknęła a ja wgryzłam się w jej szyję. Słysząc trzask drzwi i kroki w naszą stronę wiedziałam, że to nikt inny jak Enzo. Westchnął głośno.
-Czy ja czegoś ci nie mówiłem kotku?-Mruknął zmęczony kontrolowaniem mnie.-Przestań...
Ja piłam dalej. Miałam ochotę na więcej. Jej krew była taka apetyczna... 
-Przestań, El!
 Puściłam pokojówkę martwą. Spojrzałam na Enzo a ten pokręcił głową zrezygnowany. Przerzucił ją na plecy i wyniósł gdzieś. Kiedy wrócił, zdążyłam zmyć krew ze swojej twarzy. Po chwili poczułam to samo obrzydzenie co po każdym posiłku w postaci krwi.
-Przestaniesz zabijać?
-Może tak, może nie...-Uśmiechnęłam się do niego.
-Jeśli tak dalej pójdzie, albo cię zabiję, albo zamknę w magazynach poza miastem. Mówię poważnie. Będziesz się karmić kiedy ci pozwolę.
-Jestem już duża, a ty... hmm... jakoś mi nie będziesz rozkazywał.
 Stanął przede mną a ja zesztywniałam. No dobra, trochę się go bałam... ale tylko troszkę... Ech...
-Mam bardzo,bardzo,bardzo dużo czasu, a ty masz się mnie słuchać, bo policja już zaczyna się mieszać w serię zabójstw. Załatwię ci torebki krwi ze szpitala. Ale masz siedzieć tu na tyłku i się nie wychylać, bo nie będę po tobie sprzątać. 
-Stoisz... odrobinę... za blisko.-Powiedziałam słodkim głosikiem i palcem dotknęłam jego klatki piersiowej, lekko uciskając, dając znak by się odsunął. 
-Przeszkadza ci to? Jakoś dwa tygodnie temu nie narzekałaś na bliskość z mojej strony. 
-Och, ale byłam pijana. A to się nie liczy. -Szepnęłam i odeszłam. 
Złapał mnie za rękę i odwrócił, a ja przewróciłam oczami zmęczona. 
-Daj spokój. Robię co chcę.
-To sama sobie radź z wampirem zombi i zabójcą w jednym. Powodzenia cukiereczku.-Cmoknął odsuwając się do drzwi.
-Czekaj... No dobra... Wygrałeś. Nie dam mu sama rady. Ale tylko dlatego chcę, byś został.
-Oczywiście.
-Załatwisz mi te torebki z krwią, czy nie?
Zrobiłam słodką minkę.
-Proszę..
-Potem. Wieczorem dostaniesz swoją porcję. 
-Dziwnie to brzmi. Jakbyś mówił do zwierzęcia w zoo.
-Tak się zachowujesz, jak mam mówić inaczej?
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
-Zdecydowanie jesteś najbardziej wkurzającym facetem jakiego znam, ale... pasuje mi to.
-A ty wkurzającą myślącą tylko o sobie dziewczyną, która zmieniła swoje imię i pragnie mnie zabić.
-Skąd wiesz, że pragnę cię zabić?
-Twoje oczy są czarne, co znaczy, że masz ochotę na krew wampira. To akurat da się powstrzymać.
 Tak, zmieniłam imię. Teraz jestem Elena... Dlatego Enzo mówi na mnie El. Nie podoba mi się ciągłe uciekanie... jedno miejsce tu, drugie tam, koniec świata i jeszcze dalej. 
-Idę się przejść.
-Nie zabij nikogo. Nie chce mi się po tobie sprzątać. 
-Dziś idziesz szukać Asha?
-Tak. Niestety nie pojawia się od dłuższego czasu. Będę w okolicy. 
-Ta,ta... -Machnęłam ręką i ignorując go odeszłam. 
 Łaziłam po mieście do wieczora, aż stałam się głodna. Nikt nie stał się moją ofiarą. Ku mojemu zdziwieniu opanowałam się, co mnie cieszyło. Stałam się teraz bardzo fałszywa przez co łatwo ludzie mi wierzą, ufają... A potem ich zabijam. Nie mam wyrzutów sumienia. 
 Nagle ktoś stanął za mną. Odepchnęłam go a atakujący padł na chodnik.
-Ładnie to tak zaczepiać damę Ash?
-Co z tobą, Ali?
-Od teraz jestem Elena, a... czekaj... Czy ty... jesteś... sobą...?
-A ty? Jesteś jakaś... Inna. Co jest?
-To z tobą coś jest nie tak! Jesteś moim przyjacielem...
 Nagle zaatakował. Zrobiłam unik.
-Nie chcę cię skrzywdzić!!-Wrzasnęłam.
 Wyłączyłam człowieczeństwo. Miałam dosc tej wredoty.Kochałam Asha jak brata i nie mogłam nic mu zrobić.
 On dalej robił swoje. Wykręcił mi rękę i ciągnął gdzieś. Nagle zjawił się Enzo.
 Walczyli tylko chwilę kiedy ja zareagowałam i pomogłam mu... udało nam się schwytać Asha. Zamknęliśmy go tak jak mówił Enzo. Teraz popilnuję go i zobaczymy co dalej z moim przyjacielem który... chce mnie zabic..

niedziela, 26 października 2014

Od Asha

Uderzyłem w dach samochodu. Wgniotłem go. Wstałem i ulotniłem się. Jest pod opieką pierwszego wampira. To troche utrudnia sprawe jednak dam rade. Ta cała Bell jest potrzebna. Jedno tylko nie daje mi spokoju. Skąd ona wiedziała jak mam na imię? Zna mnie? A jak tak to skąd? To nie możliwe...
Szedłem mrokiem ulicy. Nagle zobaczyłem jednego bezdomnego.
-Ehh... jak się nie ma co się lubi to sie nie powinno wybrzydzac tego co się ma...
Zatopiłem w nim kły. Zabiłem go. Jak zwykle zostawiałem za sobą ciała. Tu Anima nie posprząta po mnie. Ale na pewno nikt się nie zmartwi smiercią bezdomnego. A nawet gdyby... co mnie to?
Nagle stanął mi przed ocząmi obraz tej dziewczyny. Jak zapaliła w tym hotelu światło i mnie zobaczyła. Miała taki wyraz jakby wcześniej coś jej zginęło a teraz to znalazła, tak jakby oczekiwała czegoś i nagle to się stało, jakby już traciła nadzieje na coś a nagle to coś dostała... Była zaskoczona ale ucieszyła się. Potem jednak była zdezorientowana i przerażona. Ale nie ja ją przeraziłem... raczej to co się stało. To że ruszylem na nią i starlem się z jej barierą ochronną w postaci pierwszego. Widziałem wtedy też smutek w jej oczach. Teraz już nie wiedziałem co o tym myśleć... Co to wszystko ma znaczyć?
Nie rozumiałem tego. Wcale. To było dziwne. Bardzo dziwne.
Ukryłem się w domu jakiejś starszej kobiety. To znaczy... juź ne jej bo ona leżała teraz (a raczej jej ciało... ) w fotelu z rozerwanym gardłem i szeroko otwartymi oczami. Ja siedziałem natomiast na kanapie i patrzyłem się na nią ocierajác usta z krwi i otwierając piwo. Byłem mordercą bez serca... bez uczuć. To mi pasowało. Nie obchodziło mnie to kim byłem... czy miałem jakąś rodzinę, przyjaciół i moźe nawet dziewczyne czy narzeczoną. To było kiedyś. Teraz jest teraz. I to się tylko liczy. Teraźniejszość. Nic więcej mnie nie obchodzi. Byłem maszyną do zabijania a nie kochania czy czegoś w tym stylu. I to mi pasowało... zabijanie bez zastanowienia się nad swoimi czynami czy sumienia. A jak komuś to nie pasuje i nie jest moim Panem to... skończy jako zimny trup.

***

Zasnąłem nad ranem. Byłem przestawiony na nocny tryb życia. W dzień spałem a w nocy polowałem. Tak już było przez dobre 7 miesięcy. Nikt nie starał się nawet tego zmieniać.
Kiedy o zmroku się obudziłem.. musiałem zapolować. Koniecznie. Choć bardziej była to zachcianka nich potrzeba..

