Siedziałam na stołówce wsłuchując się w rozmowę Bronxa na mój temat, ale także wpatrywałam się w tego nowego. Niedługo znów zombi się pojawią, zaczną atakować ludzi. Ich liczba znacznie się zmniejszyła, ale to nie oznacza, że jest ich mało. Więc tak czy siak jego duch zacznie reagować inaczej niż zwykle, będzie chciał się uwolnić i robić to, co do niego należy. Wiem, bo też tak miałam. Na szczęście Bronx mi pomógł.
Revee siedziała przy stoliku wraz ze znajomymi Asha a także Ady, jego dziewczyny. Revee chyba przyjaźniła się z nią, bo od jakiegoś czasu trzymały się często razem. Kat już zaczęła się niepokoić, że nas zostawiła dla niej, ale przecież nie jesteśmy jedynymi znajomymi Revee i to ona decyduje z kim w danym momencie chce siedzieć czy spotykać się. Kat czasem zachowuje się tak niedojrzale...
Wstałam by wziąć coś do jedzenia, bo od kiedy jeden z zombiaków złamał mi rękę i zawieszono mnie na trzy miesiące, przestałam normalnie funkcjonować. Teraz żyłam jak prawdziwy człowiek, a mój duch stawał się bardziej głodny walki i chciał ćwiczyć. Druga ja była taka nie znośna... Rozumiem już teraz Asha w lesie... Byłam naprawdę okropnie nieznośna...
Nagle...
To była chwila.
Poczułam jak prąd drażni mój mózg i serce.
Jedna chwila i...
Jestem w swoim pokoju. Leżę na jakimś chłopaku, z którym właśnie doznałam wizji. Nie chciałam jej, ale nie umiem jej kontrolować... Nie wybieram osoby...
-Przyjaciele się nie całują...-Szepnęłam kiedy ten całował mnie w usta.
-Okay.-Nie przestawał.
Przywarł wargami do moich ust, nieskończenie miękko, powoli smakując każdą chwilę jakby mógł wywołać upragnioną chwilę, każdą chwilę. Zaatakowałam go swoim językiem a on odpowiedział tym samym.Żadne z nas nie było delikatne ani łagodne. Przywarłam do niego z całej siły żądając więcej, biorąc więcej.
Biorąc wszystko.
Nie miałam dość.
Nie wiedziałam,czy kiedykolwiek będę miała dość.
Przesunął dłońmi po moich włosach, zaciskając ją od tyłu by móc głębiej wniknąć w moje usta.W tym momencie posiadał mnie całkowicie.
-Jesteś taka cudowna...-Wyszeptał ochrypłym głosem. - Smakujesz tak cudownie. Muszę cię mieć. Szybko. Nie mów stop...
-Zostań.
Moja krew musowała energią. Szarpałam mu koszulę tak mocno, że rozrywałam materiał. Pchnęłam go na podłogę i usiadłam na nim. Nasze języki spotkały się z jeszcze większą siłą. Brałam więcej. Smakował miętą i truskawkami, moimi dwoma ulubionymi przysmakami - potrzebowałam więcej. Był twardy, ja byłam miękka i każdy punkt czynności emanował elektrycznym żarem - pragnęłam zapłonąć.
-Dotknij mnie.-Zadrżałam.
Przewrócił mnie na plecy, przygwoździł do dywanu swoim muskularnym ciężarem, jego dłonie przesuwały się po mnie gorączkowo. Lizałam go po szyi, wchłaniałam jego cudowny zapach...
-Chcę cię mieć... Czekaj na mnie... Proszę...-Szepnął mi do ucha całując po brzuchu.
Potem znów powrócił do ust. Nie mógł przestać, ja też. Całował mnie namiętnie, z takim uczuciem, którego nie miałam dość... Chciałam więcej. Po chwili po prostu wziął mnie na ręce, rzucił na łóżko...
Obudziłam się w szoku z wizji. Nie otrząsnęłam się, nie wiedziałam kim była ta osoba, do póki nie potrąciła mnie uczennica Ronny Ten. Popatrzyłam na niego, a wiedziałam już, że osobą jest Ash...
Zamrugałam nie dowierzając.
Matko... Koło niego siedzi dziewczyna...
A on doświadczył tej wizji tak samo jak ja, w tym samym czasie, widział to samo i słyszał to samo.
Jezu...
Po prostu wstałam i wybiegłam ze stołówki odkładając tacę na stolik. Wyszłam ze szkoły i usiadłam na ławce oddychając powoli.
