Nie mogłem przestać myśleć czy dobrze zrobiłem. Cały czas zastanawiałem się nad tym. To nie dawało mi spokoju. A jak źle zrobiłem? Oddając El w ręce Pana? Jednak nie mogłem przestać mu służyć i sprzeciwić sie jego woli. Walczyłem sam ze sobą. Dziś poszedłem do Pana z prośbą.
-Tak?-zapytał wychodząc z gabinetu.
-Mógłbym Panie zobaczyć El?
-Po co?
-Chciałbym po prostu ja zobaczyć..
-Nie.
-Proszę. Chcę spojrzeć jej w oczy i udowodnić coś.
-Co?
-Jak.. ja złapałem.. powiedziała mi coś. Chcę jej pokazać że sie myliła i ze Ty Panie jesteś dobry dla mnie i że dziękuje ci za to że mnie takiego stworzyłeś.
-W takim razie dobrze. Ale tylko chwilę.
Podziękowałem i ukłoniłem sie po czym poszedłem do izolatki w której była ona. Strażnik otworzył mi drzwi. Wszedłem do środka.
Zobaczyłem ja .Siedziała w kacie skulona.
-Hej.
-Po co przyszedłeś?
Przez chwile milczałem. Usiadłem obok niej.
-Jesteś głodna? Słyszałem ze cie głodzą.
Nie odpowiedziała. Dałem jej woreczek z krwią. Spojrzała sie na mnie.
-Dlaczego to robisz?-zapytała.
-Nie wiem. Pij.
-Skąd mam mieć pewność że nie nafaszerowałeś tego czymś?
-Mój pan nie wie że ci to przyniosłem .Przemyciłem to.
-Nie wieże. Sprzeciwiłeś sie jego woli?
-Pij. Bo nie będę następnym razem taki litościwy.
Otworzyła i napiła sie.
-Mogłabyś.. mi powiedzieć.. jaki byłem wcześniej?
Spojrzała sie na mnie zaskoczona.
-Jaki byłeś? Byłeś wierny przyjaciołom. Mimo iż nie chciałeś wrócić do zabójców... ze względu na Adriannę..
-To ta dziewczyna? Moja dziewczyna?
-Tak.
-Jaka była?
-Piękna. Blondynka o błękitnych oczach. Sympatyczna. Kochałeś ja bardzo a ona ciebie.
-Szkoda że jej nie pamiętam..-powiedziałem na głos zanim to przemyślałem.
-Co? Na prawdę?
-To co teraz zrobię jest.. dla mnie na prawdę ciężkie...
Nagle usłyszeliśmy alarm. Wstałem i otworzyłem drzwi. NA korytarzu na monitorze kamery.. zobaczyłem grupę włamywaczy. Był w nich Enzo.
Odwróciłem się i złamałem kark ochroniarzowi El. Wszedłem do środka i pomogłem jej wstać.
-Co sie dzieje?
-Enzo wraz z grupą zaatakowali siedzibę. Jesteś wolna.
-Co? A ty?
-Ja nie. Tamten Ash umarł tu na stole.. go już nie ma. Zostało tylko to coś na co patrzysz. Dla mnie jest za późno.
El miała łzy w oczach.
-Nie płacz. Jesteś wolna. Choć pomogę ci wyjść. Mam jeszcze coś do załatwienia..
Złapałem ja za rękę i wybiegliśmy.
Biegliśmy korytarzem a potem wbiegliśmy po schodach na parter. Tam zobaczyliśmy ciała ochroniarzy i jedno.. wampira od zespołu Enzo. Nie żyli.
-Tam są drzwi. Biegnij do nich a potem jak najszybciej wydostań się z terenu Animy.
-Choć ze mną!
-Nie mogę..
-Możesz! Uwolnisz sie!
-Obiecaj mi coś.
-Ash..
-Proszę. Obiecaj mi ze nie będziesz wpadała w tarapaty. Wyjedziesz i będziesz szczęśliwa.. i jeszcze jedno.. znajdź tę Adriannę i powiedz jej prawdę. Że ja kochałem i ze umarłem.
-Ash proszę..
-Proszę Cię ja. Dla mnie już za późno od dawna.
Popchnąłem ja w stronę drzwi ewakuacyjnych.
-Idź będę cie osłaniał..
Ze łzami w oczach ruszyła. Biegła szybko.. a ja dbałem by nikt jej nie przeszkodził.
Nagle.. poczułem bój w klatce piersiowej..
Upadłem na kolana.. usłyszałem tylko krzyk El. Odwróciłem sie i zobaczyłem Enzo..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz