wtorek, 30 września 2014

Od Asha

Alicja mnie unikała, zombi atakowało coraz częściej a Ada... wydawała się jakaś inna.
Dziś sobota. Pojechałem do niej z rana. Zapukałem do drzwi lecz nikt mi nie otworzył. Nawet nie słyszałem szczekania Mike'ja (Mike to pies Ady, mały latrelek). Coś było nie tak. Zapukałem jeszcze raz. Znowu to samo. Nagle zobaczyłem mamę Ady. Wracala ze spaceru z Mike.
-Witaj Ash.-powiedziała calując mnie w policzek na przywitanie.
-Wie mama gdzie jest Ada?
Mówiłem do niej mamo... mi tak pasowało a ona sama tak chciała. Zresztą... byłem z Adą już sporo i kochaliśmy się.. planujemy nawet iśçna studia do tego samego miasta... a nawet chcielibyśmy spędzić ze sobą reszte życia... więc tak było łatwiej.
-Śpi... pewnie nie slyszała jak pukasz. Wejdź.
Wszedłem do środka i skierowałem się do pokoju ukochanej. Jednak już nie stała. Siedziała na łóżku i słuchała muzyki przez sluchawki
-O Ash... nie słyszałam cię.
-Nie szkodzi.
Pocałowałem ją poczym usiadłem obok.
-Może coś obejżymy?
-Hmmm... a czemu nie?
Włączyliśmy film na laptopie i ogladaliśmy wtuleni w siebie. Mama Ady przyniosła nam popcorn. Mił minął nam czas.

***

Wieczorem pożegnaliśmy się i pojechałe do domu. Po drodze poczułem ten zapach. I nagle wszystko wróciło....

Jechałem ulicá dosyć szybko. Śpieszył mi się troche. Słuchałem dosyć głośno muzyki. Basy dudniły. Jednak usłyszałem to. Te krzyk zadudnił mi w głwie. Gwałtownie zachamowałem. Na szczęście ulica była pusta. Wsłuchałem się .... znowu ten krzyk. Już byłem w duchowej postaci. Przeniosłem się tan. Zobaczyłem ją.. jej dusza właśnie odeszła a trzy potwory stały obok. Walka... "trupy"... przegrałem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>