C.D.N

Od Alicji

 Znów uciekaliśmy. Byłam zła, bo teraz znów jeden z Animy nas ściga. Enzo znów nabierał informacji siłą, a czasem ''oczarowywał'' kogoś do wydobycia informacji. Opowiadał mi, że Anima skonstruowała go tak, by był nie do pokonania, jedynie ogień może go zniszczyć, ale nie do końca. Enzo przez zabijanie wampirów i wysysanie z nich krwi staje się silniejszy, ale krew ludzi też go zadowala. Nigdy nie smakował krwi zwierzęcej, woli ludzi. Lubi kiedy ktoś się go boi.
 Enzo prowadził tak szybko, że miałam śmierć przed oczami. On tylko się ze mnie śmiał, pokazując co jakiś czas złośliwy uśmieszek. By mnie zdenerwować prawie wjeżdżał w samochody przed nim, a ja zamierałam ze strachu i darłam się jak opętana. Kiedy dotarliśmy do Wenecji, była godzina 23, a ja jakoś nie byłam zmęczona. Znów poszliśmy do jakiegoś hotelu, oczywiście najlepszego. Nie wiem, czemu Enzo musiał mieć najlepsze co się nawinęło. To, że znajduje się tu lepsza ochrona, nie znaczy, że ochronią mnie przed tym człowiekiem z Animy, o ile jest sam.
 Kiedy weszliśmy do mieszkania, zaskoczył nas ktoś. Mój wampirzy towarzysz stał luźno i opanowanie, jakby obecność osoby obcej nie stanowiła dla niego problemu. Dla mnie stanowiła zagrożenie, bo od razu się źle poczułam.
 Światła nie zapaliliśmy, było ciemno. Mężczyzna stał w rogu, ale było go widać. Nie dokładnie... Lecz mogę stwierdzić, że czułam bijące od niego zło... czy coś. Zapaliłam światło dłużej nie zwlekając i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-A...Ash...?-Wydobyłam z siebie cichy pisk radości, ale on patrzył się na mnie dziwnie... Nic nie mogłam rozszyfrować z jego twarzy.
-Odsuń się.-Nakazał mi Enzo tylko patrząc na Asha.
-Co chcesz zrobić...?
-Odsuń się!-Odepchnął mnie kiedy Ash ruszył na mnie tak samo, jak szybko poruszył się Enzo.
 Uderzyłam w ścianę i padłam na ziemię. Spojrzałam szybko na nich. Ash stał tak, jakby nic go nie obchodziło. Tak jak Enzo.
-Słyszałem o tobie. Mieszanka zabójcy,zombi i wampira... Niezłe. Naprawdę. Ale musisz się niestety odczepić od niej.
-Jakoś mnie nie obchodzi to, że jesteś pierwszym wampirem. Po prostu cię zabiję, a potem zajmę się nią.
-Animę też powybijam.-Uśmiechnął się Enzo.-Wraz z tobą.
Enzo uderzył Asha tak, że wyleciał przez okno. Krzyknęłam przerażona i zaczęłam wydzierać się na Enzo.
-Czemu to zrobiłeś?!
-Bo chciał cię zabić. To już nie jest Ash. Rozmawiałem ze szpiegami z Animy, wyjawili mi, co się dzieje w Animie, czego od ciebie chcą, a na dodatek czym jest ten cały Ash.
-Ale można go... naprawić...!
-Jeśli zabije się szefuńcia Animy, który zmienił twojego kumpla w to coś, to pamięć mu wróci ale...
-Co...? No co?
-Nadal będzie tym czym jest. Nie ma na to lekarstwa.
-Kłamiesz...-Wstałam z podłogi i oparłam się o ścianę.-To nie prawda...
-To samo chceli zrobić z tobą, bo po przemianie będziesz niebezpieczną wampirzycą. Nawet czymś więcej. Nie wiadomo jak twój organizm zareaguje, na dodatek twoja dusza jest uśpiona, jeśli się jej nie zlikwiduje, w połączeniu z jadem wampira nie wiadomo, czy przeżyjesz przemianę. Dlatego cię chronię.
-Ale po co?
-Bo nie chcę by Anima zlikwidowała ludzi, którymi lubię się żywić. Lubię strach jaki widzę w oczach ludzi, przerażenie. A kiedy zjawisz się ty jako wampir, zniszczysz całe miasto. Anima nie mogłaby cię kontrolować, jeśli twoja dusza by zaczęła współgrać z wampirem. To mieszanka nie do pokonania.
 Przytuliłam sie do niego nagle. Wierzyłam mu. Byłam mu wdzięczna, że jest ze mną. Ale chciałam pomóc mojemu przyjacielowi. Przywrócić mu wspomnienia.
-Zabijmy Animę.
-Co?
-Mówię poważnie.
-Jeśli już, to ja to zrobię. Ty jako człowiek nie przydasz się za bardzo.
-Zmień mnie, albo wejdę w postać ducha. Kiedy się zmienię, wiesz, że nie będą mnie mogli zabić. A ze mną będzie ci łatwiej.
-Dobrze. Ale najpierw trzeba Asha złapać i zamknąć gdzieś, gdzie nie ucieknie. Metal jest dla wampira zabójczy, tak jak dla zombi. Polejemy łańcuchy werbeną co złagodzi ból. Jeśli będzie się ruszać, powoli będzie umierał, co da nam czas by zabić Animę.
-Może dogadamy się z zabójcami? Pomogą nam.
-Chcą mnie zabić od 1000 lat i myślisz, że teraz nie wykorzystają okazji?
 Zagryzłam wargę.
-Zajmiemy się Ashem. Musisz mnie zmienić.
-Nie.-Pokręcił głową.
-Nauczysz mnie jak mogę panować nad pragnieniem... Proszę.
-Nie.
-Enzo! Błagam!
 Nie chciał się zgodzić. Kiedy zagroziłam mu, że zrobię wszystko by trafić do Animy by tam mnie zmienili, zgodził się.
 Przemiana nie była bolesna. Ale Enzo powiedział, że będę nieprzytomna jakiś czas. 24 godziny góra. I tak też było... Kiedy się obudziłam... wszystko się zmieniło...

C.D.N.

piątek, 24 października 2014

Od Asha

Dni mijały a ja nie mogłem zapomnieo tamtej dziewczynie. Przypominała mi kogoś. Tylko kogo? Nie miałem pojęcia. Długie blond włosy, niebieskie oczka, ładny uśmiech... różany zapach... to wszystko było znajome. Tylko nie wiedziałem dlaczego.

***

Minął tydzień. Dziś czekał mnie niezwykły dzień. Pan nakazał mi zjawić się u niego. Tak też zrobiłem.
-Tak Panie?
-Dwa dni temu nasz szpieg zawiódł nas. Udało mu się ująć pewną dziewczynę jednak pozwolił jej uciec. Twoim zadaniem jest naprawienie tego. Alicja Bell. Masz ją do nas doprowadzić. W tej teczce ją wszystkie potrzebne Ci na jej temat informacje. Nie masz za dużo czasu. Musisz być ostrożny i postępować z głową. Nawet włos jej z głowy ma nie spaść. Nie możesz spróbować nawet kropelki jej krwi.
Wysłuchałem go w milczeniu. Potem zabrałem teczke i wrócilem do swojej celi. Tam zacząłem przeglądać zawartość dokumentów.
Młoda, dziewczyna, ładna, była zabójczyni....
Gromadziłem w głowie najważniejsze informacje. Mam ją przyprowadzić panu tak też zrobie.

***

Wieczorem  byłem już gotów. Wczepili mi jakiś dodatkowy nadajnik czy coś tam. Nie wiem po co. Przecież ich nie oszukam, nie uciekne i nie zrobie nic wbrew ich woli. Służyłem im. To oni mnie uratowali i dzięki nim żyje. Z tego co mi mówiono to wcześniej byłem bardzo złym człowiekiem. Teraz chciałem to naprawić i odwdzięczyć się moim wybawcą.
Wyruszyłem w mrok nocy w poszukiwaniu nie jakiej Alicji Bell która jest pod ochroną pierwszego wampira który liczy z 1000 lat. Czy ja hybryda mający pare miesięcy dam radę? To się okaże...

Od Alicji

 Minęło sporo czasu a ja zdążyłam się przyzwyczaić do całej sytuacji. Żyłam tak, jak powinnam. Bez zmartwień i bez jakichkolwiek problemów. Mogłam robić co chce, żaden przyjaciel mnie nie pilnował, bo połowa z nich nie żyje. Nawet nie wiem, czy Enzo do końca dobił Bronxa i resztę. Może zrobił to na pokaz, ale mimo tego i tak widziałam strach całej mojej grupy przyjaciół. Nie wiem czy siła jaką miał Enzo, czy strach jaki siał po całym świecie mnie zafascynował... Ale nie podobało mi się to, że tak często wybijał ludzi jak kaczki. Kiedy darłam się na niego, gdy przychodził do mieszkania cały upaćkany krwią krzyczałam zła na niego, ale on totalnie mnie ignorował. Jakbym nic do niego nie mówiła, siedziała na kanapie i tolerowała jego zachowanie i to, że morduje ludzi jak chce i kiedy chce.
 O swoich znajomych udało mi się zapomnieć, ale nie o wszystkich. Kat,Revee i Asha pamiętam nadal, nie sposób o nich zapomnieć. Nie wiem co dzieje się z Ashem, gdzie jest i co robi. Martwię się. Enzo nie dostrzega mojego zmartwienia, ale często dopytuje mnie o ... coś, co chce wiedzieć. Nie wiem, o różne rzeczy.
 A o nocy spędzonej razem nie rozmawiamy, chociaż Enzo czasem specjalnie robiąc mi na złość zaczyna ten temat, na co ja wychodzę z pokoju lub staram się uderzyć jakimś komentarzem, który go może zamknąć, ale nie. Z tym ostatnim nie umiem go zagiąć, nie da się. Na domiar złego Enzo zaczął mnie trochę pociągać, zresztą jak każdą laskę w zasięgu wzroku. Jeszcze żadna nie minęła go wzrokiem, jednak Enzo wykorzystuje swoje ''atuty'' do wydobycia informacji jeśli dana kobieta czy też dziewczyna jest z Animy. Wtedy on zabija daną kobietę, jeśli wydobędzie dość informacji, co oczywiście nie podoba mi się... o ile ofiara jest zwykłą dziewczyną która wie tylko niewielkie informacje. Kiedy zabija Animę, mogłabym mu szczerze pogratulować i dawać milion medali.
 Siedziałam w poczekalni wraz z Enzo. Powiedział mi, że jeden z lekarzy jest jednym z ludzi Animy. Powinien coś wiedzieć o jakiś planach Animy, co teraz robią i co planują, czy nadal chcą mnie zabić. Umówiłam się z tym właśnie lekarzem, Enzo kontroluje sytuacje, nie wiem jak, ale obiecał mi, że nic mi nie będzie.
-Przejmujesz się tym całym Ashem?
-Czytasz mi w myślach?-Parsknęłam śmiechem.-Nie.
-Mhm... Zdążyłem poznać tę minę pełną niezadowolenia z braku czyjejś nieobecności panno Bell i zapewniam, że nawet wyczuwam lekki stres przed spotkaniem z lekarzem który co prawda jest szpiegiem Animy, ale bez obaw, z tym drugim nic ci nie będzie, a ten cały chłopak się znajdzie, kimkolwiek dla ciebie jest.
-Przyjacielem.-Mruknęłam.
-Nie pytałem kim dla ciebie jest. Zupełnie mnie to nie obchodzi, ale jeśli cię skrzywdzi, to sam mu nakopię do tyłka.
-A ja tobie, jeśli mu coś zrobisz. A wiem, że mógłbyś go nawet zabić.
-Mógłbym, z chęcią bym to zrobił.
 Pielęgniarka powiedziała, że mogę wejść, a na Enzo spojrzała się pożądliwie. On uśmiechnął się uwodzicielsko.
 Weszłam do gabinetu, a w środku był około trzydziestoczteroletni facet w białym kitlu. Poczułam ciarki, stał tak przede mną w ciszy, a potem usiadł przy biurku i spojrzał na mnie. Przez chwilę miałam ochotę zwiać, jemu skamieniała twarz i uśmiechnął się radośnie, ale zauważyłam podejrzane iskierki w oku. Udawałam jednak normalną. Modliłam się, by Enzo był w pogotowiu i coś zdziałał. Dziwiłam się, że żaden z ludzi tutaj pracujących, jeśli jest z Animy, nie zwróciła uwagi na Enzo. Może po prostu wiedzą, co on sprowadzi na szpital, albo po prostu nie wiedzą kto to. Przecież tamta sytuacja z moim wampirzym towarzyszem zdarzyła się tak dawno... 1000 lat temu to jednak nie jest nic takiego.
-Panna Bell?
-Tak.-Kiwnęłam głową.
-Proszę usiąść.
 Wykonałam polecenie nerwowo pocierając dłonie o siebie.
Lekarz wstał a ja wbiłam wzrok w jeden punkt. Stanął za mną i nagle złapał mnie za ręce i wykręcił. Doprowadził do biurka i zakleił usta taśmą. Moje ręce skuł kajdanami, a następnie wyprowadził innym wejściem. Chciałam krzyczeć, ale stać mnie było tylko na płacz.
 Kazał mi wsiadać do samochodu, ale ja się szarpałam. Miałam szczęście, że był sam, miał większe problemy z wrzuceniem mnie do samochodu. Do jakiegoś dziwnie dużego bagażnika. Rzucałam się, teraz byliśmy na jakimś osobnym parkingu, tylko jedno miejsce do parkowania, jakby to było jego.
-Nareszcie cię mam, Alicjo.-Zaśmiał się.-Nie szarp się.
Rzucił mnie na ścianę i uchylił niewielkie okienko a w środku zobaczyłam lampy, miejsca siedzące, jak w radiowozie. Na nich siedzieli ludzie. Syczeli. Domyśliłam się, że to jednak nie ludzie, tylko wampiry. Trójka siedziała i skręcała się z bólu przed dziwnym światłem. Poczułam swąd spalonej skóry, co mnie obrzydziło. Odwróciłam wzrok. Skopał mnie kilka razy i katował na różne sposoby przez kilka dobrych minut, a ja byłam coraz bardziej wyczerpana, nie miałam sił się ruszać. Wtedy on zaczął pakować mnie do samochodu. Wampiry były przypięte na łańcuchy i nie mogły mnie zabić, ale próbowały. Zapłakana tylko mogłam wydać z siebie niemy krzyk przerażenia i rozpaczy. Moja sina twarz i rany na niej świadczyły o mocnym pobiciu. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Obraz jak ciało wampira, czyli nieśmiertelnego człowieka rozpływa się, pali się skóra... po prostu mnie obrzydziło. To wszystko było straszne...
 Kiedy zamknął drzwi coś nagle uderzyło mocno w bok auta. Jeszcze dwa razy ktoś dostał, a w samochodzie zostało lekkie wgniecenie. Potem usłyszałam krzyk tego faceta i coś, jakby ... podduszanie go? I dźwięk łamanego karku.
 Cisza.
 Drzwi otworzyły się, a raczej Enzo wyrwał je z zawiasów wściekły jak nigdy. Wyciągnął mnie z samochodu a tamte wampiry pozabijał. Mruknął pod nosem coś, że to nowonarodzone wampiry. Anima znów coś spieprzyła.
 Kiedy zdjął mi z dłoni kajdanki i z twarzy szarą taśmę zaczęłam go bić pięściami i krzyczeć na niego zapłakana.
-Miałeś być! Nie zostawić mnie! Nie dopuścić, by coś mi sie stało!
-Złapało mnie dwóch innych, ale zabiłem ich. Kiedy wparowałem do gabinetu nie było cię. Przeszukałem cały szpital Alicjo.
-NIGDY MNIE NIE ZOSTAWIAJ! NIGDY! NIIIIGDYYYY! ROZUMIESZ?! Nigdy mnie... nie...zostawiaj...!-Rzuciłam mu się w ramiona i płakałam tak przez jakiś czas przerażona do granic możliwości.

środa, 22 października 2014

Od Asha




Kolejne dni spędziłem na karmieniu się. Byłem zamknięty w celi i tylko drzwi otwierał sie jak mieli mi podawać pokarm. Jak to wyglądało? Co 30 min otwierał sie drzwi a ochroniarze wpychali do środka jakiegoś człowieka. Ja automatycznie atakowałem nie zwracając uwagi na wiek czy płeć ofiary. Po prostu zabijałem. Kiedy już skończyłem przychodził i zabierali ciało a raczej to co z niego zostało.. i tak było cały czas.
Pożywiłem sie już na 20 osobach.. pozbawiłem życia 20 niewinnych ludzi. Jednak jakoś specjalnie sie tym nie przejmowałem.. czułem jednak coraz większy głód. To był dziwne.. przecież co chwila pożywiałem sie! Zamiast zatrzymać głód.. od wzrastał. To sie stawało nie do wytrzymania. Musiałem sie pożywiać. Musiałem. Głód sprawiał ze wpadałem w obłęd i nie panowałem nad sobą.. zresztą ja w ogóle nad sobą nie panowałem .Tylko Damon panował nade mną. To on mnie pohamowywał. Byłem mu za to wdzięczny. 
Nagle... kiedy siedziałem tak i czekałem na kolejną ofiarę.. usłyszałem w głowie głos... "Obiecuję że jeszcze sie spotkamy". Co to miał oznaczyć?
Jednak szybko przestałem o tym myśleć. Drzwi sie otworzyły a do pokoju została wepchnięta kolejna ofiara.

***

Leżałem na metalowym łóżku. Byłem przypięty stalowymi pasami bym nie mógł sie wydostać. Wstrzyknęli mi coś do krwiobiegu. Poczułem coś dziwnego. Moc.
Po wszystkim wypuścili mnie na łowy. Zapolowałem. Zaatakowałem jakiegoś przechodnia. Po wszystkim rozejrzałem sie.



Noc. Nie czułem ani ciepła ani chłodu.. nic. Kompletnie nic nie czułem. To było dziwne. Zero emocji. Tylko głód. Chciałem coś poczuć. Cokolwiek. Jednak nie musiałem sie domyślać że nic takiego sienie stanie. Obojętny tym że zostawiam rozszarpane ciało w parku wróciłem do domu. Anima sprzątała po mnie. A poza tym.. co mnie obchodził oto czy ludzie dowiedzą sie o moim istnieniu? I tak będę na nich polował..
Nagle usłyszałem krzyk jakiejś dziewczyny. Odwróciłem sie i zobaczyłem ją. Wydała mi się dziwnie znajoma. Przez krótką chwilę zawahałem się.. To było coś nowego. Długie blond włosy, niebieskie oczy, różany zapach... te usta.. to wszystko było mi znajome. Jednak szybko to uczucie minęło i już stałem obok niej,
-Nie rób mi krzywdy..-wyszlochała.
-To nic nie da kochana. Ładnie pachniesz kicia.



Zaatakowałem...

C.D.N.

wtorek, 21 października 2014

Od Alicji

 Siedziałam z tyłu a Enzo prowadził samochód. Dopiero co się obudziłam, a nawet nie wiedziałam gdzie mamy tym razem się skryć. Co jakiś czas musieliśmy się przenosić, bo ścigał mnie podobno jeden z Animy. Nie wiedziałam który, i po co chce akurat mnie. Enzo mówi, że nie powinnam o tym wiedzieć, ale byłam bardzo ciekawa, codziennie Enzo musiał odpowiadać na moje pytania tym samym ''Nie powinnaś o tym wiedzieć''. Na tym zwykle temat się kończył. 
 Spałam około dwóch godzin i nic mi się jeszcze nie przyśniło. Moja dusza wymierała, a ja czułam się z tym coraz lepiej. Nie obchodziło mnie to, że jakaś część mnie umiera. Będę bez tego szczęśliwa. Zapomniałam też op swoich przyjaciołach, Kat i Revee jeszcze żyją, ale Bronx i reszta już nie. Chyba Szron uszedł z życiem i teraz wraz z dziewczynami gdzieś mieszka. Nigdy ich nie zobaczę, to dla mnie lepiej... uwierzcie mi. 
 A co do Asha? Nie wiem, o nim nie umiem zapomnieć. To mój najlepszy przyjaciel zawsze mogłam i mogę na nim polegać. Martwię się ale nie mam z nim żadnego kontaktu. Nienawidzę tego, że się ode mnie oddala. Miał wrócić. A skończyłam z pierwszym wampirem świata. Postanowiłam podpytać trochę Enzo jak stał się pierwszym wampirem. Kiedy to zrobiłam, Enzo niechętnie odpowiedział.
-Sprawa Animy. 
-To znaczy?
-Majstrowali przy moim ciele, moją krwią, moim organizmem i jakimiś strzykawkami tyle, że stworzyli potwora. Czyli pierwszego wampira. Ja przemieniłem pół miasta ale nowonarodzonych sam pozabijałem. 
-Dlaczego? Chodziło o bezpieczeństwo ludzi?
Parsknął śmiechem.
-Nie. Nigdy ludzie mnie nie obchodzili. Tylko się nimi żywię.Po prostu przeszkadzało mi to, że dają o sobie znać i nie kryją się z tym kim są.
-Ale jak im uciekłeś? 
-Wypuścili mnie na polowanie. Anima ma swoje sposoby, wiedziała co ze mną się dzieje. Ale przechytrzyłem ich. Wróciłem do bazy i zaatakowałem całe centrum Animy. Wybiłem ich jak muchy, nic mi nie mogli zrobić. 
-Dlaczego?
-Strzelali z różnych broni ale nie mogli mnie zlikwidować. Nie sprawdzali moich umiejętności, mojej regeneracji. Jeśli ktoś przebije mnie kołkiem nie umrę, po prostu tracę przytomność na jakiś czas. Zabić mnie może ogień. 
-Mieli nad tobą kontrolę?
-Tak. Ale po jakimś czasie stracili ją. Mój mózg zaczął odrzucać zastrzyki i to wszystko co mi podawali.Stawałem się dzieki temu silniejszy, lepszy i głodny. Kiedy pozabijałem  ich, zabójcy myśleli, że to Francja załatwiła sprawę, więc trafiła na samą górę, teraz decyduje o wszystkim. A tak naprawdę tylko zabójcy z Francji wiedzą kim jestem i nikomu tego nie mówią. Tak samo Anima. Stałem się legendą, kiedy Anima o mnie słyszy dostaje szału. Boją się mnie ale też wiedzą jak mnie zabić. 
-A czemu mnie nie zabiłeś?
-Powiedzmy, że jesteś zbyt cenna, by cię zniszczyli swoimi wynalazkami. 
 Nic już nie powiedziałam. Wychyliłam głowę przez okno i spojrzałam na miasto. Byłam w Los Angeles. Kiedy on zdążył tu nas sprowadzić, kiedy ja spałam?
 Podobało mi się to miasto. Ciepło,przyjemnie i wszystko tutaj wyglądało ekstra. 
 Skierowaliśmy się do hotelu. Był piękny, w restauracji ceny na pewno były szokujące, ale Enzo zapłacił za wszystko na miesiąc. Wziął pokój prezydencki, co naprawdę mnie zszokowało. Jeszcze bardziej niż cokolwiek innego.

 Kiedy rozpakowaliśmy się Enzo zabrał mnie na zwiedzanie miasta. Jego historia mnie ciekawiła coraz bardziej. Chciałam wiedzieć wszystko o jego przeszłości. Chciałam słyszeć te niesamowite historie i opisy walk w jakich brał udział, walki wampirów, jak uciekał Animie i jak tysiąc lat temu Animie zdołało się przemienić go w coś takiego. Opowiadał mi co do ostatniego, że za pomocą wiedźm udało im się go stworzyć. Zafascynowało mnie wszystko. 
 Wybraliśmy się na końce miasta, by pozwiedzać dalsze rejony. Ezno wskoczył na jeden z dachów, co fajnie było zobaczyć. Uśmiechnęłam się i kazałam mu żeby zszedł lub zeskoczył.
 Kiedy wróciliśmy Enzo skoczył na polowanie. Żywił się ludźmi, czego mu zakazywałam. Każdy burmistrz zacznie działać w tej sprawie. A wiem, że Enzo jest uzależniony w jakiś sposób od krwi. Mówił też, że ma tu dwójkę przyjaciół wampirów, więc muszę uważać. Nie wiem co się stało, ale zmienił się. Czułam, że w ten dzień włączył człowieczeństwo, jak on to nazywa. Wieczorem już je wyłączył, Stał się wredny,cyniczny i chamski. Znów czułam to niebezpieczeństwo, ale z drugiej strony... jednak czułam się troszkę bezpieczniej. Tak, to skomplikowane. 
 Napiłam się sporo drinków jakie Enzo mi podawał w minibarku. W końcu kiedy Enzo powiedział nie, nagle... stało się coś niespodziewanego. Namiętnie go pocałowała. Chwytając za moje biodra podniósł mnie na co ja oplotłam go w pasie nogami. Enzo zjechał swymi wargami na moją szyję całując ją namiętnie.By miał lepszy dostęp, odchyliłam głowę w tył wydając przy tym ciche westchnienie. Z każdą sekundą byłam coraz bardziej podniecona a on działał na mnie tak... nie potrafię nawet tego określić. Gdy odebrał usta od mojej szyi spojrzał na mnie z pożądaniem. Powoli ruszył w stronę łóżka trzymając mnie na rękach a ja całowałam go. Rzucił mnie na miękki materac. Zdjął swoją kruczoczarną koszulę, wręcz rozerwał ją i ukazał swoje idealnie wyrzeźbione ciało. Nie czekając dłużej zdjęłam bluzkę oraz spodnie, przez co leżałam teraz w samej czerwonej koronkowej bieliźnie. Nasze spojrzenia spotkały się. W jego oczach było widać tyle emocji, lecz najbardziej zauważalne w tym momencie było pożądanie. Zdjąwszy spodnie Enzo delikatnie n mnie kładąc wpił się swoimi ustami w moje. Nasz pocałunek był długi i namiętny. Nasze języki tańczyły ze sobą a usta perfekcyjnie się synchronizowały. Enzo zaczynał całować mój dekolt, jego ręce błądziły po moim ciele co powoli wprowadzało mnie w obłęd. W końcu znalazły się koło stanika i nie czekając dłużej odpiął go ukazując moje kształtne pierci. W jego oczach można było dostrzec iskierki. Postanowiłam zmienić pozycję. Wampir złapał oparł się o drewnianą krawędź łóżka by szybciej zmienić pozycję, a wtedy usłyszałam tylko głośny hałas.. Okazało się, że z napływu siły Enzo złamał tą krawędź łóżka. Nie zwróciliśmy na to uwagi i pochłonęło nas pożądanie. Jedno pragnęło drugiego.Odepchnęłam go przewracając go przy tym na plecy i usiadłam okrakiem na jego męskości. Zarzuciłam włosami do tyłu przygryzając dolną wargę.Nachyliłam się i pocałowałam wampira namiętnie w usta. Wyprostowałam się i położyłam dłonie na jego brzuchu. Enzo zagłębiał się dalej w te ''pieszczoty'' a ja chciałam więcej, brałam więcej. Żądałam więcej. Zdawało mi się, że jest w tym mistrzem. Po kilkunastominutowych cudownych pieszczotach jakie mi zafundował Enzo, nie czekając dłużej wszedł we mnie, cały czas patrząc na moją twarz. Z przyjemnością zamknęłam oczy i wbijałam paznokcie w jego plecy aż krzyknęłam, gdy dochodziłam. Po stosunku opadliśmy bezwładnie na łóżko. Leżeliśmy tak spoceni, ciężko dysząc. Jednak mimo tego chciałam jeszcze więcej, tylko z nim, tylko tutaj, właśnie teraz. Pocałowałam go namiętnie a potem zamknęłam oczy. Zasnęłam wtulając się w jego tors. 


Od Asha

Minął pewien czas. Dla mnie był to najtrudniejszy okres w życiu. Wieczny głód... jedynie mój Pan mi go łagodził. Dlaczego Pan? Czułem to. Czułem się jak zwierze... wytresowany niebezpieczny pies. Moim Panem był facet którego wytropiłem i miałem zabić. Damon. To on przyczynił się do tego że stałem się hybrydą. Byłem jedyny taki. Jedyny który żyje. Jestem jedynym eksperymentem który utrzymuje się przy życiu. Jak na razie. Musiałem się bardzo często pożywiać bo inaczej czułem głód który mnie doprowadzał do obłędu. Jednak Pan mi go łagodził. Karmił mnie. Byłem mu wierny. Oddałbym życie za niego.
Zapominałem o tym kim byłem. To wszystko przed moją przemianą przesłaniała mgła. Wspomnienia się zacierały. Powoli zapominałem o wszystkich bliskich. Liczył się tylko Pan. 

Dziś wypuścił mnie na polowanie. Byłem z nim związany. Wiedział gdzie jestem, co robię, co myślę itp. Miał pełną kontrole nade mną.
Zaczaiłem się na skraju miasta. Czekałem. Byłem mieszanką wampira, zombi i człowieka zabójcy. Potrzebowałem świeżej krwi prosto z żył. Innej nie mogłem pić. Nie pożywiała mnie taka z woreczka ze szpitala.
Zobaczyłem a raczej najpierw wyczułem grupkę nastolatków. Było ich pięcioro i byli trochę wypici. Zaatakowałem. Żadne nie zdążyło uciec. Zabiłem wszystkich. 


Kiedy było po wszystkim otarłem usta i wróciłem po prostu do domu Animy. Nie przejmowałem się tym że parę minut temu pozbawiłem życia pięcioro dzieciaków tylko o parę lat młodszych ode mnie. Niczym się nie przejmowałem. Moje uczucia były ograniczone a wręcz przygasłe. Nie obchodziłem sie niczym. Tylko tym czy zadowoliłem swojego Pana oraz czy jest bezpieczny. Tylko to sie liczyło. 
Wszedłem do domu. Od razu zobaczyłem Pana. 
-Panie..
-Ash... choć ze mną.
Wykonałem jego polecenie. Zeszliśmy do piwnicy. Tam zobaczyłem jakąś dziewczynę przywiązaną do słupa. 
Damon wskazał na faceta który był obok niej i ten skaleczył ją w ramie. Dziewczyna jęknęła. Poczułem zapach krwi. Tak przepyszny i piękny zapach. W ciągu sekundy nawet nie stanąłem obok dziewczyny. Wiedziałem ze wyglądam jak potwór. 


-Ash nie.-powiedział Pan a ja nawet nie drgnąłem. 
Stałem tak tylko i patrzyłem sie na dziewczynę. Wdychałem ten słodki zapach.. jednak nie zaatakowałem. 
-Brawo. Berd zapisz "Obiekt jest posłuszny. Upewniliśmy się że mimo głodu powstrzyma sie od zadawania śmierci. "
Widziałem strach w oczach tej dziewczyny. Cos mi uświadomił.. jednak to uczucie szybko znikło. 

poniedziałek, 20 października 2014

Od Alicji

 Minęło już sporo czasu, kiedy siedzę poza miastem wraz z Enzo. Mój telefon jest wyłączony, więc nie mogę po nikogo zadzwonić. Bałam się tego faceta, wiedziałam miej więcej, do czego jest zdolny, a ja wolałam nie zachodzić mu za skórę.
-Ile masz zamiar mnie tu trzymać?
-Tyle, ile będzie trzeba. A co? Już chcesz umrzeć?
-Lepsze to, niż żyć tutaj dalej w twoim towarzystwie.
-Zrobiłaś się bardziej nerwowa, to dobrze.
-Odwal się.-Mruknęłam zła.
-No no kotku... spokojnie.-Mrugnął do mnie a mnie przeszedł dreszcz.
-Co ci szkodzi pojechać do miasta?
 Przewrócił oczami i kazał mi wsiadać do samochodu. Uśmiechnięta lekko wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.

 W mieście Enzo dał mi wolną rękę. Chodziłam sobie po mieście czując się wreszcie wolna. Ale brakowało mi kontaktu z Ashem. Nie wiedziałam co się z nim tak naprawdę dzieje, a co najgorsze, gdzie jest. Zaczęło mnie to męczyć.
 Kiedy wstąpiłam do kawiarni napotkałam Kat i resztę. Cole wyglądał na słabego, a przy nim siedziała Victoria, co  mnie wcale nie zdziwiło. Nie wiedziałam, czy mogą mnie zobaczyć, bo jeśli tak się stanie, to nie wypuszczą mnie z domu a wtedy Enzo mnie szybko znajdzie i pozabija moich przyjaciół. Kiedy się odwróciłam, Kat złapała mnie za rękę jakby się teleportowała, i zdziwiona reszta zadawała mi pytania. Bronx wściekły wpakował mnie do samochodu a ja protestując rzucałam się i waliłam w drzwi samochodu. Krzyczałam, by mnie wypuścili, bo całe towarzystwo wracało wraz ze mną do domu.
 Na miejscu usadzili mnie na fotelu i przywiązali do krzesła. Kat i Revee protestowały, ale same wiedziały, że Bronx jest zły za zniknięcie moje i Asha. Nie wie co się stało, martwił się. Przecież ma tylko tą ''rodzinę'' i jesteśmy dla niego jak rodzeństwo. No, ja już dawno do niej nie należę.
-Puść mnie! -Rzucałam się na wszystkie strony.
-Co z tobą? Jesteś wśród swoich...
-Wypuśćcie mnie!
-Nie wiem co z nią... To dziwne...
-Wypuść... mnie... BRONX!
-Nie ma opcji! Już dość tego znikania i uciekania.-Nie należysz do nas, ale twoje odejście nie obejdzie się bez kary.
-Co?!Bronx!-Krzyknęły dziewczyny rzucając się prawie na niego.
-Bronx, co ci jest?-Spytał Szron.
-Zrób to co każę. Nie jest jedną z nas.
 Cole złapał za nóż. On także wyglądał jak tamtej nocy kiedy na mnie napadł. Wyciągnął nóż i zrobił małe nacięcie na skórze, a potem kolejne trzy małe. Krzyczałam, bo to naprawdę mnie bolało. Wierzgałam nogami i prosiłam by przestał. Widocznie był nadal zahipnotyzowany przez Enzo, więc chciał mnie zabić najboleśniej jak mógł.
 Do piwnicy wszedł Enzo. Co wtedy czułam? Ulgę. Czułam, że wyciągnie mnie z tego. Kat skuliła się i schowała w cień jakby wiedząc, kim jest mój tymczasowy wybawiciel.
-Kim jesteś?-Warknął wściekły Bronx.
-Jestem Enzo.-Zrobił kilka luźnych kroków w naszą stronę.
-Czyli kto do cholery?-Parsknął śmiechem Bronx.
-Pierwszy wampir stąpający po ziemi. Tysiąc lat wybijałem was jak muchy z taką łatwością... Ale niestety... Wasi przodkowie mnie jakimś cudem zamknęli w trumnie i zakopali. Magicznie wydostałem się tak samo jak wy mnie zamordowaliście. A was miałem dawno zlikwidować, poczynając od Alicji. I ona doprowadziła mnie do was. Teraz umrzecie.-Zaśmiał się i wystrzelił jak z procy.
 Patrzyłam jak Enzo porusza się błyskawicznie po piwnicy i skręca karki każdemu zabójcy który nawet nie zdąży krzyknąć. Revee zostawił na później tak jak Cole'a i Bronxa. Temu ostatniemu związał ręce i rzucił w kąt tak mocno, że słyszałam jak kości żebrowe mu się łamią.
-Anima ściga Alicję, więc teraz ja będę ją chronić, a wy możecie się pieprzyć ze swoimi zasadami i chorymi wymysłami wraz z tą Animą.-Syknął do Bronxa i kopnął go w brzuch.-Zrobiłem się głodny...-Spojrzał na Revee i rzucił się na nią.
-Nie! Enzo... Nie... proszę...! Zostaw ich... a pomóż mi...
-No tak... Twoja krew coraz bardziej na mnie działa. Zobaczymy się później piękna..-Mruknął do Revee.
Ona tylko ciężko dyszała. Enzo prawie ją udusił, a ja zwijałam się z bólu.
-Uciekaj jak najdalej. Ja i tak cię znajdę wraz z tym śmieciem.-Spojrzał na Bronxa i odrzucił Revee na drugi koniec piwnicy.
 Podszedł do mnie i uwolnił mnie z więzów.Wziął na ręce i zaniósł do samochodu.
-Jedna sprawa z głowy. Została jeszcze sprawa zniszczenia Animy.-Mruknął i zajął się moimi nadgarstkami jak najszybciej mógł.
-Naprawdę... teraz doceniam twoją obecność..-Szepnęłam.
 On tylko krzywo się uśmiechnął.

Od Asha

Leżałem na jakimś metalowym "łóżku". Moje zmysły były otumanione i nie wuedziałem co się dzieje. Tak jakbym być nieźle naćpany. Widziałem postacie obok mnie. Były ubrane w białe płaszcze jakby byli lekarzami. Coś mi wstrzykiwali. Nic nie czułem. Potem zobaczyłem ciemność. Takie coś trwało dłużezy czas. Pare dni jak nie więcej.
Zaczynałem mieć złudzenia. Widywałem Ade, moją rodzinę i Ali.

****

-Ash kocham cię-powiedziała Ada.
-Adrianno... kocham cię z całego serca. Oddałem ci je w całości. Tylko ty się liczysz. Z tobą chciałbym spędzić resztę życia. Chciałbym się ciebie zapytać... czy chciałabyś spędzić ze mną reszte życia jako moja kobieta? Żona? Którą bym kochał i nie opuszczał aż do śmierci? Zostałabyś moją perełką?
Zobaczyłem łzy w jej oczach.
-Tak najdroższy tak-pocalowała mnie.

Ocknąłem się. Teraz byłem w swojej celi. Miałem dość. Zaczynałem modlić się o śmierć. Myliłem świat fikcyjny z realnym. Kochałem Ade.. i miałem jej się zamiar oświadczyć. Te złudzenia uświadamialy mi że nigdy więcej jej nie zobacze. To było najgorsze. Ile ja już byłem tu uwięziony?

****

Dziś był dzień wyjątkowy. Kiedy się obudziłem wiedziałem że cos się zmieniło. Mój umysł był oczyszczony a wsYstkie instynkty pobudzone. Byłem głodny. Tylko nie tak zwyczajnie glodny. Nie miałem ochoty jeść. Coś było nie tak. Nagle usłyszałem kroki i czyjeś glosy. Jednak były one daleko. Dopiero po paru minutach usłyszałem je pod drzwiami celi. Drzwi się otworzyły. Znajoma mi twarz weszła do środka.
-Udało się? Zobaczymy.
Zabrali mnie gdzieś ale wcześniej mi podali coś.
Przypieli mnie do metalowego krzesła. Podłączyli mnie pod kroplówkę. Jednak w woreczku była jakaś czerwona substancja.
Kiedy zaczęła płynąć do mojego organizmu stalo się coś dziwnego. Zacząłem widzieć wszystko w czerwonym świecie.
Pobudziłem się.
-Udało się. Ni to stworzenie nocy ni to zombi ni to człowiek ni to zabójca ale wszystko naraz. -powiedzial ktos.
Czułem że robie się bienaturalnie silny. Zerwałem się i zaatakowałem instynktownie pierwszą osobę. Ugryzłem ją w szyje. Zacząłem pić krew a potem rozszarpałem ją. Reszta ludzi się ulotniła w popłochu. Zostałem sam na sali a przez szybe widziałem ni to przerazone ni to zadowolone twarze. Zacząłem się dobijać do metalowych drzwi. Wyszczerbiłem je. Nagle coś do mnie dotarło rozejrzałem się. Wszędzie była krew i szczątki ofiary mojej. Upadlem na kolana.  Co oni ze mną zrobili?

niedziela, 19 października 2014

Od Alicji

 Panikowałam. Kat uspokajała mnie, ale ja jednak bałam się o Asha. Nie wiedziałam gdzie on jest, co się z nim stało. Niepokojąca cisza stawała się dla mnie nieznośna, a Kat coraz bardziej denerwująca. Dziś rano jednak poświęciłam dzień na zrelaksowaniu się jakoś. Nie myśląc o niczym źle. Myślałam pozytywnie... Może Ash miał takiego pecha kiedy ze mną rozmawiał i padł mu telefon? Tak, to na pewno.
 Siedząc sobie w ogrodzie i grzejąc na słońcu, usłyszałam dziwny hałas w hallu. Podniosłam się i zawołałam Kat, jednak ona nie odezwała się. Poszłam do przedpokoju a tam zastałam moją przyjaciółkę z raną na szyi. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam po karetkę. Rana była okropna, a Kat jeszcze próbowała wydusić z siebie coś. Wygląda mi na przerażoną.
-Czas na nas.-Usłyszałam męski głos za sobą.
Odwróciłam się i przerażona wbiłam wzrok w jakiegoś faceta. Miał usta we krwi, starł ją rękawem, a potem spojrzał znów na mnie.
-Kim... jesteś...?
-Enzo.-Uśmiechnął się.-A ty, o ile się nie mylę... Ali.
-Czego chcesz...?
-Od jakiegoś czasu tu jestem, obserwuję cię. To ja zahipnotyzowałem Cole'a by cię zabił, ale widzę... nic a nic nie podziałało.
-C....Co?!
-Jesteś jednak milion razy ładniejsza niż z daleka.A teraz pójdziesz ze mną.
 -Nigdzie nie idę...
-Nie boisz się wampira?-Zapytał z ironią.
-W...wa...wampi...ra?
-No, taka reakcja mi się podoba. Chodź.-Pociągnął mnie za rękę i wyprowadził z domu.
-I tak twoja przyjaciółka nie będzie w stanie nic powiedzieć, kto cię zabrał, i kiedy.
 Wsiadłam do samochodu naprawdę przerażona. Jednak coś mnie przyciągało do tego faceta. Coś było w nim interesującego. Nie mogłam tego przezwyciężyć.

 Wyjechaliśmy poza miasto do małego miasteczka pod Paryżem. Weszłam do jakiegoś... nawet ładnego domu. Enzo wszedł do salonu a ja wraz z nim. Rozejrzałam się i po chwili nie czułam się... zagrożona...?
-Czemu kazałeś mnie zabić?
-Bo takie dostałem polecenie. A skoro ten żałosny śmiertelnik nie może tego zrobić za mnie, sam powinienem cię zabić.
-Ale... kto kazał ci mnie zabić?
-I tak nie potrzebujesz tej informacji.
-Zabijesz... mnie...?
-Wykonuję polecenia. Jestem zawodowcem. Wampiry raczej nie należą do przyjemniaczków.A z tego co wiem, sporo ludzi już cię poszukuję. Tak np. Anima...
-Znasz tych ludzi? Oni kazali ci mnie zabić?
-Jeden z nich. Ale jednak... niestety został wywalony z Animy, a mnie wynajął do zabicia cię. Czeka na to, aż cię brutalnie zmiażdżę.
 Mówił to wszystko bez emocji. Nie przejmował się niczym. Chodził po ziemi jakby był najsilniejszy... Bo był. On po prostu lubił dominować, widziałam to. Ale to co wiedziałam... zaszokowało mnie. Ruszyłam do drzwi. Enzo nawet się nie ruszył. Kiedy otworzyłam drzwi wtedy zjawił się przede mną jakby się teleportował, czy coś... No i odrzucił mnie na ziemię. Zamknął drzwi z trzaskiem na klucz. Wstałam patrząc na niego nienawistnie.
-Nie możesz tak uciekać. A na razie nie chcę cię zabić.
-To co ze mną zrobisz?
-To jest odludzie. Tak naprawdę są tu dwa domy w tym ten. Nie musisz umierać od razu.
 Kiedy doszedł do drzwi, przestraszyłam się trochę zostać sama. Nie wiedziałam co tu się dzieje.
-Nie zostawiaj... mnie... samej... tutaj...-Wyszeptałam resztę zdania.
-Idę tylko zapolować kochanie. Wrócę niedługo.-Mrugnął do mnie i odszedł.
 Zrobiłam się głodna, więc podeszłam do lodówki. Nic w niej nie było, tylko sok. Usiadłam na kanapie, wręcz skuliłam się na niej. Enzo wrócił dopiero po godzinie, a ja zrobiłam się straszliwie głodna.
-Mówiłeś, że wrócisz niedługo.-Mruknęłam.
-Tak,wiem, że jesteś głodna.
-Skąd?
-Tysiąc lat bycia wampirem sprawia, że umie się sporo.
-Tysiąc?
 Położył siatki z jedzeniem na blacie i spojrzał na mnie.
-Myślisz słoneczko, że dlaczego mnie powołano do zamordowania cię? Jestem pierwszym wampirem który stąpa po tej ziemi. Tym, który żyje najdłużej. Tym, który sieje postrach wśród jeszcze  dychających wampirów.
-Są inne?
-Dziesięć na całym świecie. Kupiłem ci coś do jedzenia.
-Dziękuję... ale myślałam, że zależy ci na mojej śmierci.
 Podszedł do mnie i złapał mnie za szyję podduszając.
-Myślisz, że nie chcę tego zrobić? Twoja krew jest dla mnie cudowna... Sam twój zapach przyciąga, co sprawia że wpadam w obłęd. Więc nie zmuszaj mnie bardziej, bym cię zabił, bo bez mrugnięcia okiem to zrobię.
 Odszedł i rozpłynął się w powietrzu.


Od Asha

Ali spała. Kiedy zemdlała złapałem ją i położyłem na łóżku. Opatrzyłem rany i upewniłem się że nic jej nie będzie. Jej rada była dobra... chciałem znaleźć Adę... jednak czy dam rade? Tego typa co skrzywdził Ali.. byłem bardzo blisko do niego. Czułem to. Tak na prawde ja nie odpoczywałem. Przebywałem tu i tam i szukałem. Miałem misje do spełnienia. A jeszcze wracając do Ady. Tęsknota mnie wykańczała.
Wyszłem z mieszkania ale zadbałem o to by Ali miała opieke. Zostawiłem ją z Kate która właśnie wróciła. Wytłumaczyłem jej by nie wpuszczała Cola i powiedziałem co sie stało. Nie ma tu dla niego miejsca. Może i jest dobry ale z takim zachowaniem nie zostanie tu ani dnia dłużej. Jest niebezpieczny.
Wsiadłem do samochodu i ruszyłem.

***

Mineły dwa miesiące. Zbliżyłem się do siebie z Ali ale nie jako chłopak i dziewczyna.. nie w ten sposób.. tlko jako przyjacel przyjaciółka. Nadal jej nie wyznałem co robie.. że szukam jej gwałciciela. Dziś wydarzyło się coś na co czekałem od dawna. Odnalazłem tego typa.
Właśnie byłem w drodze... do mojego miasta z którego przez Anime odszedłem. Kiedy włechałem do niego... doznałem szoku. Nic się nie zmieniło. Ruiny... pustka i nic.. Wymarle miasto. A jednak nie do końca. Zostawiłem samochód przed wjazdem do mista. Kiedy ruszyłem zadzwoniła Ali. Odebrałem.
-Ash gdzie jesteś?
-Daleko.
-No gadaj!-zaśmiała się.
-Na prawde daleko... domyśl się.
-Ash zaczynam się bać. Gdzie jesteś?
-Niedługo wrócę. A co?
-Bo mam sprawe ale nie przez telefon.
-Dobra... postaram się jak najszybciej wró..
Nie dokończyłem bo ktoś strzelił mi w noge. Upadłem a telefon wypadł mi z ręki.
-Ash?! Ash!? Ash?!!!-słyszałem głos Ali.
Zwijałem się z bólu. Ktoś stanął nade mną. Zobaczyłem tylko ciemną postać. Straciłem przytomność.

***

Obudziłem siębprzykuty do ściany. Miałem mroczki przed oczami i było mi nie dobrze. Nie wiedziałem gdzie jestem. Noga wcale mnie nie bolała. Byłem pewny że nawet rany nie miałem. Tylko jak to możliwe?!
Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia gdzie byłem zamknięty.
-Witaj Ash. Nie mogłem się doczekać kiedy się spotkamy.
-Kim ty jesteś?
-Powiadają że szukajcie a znajdziecie. Powiedz. Kim ja jestem.
-Damon. Damon Wens.-powiedziałem marszcząc oczy.

C.D.N.

Od Alicji

 Siedziałam na ławce oglądając wieżę Eiffla.Chciałabym tam kiedyś wejść... ale najgorsze jest to, że mam lęk wysokości. To mnie denerwuje. Nigdy nie wchodziłam na jakieś wieże, czy coś. Zawsze się bałam. Jak byłam mała spadłam ze ścianki spinaczkowej, chciałam być najlepsza z moich koleżanek i kolegów, którzy wyprzedzali mnie o głowę. Kiedy przyśpieszyłam tępo wspinania się, spadłam prosto na ziemię. Moja mama, która trzymała linę została potrącona przez jedno z dzieci które biegały nieupilnowane przez nauczyciela... skończyłam ze złamanym żebrem i ręką. Spadłam z dość wysoka, bo byłam prawie na górze. Jako dziecko miałam dość wysokie ambicje, lubiłam być we wszystkim najlepsza. Zawsze, no... prawie zawsze mi to wychodziło. Z wiekiem czasu minęło mi to. A mianowicie, kiedy moi rodzice zginęli w wypadku. Wtedy przestałam się uczyć i miałam wszystko gdzieś. Teraz Cole ze mną zerwał i moje serce obróciło się w proch... Nie chciałam nic czuć, więc starałam się... no nie wiem... wyłączyć uczucia?

 W tej chwili obiecałam sobie, że nigdy już do nikogo nic nie poczuję. Nie chciałam. Bałam się, a nawet przerażał mnie kolejny związek. Nie chciałam czuć czegoś takiego, lub co gorsza natrafić na faceta, który, tak jak Cole, będzie leżał w łóżku i obściskiwał się z jakąś laską a ja akurat trafię na ten moment, co złamie mi serce.
 Co było najśmieszniejsze?
 To, że zgubiłam się w Paryżu. Telefon zostawiłam w domu. Na szczęście miałam ze sobą portfel. Miałam co jeść, ale nie miałam gdzie spać. Spowodowało to zmęczenie.Jeszcze nie było tak źle, żebym mdlała ze zmęczenia, bo stanie 48 godzin na nogach to dla mnie nie nowość. Ale jeszcze dwa dni i padnę ze zmęczenia. Zatrzymałam się jedynie w jakimś hotelu i wyciągnęłam ze swojego konta pieniądze. Tyle, ile mi wystarczy na mieszkanie w hotelu i jedzenie. Nie wiem jak wrócę, nie pamiętałam żadnego z numerów swoich przyjaciół. Numer Cole'a był dla mnie niczym, to tylko cyfry, które stały się dla mnie tymi najgorszymi cyframi. Cole był najgorszy. Był zerem. Nikim. Dla mnie był właśnie nikim.
 Wstałam z ławki zerkając na godzinę na zegarek. Pierwsza w nocy... Zasiedziałam się... ale co mi po tym? Dwa dni nie ma mnie w domu moich przyjaciół, przy czym stałam się jakby... odizolowana? Nie wiem, jak to nazwać. Po prostu byłam strasznie smutna. Nie czułam ciepła kogoś, kto mnie kocha bezgranicznie... ciepła przyjaciółki Kate... Bronxa... Nawet Asha. Teraz byłam sama. Paryż spodobał mi się od razu, miałam ochotę tu zamieszkać. Był piękny.
 Kiedy doszłam do swojego pokoju w hotelu, padłam na łóżko i zalałam się łzami. Tak, jestem beksą. Jestem skończoną kretynką, jestem żałosna. Płaczę, bo się boję. Nie chcę być już więcej sama, nikogo stracić. A teraz? Teraz nie mam nikogo. Wyszłam nawet nie zastanawiając się, jak wrócę do domu. Nie wiedziałam jak nazywa się ulica na której mieszkałam z przyjaciółmi. Teraz mam tylko ten hotel, może i wygodny, czterogwiazdkowy... ale nie ma tu moich przyjaciół. Mojej ''rodziny''... Boję się być sama. Po ostatnich przeżyciach... Nie wytrzymam dłużej tej samotności... Chciałabym umrzeć.

 Jakby moje prośby zostały wysłuchane, śmierć zapukała do moich drzwi wcześniej, niż sobie to wyobrażałam. Facet który mnie zgwałcił, powiadomił widocznie ludzi gdzie idzie, i co zamierza zrobić. Wiedział też, że jestem cenna dla Cole'a... byłam cenna. Teraz Anima nas nie śledzi... Nie śledzi zabójców. Mnie może śledzić. Dalej myślą, że mnie i Cole'a coś łączy. Na to wszystko wskazuje... lub nie... Nie... Może się mylę? Tak. Na sto procent. Może to Kat lub Ash, może Szron, a nawet Bronx przyszli po mnie? Nie... skąd wiedzieliby o moim miejscu tymczasowego zamieszkania? Więc... kto to może być?

 Obudziło mnie mocne walenie w drzwi mojego pokoju. To był hotel, nie łatwo było zwiać, ale też nie łatwo było kogoś zabić, czy uprowadzić. Jednak o tej godzinie ludzie śpią, a przez ściany nic a nic nie słychać, co było najgorsze w całym tym hotelu, bo w takich sytuacjach nie ma jak szukac pomocy.
 Walenie w drzwi coraz bardziej mnie denerwowało, ale także przerażało. Wstałam i podeszłam do wizjera. Było na korytarzu ciemno, co mnie naprawdę zdziwiło. Nie otworzyłam drzwi, a pukanie do drzwi stało się głośniejsze i mocniejsze. Serce waliło mi głośniej niż pięść która uderzała w drewniane drzwi mojego pokoju. Przerażona do granic możliwości odsunęłam się od drzwi i wpadłam na ścianę. Teraz żałowałam, że nie mam telefonu, kontaktu z którymś z moich przyjaciół... Boże, tak się boję...
 Nagle drzwi otworzyły się. Głupia nie zamknęłam drzwi! Uciekłam do łazienki i zamknęłam się w niej na klucz. Szybkie i mocne kroki zbliżały się do mnie, a ja nie miałam pojęcia co zrobić. Była czwarta nad ranem. Chciałam jakoś wyjść, ale mając pokój na jedenastym piętrze nie było to proste i całkiem możliwe.
-Ali-gator, otwórz drzwi... słoneczko...
 O Boże...
 To Cole!
-C...Co...Cole...?-Wydusiłam z siebie.
-Tak... tak,tak... to ja... Chodź. Czemu uciekasz?
-Przestraszyłeś mnie!-Krzyknęłam.
-Otwórz drzwi.
-Odsuń się. -Zażądałam.
-Okay...Okay...
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam na środku korytarza Cole'a. Teraz nic do niego nie poczułam. Żadnej wizji, żadnych uczuć. Tylko nienawiść do jego osoby.
 Kiedy stałam i patrzyłam się na niego podejrzliwie, rzucił się na mnie. Dosłownie. Przygwoździł do ściany i ścisnął moje nadgarstki. Przestawałam mieć czucie w dłoniach, krew nie dopływała mi do palców, przez co kompletnie straciłam czucie. Nie mogłam ruszać rękoma. Cole obrócił mnie i rzucił na róg ściany. Odbiłam się z dziwnym, przerażającym dźwiękiem łamanych kości, upadłam na ziemię a on podszedł do mnie i zaczął kopać w brzuch. Nie wiedziałam dlaczego to robi, ale nie miałam siły na nic. Tylko płakałam i krzyczałam, by przestał. Złapał mnie za włosy i rzucił na drugą stronę pokoju sprzedając mi kopniaka w to samo miejsce - brzuch.
-Ty suko... Myślałaś, że możesz mi powiedzieć... rzucam cię? Ja ci pokażę,co ja potrafię za takie coś zrobić...-Zaśmiał się i zaczął okładać pięściami.
Na szczęście obroniłam się rękoma, ale one też dużo wycierpiały przez jego okładanie.Podniósł mnie a ja ostatkami sił kopnęłam go kolanem w czułe miejsce i podbiegłam do stolika. Uderzyłam w jego głowę szklanym wazonem a ten padł. Wiedziałam, że nie na długo będzie nie przytomny, więc wyciągnęłam jego telefon. Ledwo co trzymałam się na nogach, płakałam, tak bardzo wszystko mnie bolało. Wybrałam numer pierwszy w jego telefonie, czyli imię na A. - Ash. Nie chciałam by Cole wyleciał z roboty, gdybym zadzwoniła po Bronxa,Szrona czy Kate, a nawet Revee czy kogokolwiek innego, wyleciałby. A jeśli chodzi o zabójców to jest w tym niezły.
 Wybiegłam z mieszkania i zjechałam windą na dół. Założyłam tylko bluzę pośpiesznie i założyłam kaptur na głowę. Kiedy miałam dzwonić do Asha, nie mogłam. Brak środków na koncie... No nie! Zaryczana kupiłam w jedynym otwartym sklepie doładowanie. Wybrałam numer do Asha, a ten odebrał dopiero po drugim połączeniu. Nie spał, widocznie Bronx zabrał moich przyjaciół na trening czy coś, bo słyszałam echo, jakie jest w sali treningowej czy gimnastycznej.
-A... Ash...Ash!-Wycedziłam i usiadłam na schodach sklepu.-P...Pomóż... Pomóż mi... Proszę..
-Ali? Matko, gdzieś ty się podziewała?! W czym mam ci pomóc, gdzie jesteś?!
-Nie wiem... Ash... Proszę... Błagam cię... Cole... Co...Cole... Chciał chyba... Nie wiem... Przyjedź... błagaaaaam...-Zaczęłam znów płakać.
-Alicja! Powiedz mi gdzie jesteś, prosze... Przyjadę, oczywiście...
 Rozejrzałam się i spojrzałam na tabliczkę z nazwą ulicy.
-To... La Prounce 24... Pro...Prosze przyjedź...Szybkoooo.. Ale sam...
-Zaraz będę. Czekaj. Nie ruszaj się... Ali, zrozumiałaś?
-Mhmmmm...
 Rozłączył się pośpiesznie.
 Siedziałam i czekałam na przybycie  Asha. Płakałam i trzymałam się za obity brzuch. Rana na plecach wynikła z powodu obicia roku szklanego stołu, o który uderzyłam. Ash zjawił się tak szybko, jak to było możliwe. Zastanawiałam się, czy aż tak szybko jechał, czy było aż tak blisko do domu. Jednak... Chyba to pierwsze, bo gdyby było blisko szedłby pieszo. Przecież musiał wstąpić do domu po auto.
-Matko... Ali...-Podbiegł do mnie i pomógł wstać. Wsiadłam do samochodu a Ash przyśpieszył.-Co ci jest...? Co się stało?-Spytał albo zdenerwowany całą sytuacją, albo... nie wiem sama...
Nie wiedziałam, czy mu powiedzieć. Ale był jedyną osobą, której mogłam to wyjawić.
-Cole... Cole wtargnął do mojego mieszkania... Byłam wściekła, bo mnie zdradził... zerwałam z nim cztery dni temu... Ale... On jest wściekły na mnie, zawsze on zrywał z dziewczynami pierwszy, nie wiem... może o to mu chodziło...-Wszystko mówiłam z wielkim wysiłkiem, bo rany i siniaki, nawet bóle nie pozwalały mi na mówienie.-Ale on... rzucał mnie jak zwierzęciem... Po całym pomieszczeniu... Bałam się... Nie wiedziałam co mogę zrobić... Jest ode mnie silniejszy pięć, a nawet dziesięć razy... Nie wzięłam telefonu, nie miałam jak zadzwonić po nikogo... A on chciał mnie zabić... Chciał mnie okaleczać... Czułam, że miał przy sobie broń...
 Zacisnął zęby, a ręce zacisnął na kierownicy.
-Gdzie jest ten hotel w którym mieszkałaś?
 Wiedziałam, o co mu chodzi. Przerażona od razu pokręciłam głową.
-Nie... Nie powiem ci. Nie możesz tam iść.
-Dlaczego? Zamorduję go jak psa.
 Znów zaczęłam płakać. Odwróciłam więc głowę, by nie widział moich łez. Zatrzymał samochód przed tym hotelem, jakby czytał mi w myślach który to.
-Hej... Co ci j...-Przekręcił moją głowę w swoją stronę. Byłam cała zalana łzami.
 Znów zacisnął zęby i mruknął pod nosem ''zaraz wracam'' i trzasnął drzwiami. Wyszedł i nie było go dobre dwadzieścia minut. Skulona siedziałam na swoim miejscu pasażera i czekałam, aż przyjdzie. Kiedy wrócił nie miał ani jednej rysy na twarz, rękach... Nic.
-Nic ci już nie zrobi. Dopilnuję tego.
-Ash, nie... Nie możesz tak...
-Mogę. Mogę go zabić, kiedy będę chciał.
-Nie zabiłeś go?
-Nie. Ale trochę ma pogruchotanych kości. Masz wiele ran?
-Nie wiem...
-Wrócimy do domu. Wszyscy są poza miastem na ''odpoczynku''. Ćwiczą, bawią się... Pojechałem na dzień, ale kiedy zadzwoniłaś...
-Ale Cole może wrócić do domu...
-Wtedy złamię mu kark ostatecznie.

 Ash przywiózł mnie do domu i od razu kazał mi zdjąć bluzę, a swoją koszulkę podwinąć. Zrobiłam to a na brzuchu miałam liczne siniaki. Ash syknął i znów zacisnął zęby, jakby miał ochotę zamordować kogoś, a raczej Cole'a.
-Odwrócisz się?-Spytał cicho.
 Zrobiłam to, a on wtedy zauważył to średniej wielkości rozcięcie.
-Trzeba to przemyć.
Kiwnęłam głową a on wrócił z wodą utlenioną i bandażem. Kiedy zajął się raną, pokręcił głową nie dowierzając.
-Nie wiem jakim trzeba być chorym umysłowo, by tak ktoś potraktował dziewczynę.
 Wstałam i rozryczałam się.
-Nie wiem co mam robić... Wszędzie ktoś mnie krzywdzi... Wszędzie ktoś do kogo mam zaufanie musi mnie skrzywdzić... Mam dość życia... Najpierw ktoś mówi, że mnie kocha, a potem zdradza i napada na mnie z pięściami... Mam dość tego bólu... Mam dość...
 Stanęłam po środku pokoju i zasłoniłam twarz dłońmi. Ash podszedł do mnie i przytulił.
-Ile ich nie będzie?-Zapytałam.
-Około tygodnia.
-Zrobię prawo jazdy... spakuję się... i wyjadę... Zacznę wszystko od nowa. Zapomnę o wszystkich... Chcę nowe... szczęśliwe życie...
Ash westchnął i pogładził mnie po włosach.
-A ty... musisz znaleźć Adę. Nie poddawaj się... Nadal cię kocha i gdzieś tam w świecie jest... a ty... taka ślepuga papuga nie możesz tego dostrzec... Naprawdę, słuchaj się załamanej Alicji to wyjdziesz na prostą...-Uśmiechnęłam się i czułam, jak tracę grunt. Zemdlałam...

środa, 15 października 2014

Od Alicji

Nadal nie mogłam dojść do siebie po tym co się stało.  Nie miałam ochoty żyć dalej, na dodatek Cole mnie zdradza. Byłam na niego wściekła ale nie miałam sił cokolwiek zrobić a miałam w planach zamordować go czy nawet trochę pokiereszować.  Nie miałam ochoty na to ani trochę,  ale w końcu przekonałam się i ruszyłam do jego pokoju. Kiedy tam wtargnęłam bez pukania, doznałam szoku.
Cole obściskiwał się z Wiktorią - jego byłą.  Wszystko w środku mnie zabolało a ja poczułam się jak jedna z wielu jego lasek. To okropne uczucie jak widok który ujrzałam.  Nienawidziłam go i jej. Jego bardziej... zdecydowanie tak... miałam tego dość tak samo jak tego widoku. Wybiegłam z pokoju a Cole zerwał się za mną i gonił mnie kiedy uciekałam przed jego obecnością.  Nie chciałam juz mieć z nim nic wspólnego.  Okazał się zwykłą świnią a ja miałam jeszcze się w nim zakochać. .. życie jest okrutne jak ten mój los... teraz o niczym nie marzyłam. Chciałam z nim zerwać.  Od razu bez owijania  w bawełnę.
Odwróciłam się i zalana łzami i wściekła czułam ochotę rozszarpania go przy najbliższej okazji, mogłabym teraz to zrobić ale... nie. Nie mogę. 
-Co to miało być co?! ona jest teraz z tobą? ? Znudziłeś się mną? !
-Ali słuchaj. ..
-Nie pieprz! -zakryłam uszy rękoma i krzyczałam by przestał. -Zniknij tylko z mojego życia. To koniec. Masz stąd zniknąć... nie mogę na ciebie patrzeć. 
Odeszłam kiedy wytłumaczył mi co jest grane. Po prostu się mną znudził. Nawet macie pojęcia jak się czułam. Wyszłam z obrębu domu i ruszyłam w Paryż.  Nie znałam tu dróg ani nic. .. ja po prostu się przejdę.  A wrócę. .. ni wiem kiedy. Jeśli znajdę drogę to wrócę.  Nie chce mi się żyć.  Nie dość że mnie zdradził Cole którego nie chce znać. .. to zostałam zgwałcona...
Nie chciałam go znać.  Weszłam do kawiarni.  Była dopiero 16,  a ja nie pamiętałam drogi do domu... bałam się teraz pp moich przeżyciach wychodzić do miasta.  Bałam się bardzo... nie chciałam... by sytuacja która mnie zmieniła i zniszczyła się powtórzyła. To było jak najgorszy  z koszmarów. Na dodatek nie mogłam sobie z tym poradzić...

*********         *********

♡ sorry że takie krótkie ale siedzę na telefonie. Właśnie mam biologię :D pozdrawiam i kocham cie Klaudia !!♡☆

Od Asha

Byłem załamany tym co spotkało Ali. Nie mogłem w to uwierzyć. Miałem ochotę dorwać tego co jej to zrobił i zabić.. I obiecałem sobie że to zrobię. Od mojego wypadku minęły już 3 tygodnie.. w tym jeden byłem nieprzytomny. Jako ze byłem zabójcą.. to szybko dochodziłem do siebie ale jeszcze nie do końca odzyskałem sprawność. Olałem to. Dziś w nocy wyruszę na poszukiwanie.


Kiedy minęła 22 wymknąłem się przygotowany do "misji". Sam. Było to nie odpowiedzialne ale.. nie mogłem z nikim sie podzielić tym co spotkało Ali. Czułem że to dotyczy i mnie. Nie wiem dlaczego.. ale wziąłem sobie bardzo do serca zemstę.
Okłamałem Ali. Tak na prawdę w ogóle nie miałem kontaktu z Adą. Już ponad miesiąc.. Ady numer był nieaktywny i tak samo jej rodziców. Martwiłem sie i to bardzo. Po tym wypadku.. gdzie prawie zginąłem napisałem list. Skierowany do Ady i mojej rodziny. Były to listy pożegnalne. Schowałem je u siebie w rzeczach z nadzieja że kiedy.. mnie już nie będzie ktoś je znajdzie i da je Adzie i mojej rodzinie. Jednak liczyłem na to że nigdy nie bedzie takiej sytuacji.. nie chciałem opuszczać moich bliskich.

Szedłem przez mrok. Wszędzie były ruiny. Cisza była niepokojąca. Nic... nawet najmniejszego ruchu. Pusto. A jednak nie. Nagle usłyszałem czyjeś kroki i w ostatniej chwili uchyliłem się. Ktoś mnie zaatakował. Jednak powaliłem tego kogoś. Był to człowiek Anime. Nagle zobaczyłem ich więcej. Zgarnąłem moja ofiarę na bok i zakryłem jej usta by nie mogła wydobyć głosu.
-Ciii..-wyszeptałem mu do ucha.
Ludzie Anime minęli nas nic nie podejrzewając. Kiedy było już bezpiecznie zaciągnąłem mojego jeńca w bezpieczne miejsce i tam zacząłem przesłuchanie.
-Alicja. Mówi Ci to co?-zapytałem.
-Pieprz sie! Zginiesz jak pies!
-Zadałem ci pytanie szmato!-przywaliłem m jedną gałę.-Powtórzę. Alicja Bell mówi co to co?
-Nic nie powiem.-wysyczał wiec znów mu przywaliłem.
-A może jednak zaczniesz gadać?

***

Wytarłem ręce z krwi i ruszyłem w mrok nocy. Na dziś już dość. Dowiedziałem sie czego miałem sie dowiedzieć. Małymi kroczkami co noc.. dotrę do celu.

Wszedłem do budynku. Na szczęście nikt mnie nie zobaczył. Wszedłem do "swojego pokoju" i usiadłem na prowizorycznym łóżku. Ramię mnie bolało. To w które zostałem postrzelony. Zdjąłem czarną koszulkę i przyjrzałem sie ranie. Była paskudna. Wypływała z niej jakaś maź. Ni to zielona ni to czerwona. Coś pomiędzy. Dziwiło mnie to że rana nie zagoiła sie.. powinna już zostać tylko blizna. Przyłożyłem koszulkę do rany i przycisnąłem. Maź zaczęła płynąc jeszcze bardziej. Zapiekło. Zaniepokoiłem się. Jednak nie mogłem nikomu powiedzieć co sie dzieje. Zaczęli by mnie bardziej mieć na oku a na to sobie nie mogę pozwolić. Mam cel do osiągnięcia.. i zrobiłem ku niemu już pierwsze kroki. Ali nie dowie sie .Nie powiem jej o niczym. Nie wzbudzę nawet podejrzeń. Piec lat ukrywałem przed Adą to ze jestem zabójcą.. to teraz nie dam? NIKT SIĘ O NICZYM NIE DOWIE!!!
>