Siedziałam w kawiarni rozmawiając z Caroline, jedną ze znajomych Enzo. Sprowadził jednego 40 letniego zabójcę,dwóch młodszych o 16 lat i czterech wampirów. W tym Caroline,Paul,Cerik i Riley, którzy mają po 400 lat. Są przyjaciółmi, ale Enzo nie miał z nimi kontaktu od bardzo dawna. Oni są na tyle nieźli, by zlikwidować Animę a mnie chodzi ogólnie o to by Ash odzyskał pamięć i chęć do normalnego życia w którym jest sobą i jest szczęsliwy, a nie kieruje nim jakiś facet który ma nie po kolei w głowie.
Caro stała się moją przyjaciółką. Jest tu od dwóch dni. Polubiłam ją, a na dodatek odkryłyśmy wspólne cechy. Caroline to zgrabna, chuda i na dodatek ładna blondynka. Jest bardzo delikatna. Kiedy zaczęła temat Asha spięłam się ale jej spokojny i opanowany głos nie zapowiadał jakiś nieporozumień czy kłótni na temat tego, że źle robię pozostawiając go przy życiu. Bo tylko dzięki mojemu ''Nie'' Enzo trzyma przy życiu Asha.
-Robisz dobrze, ale wiesz, że to niebezpieczne. On cały czas chce cię schwytać.-Spojrzała na mnie troskliwie Caroline oczekując z mojej strony wahania, jednak ja trzymałam się i nie pozwoliłam sobie mieszać.
-Ash jest dla mnie jak brat, nie pozwolę brata skrzywdzić ani zabić.
-Jesteś uparta. Podoba mi się.-Uśmiechnęła się.
-A jaki macie plan? Kiedy to ma się odbyć?
-Nie mogę ci powiedzieć...
-Miałam brać udział w tej walce.
-Enzo mówi, że jesteś za młoda na walki. Chodzi o to, że tak młody wampir na krew i na to wszystko zareaguje inaczej. Nie przestaniesz zabijać i zajmiesz się piciem krwi niż dobicie się do ich szefa.
Zabrakło mi słów. Enzo rzeczywiście się o mnie lekko martwi...
-Ja chcę go zabić. Tego który tyle szkód narobił...
-To zostaw nam... Proszę... naprawde to nie jest najlepszy pomysł byś brała udział w walce.
-Ekstra. Czyli co? Mam siedzieć i nic nie robić?
-Pilnować Asha, a to ważna fucha. Kiedy będziesz z nim sama.. no tak, grozi ci pewne niebezpieczeństwo ale... On będzie zamknięty w jakby niewielkiej klitce. Przez małe okienko będziesz go widzieć i podawać mu jakiś pokarm.
-Nie pije mrożonek ani niczego takiego.
-Twoja krew go zaspokoi. A wampiry nie mają problemu z produkcją krwi w swoim organizmie więc możesz go w razie czego nakarmić.
-Okej... Ale z wami będzie dobrze?
-Jasne. Jeśli będziemy ranni to nic. Zabójcy poradzą sobie doskonale bo nikt nie może zobaczyć ich jak wiesz. To duchy. Chyba wiesz to najlepiej.
-Oczywiście. -Przytaknęłam.-Wiesz co.,.. wrócę do domu. Ty skocz po jakieś torebki z krwią dla mnie.
Wróciłam do domu, a tam świeciło pustkami. Widocznie wszyscy poszli trenować, czy coś. Nie wiem gdzie mogli się udać. Poszłam więc do Asha, zobaczyć co u niego. Nie wstąpiłam do domu, od razu skoczyłam do piwnicy. Tam Enzo rozmawiał z Ashem.
-Nie dotkniesz jej. Jeśli to zrobisz, zabiję cię.-Zagroził Enzo.
-Zrobię co chcę. A ty powinieneś wiedzieć, jak to jest pragnąć jej krwi tak bardzo. Wiesz to, sam chcesz ją ugryźć i posmakować jej krwi. Ja bym to zrobił, ale Anima czeka na to aż ją dostarczę.
Enzo wkurzył się i rzucił się na niego a Ash... wbił mu kołek... na szczęście w brzuch, ale to i tak bolesne.
Krzyknęłam i otworzyłam drzwi patrząc się to na Asha to na Enzo. Ten pierwszy odepchnął Enzo na bok a on klęknął i krztusił się krwią.
-Nie... Nie... Nie,nie,nie... Ash... Co... nie...
-Trzeba było mnie nie trzymać w zamknięciu księżniczko.
Pokręciłam zła głową.
-Nie!-Wrzasnęłam.-Z...Znajdę... kogoś... Pomogę mu... Nienawidze cię... ale... z drugiej strony... kocham... jesteś straszny...
Uciekłam i zadzwoniłam do Caroline. Ona była już z Enzo, ale Ash zniknął. Ja go wypuściłam to ja go sprowadzę z powrotem. Kiedy biegłam lasem zatrzymałam się czując znajomy zapach. Zapach Asha. Podążał moim śladem niczym łowca. Poluje na mnie. Zatrzymałam się i poczekałam na niego.
Stanął przede mną a w głowie pojawił mi się obraz Enzo, którego przeszył ból i kołek który trzymał Ash.
Spojrzałam na niego i rozłożyłam ręce zrezygnowana. Westchnęłam a on zbliżył się powoli z zadowolenia uśmiechając się.
-Wygrałeś...-Szepnęłam.-To koniec... Nie chcę dłużej walczyć z tobą, bo nie umiem. Jesteś dla mnie ważny a ty chcesz mnie zanieść gdzieś, gdzie czeka mnie eutanazja. To śmierć. Wiesz? Wiesz jak to boli? Nie. Bo od kilku miesięcy ni czułeś tej miłości i uczucia. A wiesz co jeszcze? Wiem jak się czujesz. Uważasz, że miłość i reszta nie jest ci potrzebne, to nie szczęście. Ale mylisz się. Życie bez miłości byłoby niczym. Byłoby czarną dziurą z której nie ma ucieczki, jednym wielkim czarnym czymś co wyciąga co sekundę z ludzi coś miłego, jedną malutką cząstkę. A ty cieszysz się, że ktoś umiera. Karmisz się bólem i strachem, krwią ludzi. Zabijasz kogoś, kto na to nie zasługuje, a ciebie to bawi. Myślisz o sobie, rozumiem to. Rozumiem co to znaczy głód, co to znaczy chęć do zabijania i także to co myślisz cały czas. Bo wyłączyłeś człowieczeństwo a ja także to zrobiłam. Wiem jak to jest, ale to najgorsze co możesz zrobić teraz. Powinieneś być i mi pomagać, szukać swojej dziewczyny, która nie wiadomo czy jeszcze żyje co robi i gdzie jest, która myśli o tobie... a ty siedzisz tu i mordujesz, a mi chcesz niszczyć życie choć na to nie zasłużyłam. Naprawdę nie.
Patrzył na mnie jakby nie wiedząc, od czego ma zacząć, co powiedzieć.
-Pójdę z tobą ale proszę... gdybyś dał sobie... raz pomóc. Lub pozwolić mi zrobić coś, o czym marzę jakiś czas... -Spojrzałam mu w oczy i wtedy poczułam znajomy prąd, czyli wizja, lub coś takiego.-Ale chciałabym mieć pięć minut by pogadać z dawnym Ashem...
Nagle on zamknął oczy, otworzył na sekundę, a one stały się czarne. Potem znów takie same.
-Alicja...?
Zamurowało mnie. Matko, co ja zrobiłam?!
-Co ja robię... czemu... mam na dłoniach krew...?
-A...Ash?!
-Co się dzieje Ali? Czemu płaczesz?
Przytuliłam się do niego. Takie są moje umiejętności...? Coś jeszcze mnie czeka?
Ash po pięciu minutach wrócił do dawnego siebie a ja zdążyłam zahipnotyzować go, by wrócił ze mną do celi. Łatwizna, ale co będzie dalej po tej rozmowie z Ashem...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz