czwartek, 6 listopada 2014

Od Asha

Kiedy się ocknąłem nie czułem nic. Nie myślałem o niczym. Zobaczyłem dziewczyne siedzącą obok mnie.
-Ash... jak się czujesz?
Na początku nic nie rozumiałem. Dopiero po chwili.
-Dziwnie... tak pusto?
-Zabiłam go. Tego co tak wiele zła wyrządził.
-Czuje to. To ta pustka. Zostaw mnie samego.
-Poczekaj.. to są dokumenty dotyczące eksperymentu przeprowadzonego na tobie.-dała mi jakieś papiery.
Obojętne wziąłem je w rękę i wyszedłem. 
Zaszyłem się w oddali sam. Usiadłem pod ścianą. Tu mi nikt nie przeszkadzał. 
Zacząłem czytać.. 
Wszystko wróciło.. Wszystkie wspomnienia. Zabiłem tyle ludzi.. tyle zła wyrządziłem. .chciałem źle dla El. Sumienie nie dało mi spokoju. Nagle usłyszałem kroki. Szła El.
-Ash.. tu jesteś wszędzie cie szukałam..
-Mówiłem że chce zostać sam.-powiedziałem oschle.
-Jak sie czujesz?
-Część mnie chce cie zabić.. ta która należy do Animy.. jednak druga część... chce sama zginąć.
-Co? Dlaczego?
-Wyrządziłem tyle zła. Nie zasługuje na życie.
-Bredzisz!
-Nie.
-Ash.. udało sie! Jesteś wolny!-powiedziała zdesperowana.
-Nie. Chcąc mnie uwolnić.. i uwolnić moje człowieczeństwo nie przemyślałaś jednego.. jednak nie wystarczająco mnie znałaś.. Nie zastanowiłaś się że po tym wszystkim co wyrządziłem kiedy odzyskam sumienie.. nie będę mógł normalnie żyć?
-Ash..
-Nie, El.. wiesz.. bardziej pasuje do ciebie Ali.
-Dasz radę żyć. Przecież to nie twoja wina. Nie chciałeś tego.
-Mylisz się .Chciałem. I nadal chcę. Nadal czuje głód.
-Da sie go opanować!
-Nie. Nie chcę przechodzić przez to jeszcze raz.
Wstałem i położyłem dłoń na jej ramieniu.
-Dasz radę beze mnie.
-Nie dam..
-Dasz..
Uśmiechnąłem sie smutno i wyszedłem.
Chciała biec za mną jednak ktoś jej przeszkodził. Mój dobry słuch usłyszał głos Enzo.
-Daj mu odejść. -powiedział.
Uśmiechnąłem sie w duchu i wyszedłem. Odchodzę.. gdzie? Nie wiem.. Nie wiem czy będę żył.. czy może jednak zawalczę.. 

wtorek, 4 listopada 2014

Od Alicji (Eleny)

 Rzuciłam się na Enzo i pchnęłam go na ścianę. Był zszokowany moją reakcją a ja byłam wściekła i marzyłam o tym by zabić jego i wszystkich którzy chcieli zniszczyć mi życie i tych, którzy już to zrobili. Enzo był na tej liście osób tak samo jak ten facet który zabrał duszę Ashowi.
-Czemu to zrobiłeś?!
-Bo cię zabije tak czy siak.
-Sam byś to zrobił. Uratujesz go jakkolwiek by nie umarł. Musi żyć...-Łamał mi się głos mimo tego, starałam się nie rozbeczeć.
 Wyłączyłam człowieczeństwo.
 Spokój...
 Nagle wszystko stało się obojętne.
 Wyznaczyłam sobie cele, musiałam je wykonać i doprowadzić wszystko do ładu.
-Zrób to o co cię prosiłam!
-El... Nie...-Wykrztusił Ash.
-Nie zrobię tego o co mnie prosiłeś, Ash. Nie mogę.-Pokręciłam głową.-Może to zrobię, ale kiedy ty będziesz miał spokój. Wiem jak cię uwolnić od tego faceta i to zrobię. Namieszał ci a bez niego będziesz normalny. Chcę tego dla ciebie... Chcę żebyś był normalny. Mną się nie przejmuj. I tak nie mam do czego wracać.-Wzruszyłam ramionami.-Caroline! Chodź ze mną.-Zawołałam ją i ruszyłam do budynku.
Panował tu chaos, ludzie w pośpiechu zbierali swoje rzeczy i pakowali się do samochodu. Widzę, że bunt Enzo i Asha wzbudził panikę w każdym, nawet u ochroniarzy. Uciekali. Byłam zadowolona, że zaraz zabiję tego faceta który zniszczył nam życie. Całemu światu.
 Weszłam do gabinetu, ale tam go nie było. Zamknęłam drzwi gabinetu a Caro weszła za mną. Zajrzałam do biurka i znalazłam dziwny pistolet z dziwną mazią. Wzięłam go podrzucając do góry. Przeczytałam szybko notatki o Ashu, wiedziałam wszystko. Było tam zapisane co mu robili i jak wyglądał przebieg jego operacji i przemiany, wszystko ze szczegółami opisane było tutaj. Nagle drzwi się otworzyły i wbiegło dwóch ochroniarzy wraz z tym facetem.
-Gdzie on jest?!-Wrzasnął facet.
-Caroline...-Szepnęłam a ona w mgnieniu oka skręciła kark obydwóm ochroniarzom.
Zamknęła drzwi na klucz i pchnęła faceta na ścianę koło mnie. Padł na kolana a ja zniżyłam się do niego i pokręciłam głową.
-Gdzie... Ash?
-Nigdy go nie zobaczysz.
Zobaczył notatnik który trzymałam w ręku. Przeraził się.
-Czytałam.-Kiwnęłam głową z uśmiechem.
-Elena!-Krzyknęła Caroline kiedy do drzwi zaczęło dobijać się kilku ochroniarzy, jak sądziłam.
-Chwilę...-Machnęłam ręką.-Wykrwawisz się a ja tego dopilnuję. Albo żywcem zakopię cię gdzieś... Cokolwiek, byś zdechł. Widok twojego rozkładającego się ciała byłby dla mnie wyjątkowo przyjemny. Twoją śmierć mogłabym oglądać. Ale wiesz co? Szkoda czasu.
 Skręciłam mu kark a potem oderwałam z łatwością głowę. Radością dla mnie był ten widok, niestety nie mogłam się nim napawać.
-Elena idziemy.-Powiedziała błagalnym tonem Caroline.
-Jasne,jasne.
 Zostawiłam ciało, tylko głowę odrzuciłam za okno gdzieś daleko. Zadowolona wyskoczyłam przez okno i podążyłam do domu.
 Enzo zamknął w pokoju Asha, był nieprzytomny. Powiedział, że nie stracił dużo krwi, i tak nie jest mu do niczego potrzebna, bo jest w stanie bez niej przeżyć w swoim organizmie.
-Bomba wybuchnie za dziesięć sekund.-Powiedziała Vicki do Enzo.
-Jaka bomba?
-Podłożyliśmy dwie, by zniszczyć Animę i tych ludzi.
-Jeszcze nie wyjechali z terenu budynku, więc zostaną zniszczeni.-Uśmiechnęła się Caroline.
-Elena...-Szepnęła Kat a ja szokowana wpadłam jej w ramiona.
-Żyjesz...
-Tak... Jakoś.
Zaśmiałam się.
-Dosyć pogaduszek panienki.-Klasnął w dłonie Brand.
-Idę posiedzieć...  u Asha. Poczekam, aż się przebudzi.
-Może być wściekły, kiedy dowie się kogo zabiłaś.
-Dam mu notatnik. Zrobiłam kilka kopii w między czasie. Dam mu oryginał i niech przeczyta to wszystko, zobaczy zdjęcia jakie zostały tam umieszczone. Nie może być zły na mnie o to, że uratowałam świat przed tym szaleńcem. I tak zniknę niedługo. Nie będzie musiał mnie oglądać.
 Z notatnikiem weszłam do pokoju gdzie leżał Ash. Usiadłam na ziemi i zaczęłam powoli ponownie czytać notatki i oglądać zdjęcia. Dobrze, że wyłączyłam człowieczeństwo. Teraz jakoś nie byłam w stanie odczuć emocji i nawet było mi wszystko obojętne. Tego szaleńca zabiłam nie tylko dla świata ale także dla siebie. Teraz mogę żyć spokojnie i zostawić ich wszystkich. Może nawet zakończę swoje życie... To bardzo mi odpowiada.

Od Asha

Nie mogłem przestać myśleć czy dobrze zrobiłem. Cały czas zastanawiałem się nad tym. To nie dawało mi spokoju. A jak źle zrobiłem? Oddając El w ręce Pana? Jednak nie mogłem przestać mu służyć i sprzeciwić sie jego woli. Walczyłem sam ze sobą. Dziś poszedłem do Pana z prośbą.
-Tak?-zapytał wychodząc z gabinetu.
-Mógłbym Panie zobaczyć El?
-Po co?
-Chciałbym po prostu ja zobaczyć..
-Nie.
-Proszę. Chcę spojrzeć jej w oczy i udowodnić coś.
-Co?
-Jak.. ja złapałem.. powiedziała mi coś. Chcę jej pokazać że sie myliła i ze Ty Panie jesteś dobry dla mnie i że dziękuje ci za to że mnie takiego stworzyłeś.
-W takim razie dobrze. Ale tylko chwilę.
Podziękowałem i ukłoniłem sie po czym poszedłem do izolatki w której była ona. Strażnik otworzył mi drzwi. Wszedłem do środka.
Zobaczyłem ja .Siedziała w kacie skulona.
-Hej.
-Po co przyszedłeś?
Przez chwile milczałem. Usiadłem obok niej.
-Jesteś głodna? Słyszałem ze cie głodzą.
Nie odpowiedziała. Dałem jej woreczek z krwią. Spojrzała sie na mnie.
-Dlaczego to robisz?-zapytała.
-Nie wiem. Pij.
-Skąd mam mieć pewność że nie nafaszerowałeś tego czymś?
-Mój pan nie wie że ci to przyniosłem .Przemyciłem to.
-Nie wieże. Sprzeciwiłeś sie jego woli?
-Pij. Bo nie będę następnym razem taki litościwy.
Otworzyła i napiła sie.
-Mogłabyś.. mi powiedzieć.. jaki byłem wcześniej?
Spojrzała sie na mnie zaskoczona.
-Jaki byłeś? Byłeś wierny przyjaciołom. Mimo iż nie chciałeś wrócić do zabójców... ze względu na Adriannę..
-To ta dziewczyna? Moja dziewczyna?
-Tak.
-Jaka była?
-Piękna. Blondynka o błękitnych oczach. Sympatyczna. Kochałeś ja bardzo a ona ciebie.
-Szkoda że jej nie pamiętam..-powiedziałem na głos zanim to przemyślałem.
-Co? Na prawdę?
-To co teraz zrobię jest.. dla mnie na prawdę ciężkie...
Nagle usłyszeliśmy alarm. Wstałem i otworzyłem drzwi. NA korytarzu na monitorze kamery.. zobaczyłem grupę włamywaczy. Był w nich Enzo.
Odwróciłem się i złamałem kark ochroniarzowi El. Wszedłem do środka i pomogłem jej wstać.
-Co sie dzieje?
-Enzo wraz z grupą zaatakowali siedzibę. Jesteś wolna.
-Co? A ty?
-Ja nie. Tamten Ash umarł tu na stole.. go już nie ma. Zostało tylko to coś na co patrzysz. Dla mnie jest za późno.
El miała łzy w oczach.
-Nie płacz. Jesteś wolna. Choć pomogę ci wyjść. Mam jeszcze coś do załatwienia..
Złapałem ja za rękę i wybiegliśmy.
Biegliśmy korytarzem a potem wbiegliśmy po schodach na parter. Tam zobaczyliśmy ciała ochroniarzy i jedno.. wampira od zespołu Enzo. Nie żyli.
-Tam są drzwi. Biegnij do nich a potem jak najszybciej wydostań się z terenu Animy.
-Choć ze mną!
-Nie mogę..
-Możesz! Uwolnisz sie!
-Obiecaj mi coś.
-Ash..
-Proszę. Obiecaj mi ze nie będziesz wpadała w tarapaty. Wyjedziesz i będziesz szczęśliwa.. i jeszcze jedno.. znajdź tę Adriannę i powiedz jej prawdę. Że ja kochałem i ze umarłem.
-Ash proszę..
-Proszę Cię ja. Dla mnie już za późno od dawna.
Popchnąłem ja w stronę drzwi ewakuacyjnych.
-Idź będę cie osłaniał..
Ze łzami w oczach ruszyła. Biegła szybko.. a ja dbałem by nikt jej nie przeszkodził.
Nagle.. poczułem bój w klatce piersiowej..
Upadłem na kolana.. usłyszałem tylko krzyk El. Odwróciłem sie i zobaczyłem Enzo..

sobota, 1 listopada 2014

Od Alicji (Eleny)

Byłam przypięta do jakiegoś stołu operacyjnego. Zaczęłam się szarpać. Miałam zaklejone usta wiec nie mogłam nikogo zawołać nawet ugryźć. A byłam silna bo krew Enzo jest inna a on zmienił mnie inaczej niż robią to inne wampiry tzn. dał mi wypić swoją krew. A inne wsmpiry zmieniają ludzi poprzez ugryzienie i wpuszcza nie swojego jadu.
Tęskniłam za Enzo. Jednak nie chciałam by Anima zainteresowała się nim chociaż wiem jak bardzo się go boją. Nie dziwię im się.  Jest nie nie dziewczyny tak samo jak Ash. Działają na tych samych zasadach są prawie tacy sami. Anima stworzyła Asha tak by był im podporządkowany a na podobieństwo Enzo by nie był zagrożeniem i by mieli pewność że Ash nie zniszczy poważnie Animy jak to zrobił Enzo.
Do środka wszedł facet który chciał by Ash mnie tu dostarczył, uśmiechnął się a ja zaczęłam znów się rzucać. 
-To nic nie da. Tak bardzo  chciałem cie mieć..
-Po co?
-Nie wiesz jak bardzo jesteś silna... jesteś bombą która trzeba zlikwidować ale nie jestem pewien jak to zrobić. . Kto cię zmienił?
-nie powiem
-mów. 
-Ten który zniszczył was i zniszczył świat.  Ten którego się boicie i bać będziecie.-Zaśmiałam się i splunelam mu w twarz.
Skamieniał i wyraźnie był przerażony.
-Enzo...
-Jeśli mnie nie wypuścicie zniszcze was z Enzo i to na zawsze. Nigdy nie wrócicie nie pozwolę wam zniszczyć tego świata mojego życia i Asha bo to wszystko bardzo kocham. Ash jest dla mnie wszystkim a wys zamorduje jak tylko was dorwe.
-Zabierzcie ja do izolatki.  Nie wiem co z nią zrobić. ..
-To zguba dla nas... ona jest niebezpieczna.
-Tylko mogę zamknąć ją i czekać aż umrze z braku krwi. Nie można jej zabić innym sposobem...
-A od czego mamy Asha?-spytał mężczyzna.
-prędzej Alicja skręci mu kark niż on ją zabiję.  A wole by padła z głodu.  Dłużej będzie się męczyć. 
-Tak jest. -zamknęli mnie w izolatce a ja obiecałam sobie ze zabiję tego faceta i uciekne z Ashem a potem... każdy pójdzie w swoją stronę. 

piątek, 31 października 2014

Od Asha

Szedłem spokojnie za El. Jednak jej hipnoza nie działała na mnie. Udawałem tylko. Byłem hybrydą.. nie da rady mnie zahipnotyzować. Przynajmniej jeszcze sienie trafiła taka osoba i wątpię że sie trafi. Jaki był mój cel w udawaniu zahipnotyzowanego? Taki że mogłem chwile pomyśleć i być przy niej.
Jakieś 3 kilometry od domu.. skręciłem jej kark. Upadła bezwładnie na ziemię. Nie złapałem jej. Jako wampir "umarła" tylko na chwile. Przerzuciłem ją przez plecy i ruszyłem w stronę celu. Do siedziby Animy był spory kawałek. Dziś nie dam rady tam dotrzeć. Ale już niebawem tam będziemy.
Po dwóch godzinach byliśmy już bezpiecznie schowani. Zamknąłem ja w klatce.. w schronisku. Zabiłem właściciela i już nikt nam nie przeszkadzał. Kiedy sie obudziła.. była przerażona, smutna i zdezorientowana.
-A więc to co ci powiedziałam.. nic ci nie dał odo myślenia? -powiedziała ze łzami iw oczach.
-Dało. Miałem trochę czasu na przemyślenie. I wiesz co ci powiem? Nie obchodzi mnie to co mi powiedziałaś. Jestem dla ciebie ważny? Wale to. Nie obchodzi mnie to czy komuś na mnie zależy. Ty dla mnie jesteś tylko kimś kogo potrzebuje mój Pan. Nie obchodzi mnie po co i co oni tam z tobą zrobią. Ważne że zadowolę Pana i będę mógł sie trochę pobawić przy tym. A uwieź mi ze bardzo dobrze wykorzystałem czas odkąd wyruszyłem na poszukiwanie cię.-powiedziałem uśmiechając się- Wiesz jak to jest nic nie czuć? Nie wiesz. Ty mówisz ze wyłączyłaś człowieczeństwo.. ja tego nie zrobiłem. Ja sie taki obudziłem. Nie mam uczuć. I całkiem świetnie mi z tym. Niczym sie nie przejmuje. Nie chcę tego zmieniać.-patrzyłem sie jej prosto w oczy- Sądzisz że życie bez miłości jest niczym? Ja tak nie uważam. Nie obchodzi mnie że mówisz że gdzieś tam jest jakaś dziewczyna która mnie kocha a którą ja kochałem. Powtórzę.. kochałem. Czas przeszły.. o ile w ogóle ja kochałem kiedyś.-zaśmiałem się- Zapytałaś sie mnie czy na prawdę nic nie pamiętam.. Okłamałem cie .Pamiętam coś.. dziewczynę.. blond włosy, niebieskie oczy.. i ten różany zapach. Wiesz kiedy sobie uświadomiłem że coś pamiętam? Kiedy zabijałem.. dziewczynę.. blond włosy, niebieskie oczka.. i pachniała różami. Zabiłem ją za jednym zamachem. Nie wahałem się..-powiedziałem to obojętnie a po policzkach El zaczęły spływać łzy- Tak zrobię z każdym.. kto mi stanie na drodze. Możliwe że tamta dziewczyna była tą o której mówiłaś. Wiesz co ja na to? Wisi mi to. Twierdzisz ze rozumiesz co to głód. Nie.. nie rozumiesz. Wiesz jak to jest być hybrydą? Nie. Wampir czuje głód.. umie go kontrolować.. jednak zombi nie. Zabójca zabija zombie.. wampir karmi sie na człowieku tak jak i zombi. Zrozumiałabyś co to głód gdybyś była na moim miejscu. Ale nie jesteś. Mówisz że nie zasłużyłaś na to by zniszczyć ci życie. .a teraz ty zastanów sie ilu osobą zniszczyłaś życie. I czy oni na to zasługiwali.



Kiedy skończyłem wyszedłem z pomieszczenia. Na ulicy zapolowałem a następnie wróciłem do schroniska. El siedziała w kacie klatki i nie odzywała się.
-Chcesz krwi zwierzęcej? Mamy tu parę kotków.. piesków oraz worków z krwią zwierzęca.. Wiesz poczęstował bym cie moja ale wątpię czy krew zabójco-wampiro-zombi by ci posmakowała.
Usiadłem na krześle. To będzie długa i ciekawa noc.

***

Rano wpakowałem El do "wypożyczonego" samochodu i upewniając sie ze nie zwieje ruszyłem. Już mały kawałek został.
-Za ile będziemy na miejscu?-zapytała smętnie El.
-A co cie to obchodzi?
-Chcę wiedzieć za ile zginę.
-Martwa to jesteś już od paru dni.
-Proszę. Za ile będziemy?
-Niedługo. Z godzina do lotniska a potem trzy lotu.
El spojrzała sie za szybę.
-Ej.. nie martw sie kicia. Będzie wszystko dobrze. No.. nie dla ciebie ale dla mnie tak. Wreszcie nie będę musiał sie wyuczyć za tobą po świecie.
Cała drogę milczała. Potem w samolocie też. Na początku mi to pasowało.. a potem robiło sie denerwujące.
-Wreszcie na miejscu.-powiedziałem kiedy wychodziliśmy z samolotu.
Wsiedliśmy o samochodu który na nas już czekał i ruszyłem.
Wyjechaliśmy z miasta i jechaliśmy drogą przez las. El cały czas milczała.
-Słyszysz to? Ahh.. ta cisza jest cudowna. -powiedziałem przyspieszając.
Niedługo potem dojechaliśmy do willi. Była siedzibą Animy. Zatrzymałem pojazd pod bramą i uchyliłem przyciemniana szybę.
-Witaj Ash. Czekaliśmy. -powiedział ochroniarz... wampir z długoletnim stażem.
Otworzył bramę i wyjechaliśmy. Cały teren był pod napięciem, wszędzie były kamery, nie było takiego miejsca które nie było by obserwowane. Wszędzie chodzili ochroniarze wampiry. Była to forteca nie do zdobycia. Dodatkowo były spuszczone psy. Nawet ja ich nie lubiłem.
Wjechałem do podziemnego garażu. Tam już czekał mój Pan wraz z eskorta. Wysiadłem.
-Ash! Wróciłeś! I nie sam.. jak sie ciesze.
Otworzyłem El drzwi i musiałem ja zachęcić do wyjścia. Od razu ochroniarze zabrali ja do wind. Trochę dziwnie sie czułem kiedy spojrzała sie na mnie wsiadając do windy. Tak jakbym.. zrobił największy błąd swojego życia. Jednak nie przejąłem sie tym.
-Gratuluję Ash. Wreszcie udało nam sie ja przejąć.
-Mogę wiedzieć co z nią Panie zrobicie?
-Poddamy ją najpierw szeregom badan. Nic niebezpiecznego. Takie tam próbki krwi.. Wysłaliśmy cie po człowieka.. a przyprowadziłeś nam wampirzyce. Nie dobrze ale to nam nie popsuje planów.
-Ile będą trwały badania?
-A co jesteś taki ciekawy?
-Przepraszam... chciałbym po prostu wiedzieć..
-Dobrze. Najpierw musimy ją przebadać. Zajmie nam to nie mniej niż tydzień. Dopiero potem możemy działać. Z tobą było podobnie.
Zamilkłem. "Z tobą było podobnie". Nagle coś sie stało. Coś jakby.. wspomnienia mi wróciły. Zobaczyłem przed oczami niewyraźne obrazy.. ludzi.. igły.. strzykawki.. rurki.. maszyny.. krew.. strach.. przerażenie.. rozpacz.
Po chwili to minęło. Co sie dzieje ze mną? I co to coś miało znaczyć? Te wspomnienia.. czy to były wspomnienia z procesu.. "stwarzania mnie"?
Nagle zwątpiłem czy dobrze zrobiłem oddając ja tu. Zapragnąłem ja uwolnić. Jednak.. mój Pan.. on.. kurde.. czułem sie rozbity. Z jednej strony chciałem zabrać stąd El a z drugiej.. tej silniejszej strony nie mogłem sie sprzeciwić Panu. Nie mogłem sobie z tym poradzić.. wyszedłem z garażu by odetchnąć świeżym powietrzem. I co teraz? Za tydzień zaczną jej coś robić.. i to przeze mnie. To ja ja tu przyprowadziłem.. co sie ze mną dzieje?

C.D.N

środa, 29 października 2014

Od Alicji (Eleny)

 Siedziałam w kawiarni rozmawiając z Caroline, jedną ze znajomych Enzo. Sprowadził jednego 40 letniego zabójcę,dwóch młodszych o 16 lat i czterech wampirów. W tym Caroline,Paul,Cerik i Riley, którzy mają po 400 lat. Są przyjaciółmi, ale Enzo nie miał z nimi kontaktu od bardzo dawna. Oni są na tyle nieźli, by zlikwidować Animę a mnie chodzi ogólnie o to by Ash odzyskał pamięć i chęć do normalnego życia w którym jest sobą i jest szczęsliwy, a nie kieruje nim jakiś facet który ma nie po kolei w głowie.
 Caro stała się moją przyjaciółką. Jest tu od dwóch dni. Polubiłam ją, a na dodatek odkryłyśmy wspólne cechy. Caroline to zgrabna, chuda i na dodatek ładna blondynka. Jest bardzo delikatna. Kiedy zaczęła temat Asha spięłam się ale jej spokojny i opanowany głos nie zapowiadał jakiś nieporozumień czy kłótni na temat tego, że źle robię pozostawiając go przy życiu. Bo tylko dzięki mojemu ''Nie'' Enzo trzyma przy życiu Asha.
-Robisz dobrze, ale wiesz, że to niebezpieczne. On cały czas chce cię schwytać.-Spojrzała na mnie troskliwie Caroline oczekując z mojej strony wahania, jednak ja trzymałam się i nie pozwoliłam sobie mieszać.
-Ash jest dla mnie jak brat, nie pozwolę brata skrzywdzić ani zabić.
-Jesteś uparta. Podoba mi się.-Uśmiechnęła się.
-A jaki macie plan? Kiedy to ma się odbyć?
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Miałam brać udział w tej walce.
-Enzo mówi, że jesteś za młoda na walki. Chodzi o to, że tak młody wampir na krew i na to wszystko zareaguje inaczej. Nie przestaniesz zabijać i zajmiesz się piciem krwi niż dobicie się do ich szefa.
 Zabrakło mi słów. Enzo rzeczywiście się o mnie lekko martwi...
-Ja chcę go zabić. Tego który tyle szkód narobił...
-To zostaw nam... Proszę... naprawde to nie jest najlepszy pomysł byś brała udział w walce.
-Ekstra. Czyli co? Mam siedzieć i nic nie robić?
-Pilnować Asha, a to ważna fucha. Kiedy będziesz z nim sama.. no tak, grozi ci pewne niebezpieczeństwo ale... On będzie zamknięty w jakby niewielkiej klitce. Przez małe okienko będziesz go widzieć i podawać mu jakiś pokarm.
-Nie pije mrożonek ani niczego takiego.
-Twoja krew go zaspokoi. A wampiry nie mają problemu z produkcją krwi w swoim organizmie więc możesz go w razie czego nakarmić.
-Okej... Ale z wami będzie dobrze?
-Jasne. Jeśli będziemy ranni to nic. Zabójcy poradzą sobie doskonale bo nikt nie może zobaczyć ich jak wiesz. To duchy. Chyba wiesz to najlepiej.
-Oczywiście. -Przytaknęłam.-Wiesz co.,.. wrócę do domu. Ty skocz po jakieś torebki z krwią dla mnie.
 Wróciłam do domu, a tam świeciło pustkami. Widocznie wszyscy poszli trenować, czy coś. Nie wiem gdzie mogli się udać. Poszłam więc do Asha, zobaczyć co u niego. Nie wstąpiłam do domu, od razu skoczyłam do piwnicy. Tam Enzo rozmawiał z Ashem.
-Nie dotkniesz jej. Jeśli to zrobisz, zabiję cię.-Zagroził Enzo.
-Zrobię co chcę. A ty powinieneś wiedzieć, jak to jest pragnąć jej krwi tak bardzo. Wiesz to, sam chcesz ją ugryźć i posmakować jej krwi. Ja bym to zrobił, ale Anima czeka na to aż ją dostarczę.
 Enzo wkurzył się i rzucił się na niego a Ash... wbił mu kołek... na szczęście w brzuch, ale to i tak bolesne.
 Krzyknęłam i otworzyłam drzwi patrząc się to na Asha to na Enzo. Ten pierwszy odepchnął Enzo na bok a on klęknął i krztusił się krwią.
-Nie... Nie... Nie,nie,nie... Ash... Co... nie...
-Trzeba było mnie nie trzymać w zamknięciu księżniczko.
Pokręciłam zła głową.
-Nie!-Wrzasnęłam.-Z...Znajdę... kogoś... Pomogę mu... Nienawidze cię... ale... z drugiej strony... kocham... jesteś straszny...
 Uciekłam i zadzwoniłam do Caroline. Ona była już z Enzo, ale Ash zniknął. Ja go wypuściłam to ja go sprowadzę z powrotem. Kiedy biegłam lasem zatrzymałam się czując znajomy zapach. Zapach Asha. Podążał moim śladem niczym łowca. Poluje na mnie.  Zatrzymałam się i poczekałam na niego.
 Stanął przede mną a w głowie pojawił mi się obraz Enzo, którego przeszył ból i kołek który trzymał Ash.
Spojrzałam na niego i rozłożyłam ręce zrezygnowana. Westchnęłam a on zbliżył się powoli z zadowolenia uśmiechając się.
-Wygrałeś...-Szepnęłam.-To koniec... Nie chcę dłużej walczyć z tobą, bo nie umiem. Jesteś dla mnie ważny a ty chcesz mnie zanieść gdzieś, gdzie czeka mnie eutanazja. To śmierć. Wiesz? Wiesz jak to boli? Nie. Bo od kilku miesięcy ni czułeś tej miłości i uczucia. A wiesz co jeszcze? Wiem jak się czujesz. Uważasz, że miłość i reszta nie jest ci potrzebne, to nie szczęście. Ale mylisz się. Życie bez miłości byłoby niczym. Byłoby czarną dziurą z której nie ma ucieczki, jednym wielkim czarnym czymś co wyciąga co sekundę z ludzi coś miłego, jedną malutką cząstkę. A ty cieszysz się, że ktoś umiera. Karmisz się bólem i strachem, krwią ludzi. Zabijasz kogoś, kto na to nie zasługuje, a ciebie to bawi. Myślisz o sobie, rozumiem to. Rozumiem co to znaczy głód, co to znaczy chęć do zabijania i także to co myślisz cały czas. Bo wyłączyłeś człowieczeństwo a ja także to zrobiłam. Wiem jak to jest, ale to najgorsze co możesz zrobić teraz. Powinieneś być i mi pomagać, szukać swojej dziewczyny, która nie wiadomo czy jeszcze żyje co robi i gdzie jest, która myśli o tobie... a ty siedzisz tu i mordujesz, a mi chcesz niszczyć życie choć na to nie zasłużyłam. Naprawdę nie.
 Patrzył na mnie jakby nie wiedząc, od czego ma zacząć, co powiedzieć.
-Pójdę z tobą ale proszę... gdybyś dał sobie... raz pomóc. Lub pozwolić mi zrobić coś, o czym marzę jakiś czas... -Spojrzałam mu w oczy i wtedy poczułam znajomy prąd, czyli wizja, lub coś takiego.-Ale chciałabym mieć pięć minut by pogadać z dawnym Ashem...
 Nagle on zamknął oczy, otworzył na sekundę, a one stały się czarne. Potem znów takie same.
-Alicja...?
 Zamurowało mnie. Matko, co ja zrobiłam?!
-Co ja robię... czemu... mam na dłoniach krew...?
-A...Ash?!
-Co się dzieje Ali? Czemu płaczesz?
Przytuliłam się do niego. Takie są moje umiejętności...? Coś jeszcze mnie czeka?
 Ash po pięciu minutach wrócił do dawnego siebie a ja zdążyłam zahipnotyzować go, by wrócił ze mną do celi. Łatwizna, ale co będzie dalej po tej rozmowie z Ashem...?

Od Asha

Kiedy El dała mi swoja krew poczułem silę. Kiedy zostałem sam.. miałem myśl by użyć jej i sie oswobodzić a potem napaść na dziewczynę i dostarczyć ją Panu. Tak też zrobiłem. Szarpnąłem się i po paru próbach byłem wolny. Dostałem sie do pomieszczenia gdzie ona była. Zaszedłem ją od tyłu.. wtedy sie obejrzała. Nasze oczy sie spotkały..


-Ash!-usłyszałem radosny głos.
Odwróciłem się i ja zobaczyłem. Biegła szczęśliwa i po chwili znalazła sie w moich ramionach. 
-Udało sie! Zdałam!-krzyczała.
-Gratuluję. 
Znajdowaliśmy sie pod szkółką. El zdawała prawko i zdała. 
-Co ty na małą przejażdżkę?-zaproponowała.
-O nie kochana. Nie dam Ci prowadzić mojego autka. Prawko nie jest dowodem ze umiesz jeździć. 
-Ej! Proszę!!!
Zaśmiałem się.
-Nie.-powiedziałem z uśmiechem.-Jeszcze skrzywdzić moje cudeńko albo nas pozabijasz. 


Nagle to coś.. ta wizja(?) sie urwała. Oboje byliśmy zaskoczeni.



Przez chwile oboje milczeliśmy.
-Co to było?!-zapytałem zdezorientowany.
-Wizja.. mieliśmy już parę razem.
-Czyli to coś nie było pierwsze?! Co ty mi zrobiłaś?!
-Nic.. nasze spojrzenia sie spotkały.. już dwa razy tak było.



-Nie pamiętam..
-A pamiętasz cokolwiek?
Zawahałem sie. Blond włosy.. niebieskie oczy.. róże.. zapach róży..
-Nie twój intere..
Nagle zobaczyłem ciemność Ktoś mi skręcił kark.

***

Obudziłem się znowu w piwnicy i tym razem związany mocniejszymi metalowymi łańcuchami. Enzo.. k*rwa! Miałem okazje jednak z niej nie skorzystałem. Jednak.. ta wizja. .ta rozmowa.. sprawiła że zacząłem sie wahać. Pamiętałem coś.. a raczej kogoś. Tylko nie pamiętałem kim ta osoba była.
>