wtorek, 16 września 2014

Od Alicji

 Pan Ankh obudził mnie z uśmiechem lekko potrząsając. Inaczej nie dało się mnie obudzić, chyba, że pomagały mi w tym koszmary. Tylko one wiedziały o moich obawach, wiedziały jak spowodować, bym się obudziła, bym otworzyła oczy.
 Już słyszałam krzyk Revee, która komunikuje głośno i wyraźnie, że ona jest pierwsza w łazience i ja mam poczekać, a nikt ma tam nie wchodzić choćby nawet pani Holland.
Z uśmiechem wstałam i przywitałam się z panem Ankhiem. On jednak trochę się skrzywił widząc moją minę. A raczej zdziwił się, bo widniał na mojej twarzy uśmiech, co nie było normalnością. Kiwnął jednak głową i wyszedł podśpiewując sobie Black'a Strobe'a - I'm a man. Nawet nieźle mu to wychodziło, bo miał bardzo podobny głos do tego wykonawcy.
 Pogrzebałam w szafie i wyciągnęłam czarną koszulę i niebieskie jeansy. Różowe skarpetki w kropki zauważyłam dopiero po wyjściu z łazienki, kiedy mój kocur bawił się w najlepsze z różową miękką kulką. Zabrałam mu skarpetki a on natomiast niezadowolony przewrócił się na drugi bok leżąc do mnie plecami.  Pogłaskałam go za uchem i odeszłam zabierając ze sobą plecak na dół.
Dzień zapowiadał się znakomicie, jak zauważyłam po pogodzie. Mimo iż mieszkałam w Forks, miejsce znane z ulew i zimnych dni, ten dzień był bardzo upalny jak na październik. Dom był jak zwykle nieskazitelnie czysty. Czasem pomagałam pani Holland, w sumie zawsze, wtedy, kiedy mogłam. Moja babcia zeszła na dół i poszła do kuchni, pewnie porozmawiać a także pomóc gosposi w robieniu śniadania. Były przyjaciółkami, jeśli dobrze się orientuję. Pan Holland zszedł jako ostatni, ponieważ Revee już dawno zjadła swoje czekoladowe płatki śniadaniowe i była gotowa. Z uśmiechem skinęła głową na drzwi, dawała mi znak, że już jest czas na szkołę. Weszłam do salonu szukając swojego zadania domowego z angielskiego. Pani Daisy mnie zabije, jeśli go nie przyniosę. Chociaż mnie lubiła, była ostra i często denerwowała się, kiedy uczeń ignorował ją i zadania które nam dawała do domu.
Pośpiesznie wzięłam ze stolika zeszyt który leżał na czarnej walizie która służyła za stolik i wbiegłam do jadalni by pożegnać się ze wszystkimi.
 Wstałam więc i pocałowałam babcię w policzek, a ona mnie uścisnęła życząc miłej nauki, co mnie zdziwiło. Zwykle tego nie mówiła, a nawet nigdy tego nie mówiła. Zawsze było tylko ''idź i wracaj''. Jakby bała się mnie puścić do szkoły.
 Nie dziwię jej się. Martwi się o mnie, ponieważ zombi są wszędzie. Tak, moja babcia o tym wszystkim wie. Tylko czekają na zabójców. Pewnie nowi pojawili się w szkole, a także nowi zabójcy. Założę się, że Bronx będzie zbierał rekrutów, by zwiększyć naszą liczbę. W naszej siłowni jest dużo miejsca, wiele sal ćwiczebnych i takich tam. Bronx ma kupę kasy, więc wykorzystał to na siłownię.
 Revee stała już przy samochodzie ubrana w zwiewną sukienkę, włosy miała spięte niestarannie w kucyka, co wyglądało uroczo.
Otworzyłam drzwi mojego czarnego volvo które dostałam od babci rok temu. Do tej pory jestem na nią zła że zakupiła mi ten drogi jak cholera samochód. Mówiłam jej, że chcę zwykłą furgonetkę, a nie jakiś wypasiony samochód. Widocznie martwiła się o mnie tak bardzo, że kupiła samochód z kuloodpornymi szybami. Nawet sam może zaparkować. Babcia zdecydowanie za dużo pieniędzy na mnie wydaje. W mojej pracy za dużo nie płacą (pracuję w kawiarni Storey Live). Ale to zawsze jakiś grosz. Dokładam się do czynszu, a nawet próbuję oddać pieniądze babci za ten samochód. Czuję się źle z tym, że kupiła mi coś tak cholernie drogiego.

 Na stołówce zajęłam miejsce wraz z Szronem i Bronxem. Revee usiadła z innymi, jednak wiadomo było, że unikała Bronxa. Wiedziałam, że się jej podoba ale nie mogli być razem. Bronx o tym doskonale wiedział ale i tak cały czas miał ją na oku i strzegł jej jak oka w głowie.
Podeszła w końcu Kat ze swoją tacą jedzenia. Miała tam różności, ale tylko warzywa istniały na jej zielonej tacce. Znów się odchudza. Jest chuda jak szczypior a ona ciągnie to i mówi że jest gruba, ale to przecież nieprawda...
-Hej.-Uśmiechnęła się.
Wyczułam zapach rozkładu. Od razu wiedziałam, że tej nocy zombi wyjdą i zaczną atakować. Czyli my musimy dziś stawić im czoła ponownie. Moja pierwsza akcja od dwóch miesięcy... Znów muszę zacząć trenować.
Kiedy zabójcy czuli zapach rozkładu, czy walczyli z zombi, nasze oczy zmieniały kolor. Taki, jaki ma nasz duch który jest dla nas jak drugie ciało. Tylko mocniejsze,sprawniejsze i szybsze. Moje oczy były zielone. Nie umiałam tego kontrolować, jednak Bronx,Szron i reszta zabójców z Forks umiała.
-Hej.-Odparłam po jakimś czasie Kat.
-Twoje oczy. Znów są zielone.-Szepnęła mi na ucho Kat.
-Och...-Westchnęłam zdenerwowana na siebie.
-Nadal nie umiesz tego kontrolować?-Spytał mnie Bronx uśmiechając się odwracając w końcu wzrok od Revee która wyraźnie posmutniała, ale też się rozluźniła.
-Nie.
-Ale chociaż masz wizje z daną osobą. No i nieźle walczysz.
-Ale tego pierwszego także nie moge kontrolować.
-Ciesz się, że nie masz chłopaka, bo by cię zabił gdybyś doświadczyła wizji kiedy np. uprawiasz seks z jakimś typem.
-Takie też się zdarzają. Podobno.
-Nie doświadczyłaś jeszcze takiej wizji z nikim?-Spytała podekscytowana Kat.
-Nie.-Wzruszyłam ramionami.-Mam nadzieję, że to się nie stanie.
-Dzisiaj o dziewiętnastej trening.-Zapowiedział Bronx a potem zaczął telepatycznie wysyłać (poprzez swojego ducha) wiadomość do reszty.
Na stołówkę wszedł jakiś wysoki chłopak. Przelotnie spojrzałam na niego, i zobaczyłam jak jego oczy wyraźnie stają niebieskie, a potem kolor gaśnie i zmienia się na zwyczajny niebieskoszary.
-Nowy zabójca.-Zwróciłam się do Bronxa który był obeznany z prawie każdym istniejącym zabójcą w kilku krajach. Musiał o niektórych zabójcach wiedzieć, ponieważ jako szef miał taki obowiązek jak każdy inny.
-Tak. Ale nie kojarzę twarzy, jak ci się zdaje. Może nazwisko coś mi powie.
Jakaś dziewczyna podeszła do nowego chłopaka i przytuliła go. On ją objął. Usłyszałam jedynie ''...Ash.''
-Na imię ma Ash. Tylko tyle.
-Ach! Już jego zdjęcie staje się dla mnie jasne. To Ash Dent.-Zaakcentował jego nazwisko.-Niezły był.
-Był?-Zapytałam.
-Po prostu miał wypadek. Od tamtego czasu nie może już walczyć. A raczej nie chce.
-To może, czy nie chce?
-Może wrócić. To by było dla niego najlepsze, bo przyda nam się dobry zabójca który pokaże innym, gdzie miejsce tych zombiaków.
-Czyli sam zdecydował, że nie chce walczyć. A to jego dziewczyna?
-Tak.-Odparł Bronx.
-Wie o zombi?
-Tego nie wiem. Pewnie nie. Żaden zabójca nie może mówić swojej dziewczynie albo chłopakowi o zombi. Chyba, że sam/sama nie została przez takiego zaatakowana.
-A dużo jest takich dobrych zabójców?
-Najlepsi z najlepszych są we Francji, ale kilku ma tu przyjechać w najbliższym czasie. Dostanę powiadomienie, jeśli wyruszą.
-Fajnie. Będą nas uczyć i kiereszować?
-Dokładnie.
Klasnęłam zadowolona w dłonie.
-To lubię.
-Uważaj dzisiaj na siebie. Nie chcę kolejnej wpadki. Znów będziesz musiała tłumaczyć Revee co się stało i kłamać jej w oczy.
Wzruszyłam ramionami i kiwnęłam głową bez słowa. Odwróciłam wzrok od nowego i zajadałam się sałatką.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>