Te wizje które doświadczam, a stało się to tylko raz, teraz drugi... Pierwsza była dwa lata temu. Z moim byłym chłopakiem, który został pokonany przez grupę zombi...
Te wizje mnie osłabiają. Psychicznie. To wydaje się niczym, ale tak naprawdę to mój dar który nie jest łatwy. Nie da sie nad nim panować. Kontrolować... To dzieje się samo. A najgorsze jest to, że te wizje często się spełniają, bo to dar po mojej matce. Opowiadała mi o nim... Wiem o nim wszystko. Tylko... Teraz muszę trzymać się z dala od tego chłopaka zanim coś się stanie. A oboje tego nie chcemy.
Koło mnie stanął Ash. Patrzył na mnie. Poczułam się głupio. Chciałam zapaść się pod ziemię.
-Co to... co... co to miało być...?
-To... są... moje wizje...
-Wizje?! Wytłumacz mi dlaczego ja to widziałem?! Dlaczego to się stało?!
-Tylko... nie krzycz... Ja nad tym nie panuję.-Szepnęłam.
Westchnął i usiadł koło mnie.
-Opowiedz mi o tym co to było.
-To mój dar. Nie mogę go kontrolować. Kiedy dochodzi do jakiegoś kontaktu wzrokowego najczęściej nic się nie dzieje, ale jeśli coś zaczyna się dziać, jest to skutek uboczny mojej wizji. To, że dzieje się to naprawdę z jakimś czasem. To staje się rzeczywistością...
-Nie.-Pokręcił głową.
-Ja też tego nie chcę. Ale... prawda jest taka, że nawet unikając siebie los i tak sprawi że wizja się spełni. To była wizja typu koszmar... Są dwa typy, możesz się domyślać jakie... Koszmar, i...
-Tak. Wiem. To się nie spełni.
-Masz dziewczynę więc trzymaj się jak najbliżej niej. Bo wizja stanie się prawdą.
-Byliśmy tam... trzeźwi?
-Tak. Inaczej wizja byłaby przymglona czy coś.
Spuściłam głowę.
-Przepraszam, że coś takiego miało miejsce. Naprawdę nad tym nie panuję... Nie pozwolę, żeby coś takiego się stało.-Szepnęłam i uśmiechnęłam się lekko.
-W porządku. Ale... to był pierwszy taki raz kiedy coś takiego się stało.
-Po twojej reakcji mogę się tego spodziewać.Przepraszam...
-Nie przepraszaj. To nie ty o tym decydujesz. Z kim i jaka będzie wizja.
-Tak. Tylko nie chcę zniszczyć tak idealnego związku.-Wzruszyłam ramionami.-Kochacie się. Nie chcę by ona cierpiała, a potem ty z mojego powodu. Jeśli wizja ma się zjawić to będę próbowała ją powstrzymać.
-Nic do mnie nie czujesz? Bo wiesz, to może być wizja z powodu...
-Nie. Do nikogo nic nie czułam od kiedy straciłam swojego chłopaka.
-Kiedy?
-Dwa lata temu. Od tamtej chwili sama zaczęłam zabijać zombi, stało się to moją obsesją. Kiedy je zabijam myślę o nim i... po prostu zabijam. Ale teraz z tym kończę, nie chcę... nie chcę już pamiętać. Cała wina po śmierci Seby spadła na mnie. Jego rodzice... nawet mi grozili.-Szepnęłam.-Ale teraz z tym koniec. Mam dość tego zabijania. Musze przestać... Ale jeśli chodzi o ciebie, to słyszałam że jesteś niezły, a przynajmniej byłeś. Jednym z najlepszych, jak mówił Bronx. Nie rezygnuj z tego, wiem jaką możesz zapłacić cenę, ale będąc zabójcą dostaniesz specjalną Linię Krwi. Wiesz o tym... Linia Krwi zapewnia komuś bezpieczeństwo. Chodzi mi o Adę. Zrób Linię Krwi jeśli dołączysz do Bronxa... Zombi jej nie tkną, chyba że wyjdzie z domu to wtedy... No wiesz. Nie chcę ci zawracać gitary.-Mrugnęłam do niego ale dalej czułam się jak ostatnia kretynka.-Przepraszam... naprawdę. A teraz muszę iść. Pa.
Wstałam i kiwnęłam do niego głową na znak że muszę już iść.
Odeszłam. Teraz muszę zapaść się pod ziemię. Nie wygrzebywać z niej i pozwolić zombi skończyć ze mną... To wszystko co chciałabym teraz uczynić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz