Dzień z Adą minął mi szybko i miło. Odwiozłem ją o 22 do domu. Czule sie pożegnaliśmy.
-Tylko uważaj na siebie.-powiedziała z troską.
-Obiecuję że będę.
-Nie chcę znowu przeżywać tego samego.-powiedziała ze łzami w oczach.
Kiedy byłem w śpiączce po tamtym wypadku.. Adrianna wpadła w depresję. Kiedy jej powiedziono że mam bardzo małe szanse by sie wybudzić próbowała się zabić. Wzięła sporo tabletek nasennych i podcięła sobie żyły. W ostatnich minutach uratowano ją. Gdyby wtedy jej starszy brat... a mój przyjaciel Dan nie wrócił wcześniej do domu... nie wiem czy mógłbym żyć bez niej. Tym niemądrym czynem udowodniła mi że mnie kocha. Niczego więcej nie potrzebuje.
-Nie będziesz. Wrócę bezpiecznie do domu a teraz uciekaj bo nie chce by twoi rodzice marudzili że znowu późno cię odwożę a przecież jutro szkoła.
Znów sie pocałowaliśmy po czym ona poszła a ja kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi odjechałem. Dziś będzie niebezpieczna noc. Bałem sie o Adę. W domu.. mojej rodzinie nic nie grozi bo ja jestem ale.. Ada.. jej rodzina była normalna.. byli narażeni na niebezpieczeństwo. Na pewno nie zasnę dziś. Za bardzo będę sie martwił.
Kiedy przyjechałem do domu zaparkowałem w garażu i wszedłem do domu. Mama oglądała jakiś film w salonie a tata był w swoim biurze.
-Dziewczynki śpią?-zapytałem całując mamę w policzek.
-Tak, tak. Gdzie byłeś?
-Z Adą.
-No dobrze. Zjedz coś.
-Nie jestem głodny.
-Zaczynam sie martwić o ciebie. Od pewnego czasu mało jesz i śpisz.
-Nic mi nie jest mamo.-powiedziałem.
-No nie wiem..
-Bądź spokojna. Gdyby mi coś było na pewno bym ci powiedział.
-No dobrze.
Poszedłem do swojego pokoju i włączyłem muzykę. Akurat się włączyła moja ulubiona. Pod głosiłem trochę i wyszedłem na balkon. Niebo tej nocy jest przepiękne. Jednak ta noc przyniesie ofiary.
Poczułem znowu ten smród. Jakby coś zdechło. Zombie. Moje oczy zmieniły kolor... nie hamowałem tego. Tu w mroku.. sam.. mogłem być sobą. Mogłem "spuścić ze smyczy" swoje drugie "ja". Tu nikt mnie nie widział.. i tak właśnie czułem sie najlepiej. Byłem zabójcą.. to była moja natura.. nie mogłem sie jej sprzeciwiać.. jednak mogłem ja hamować i to właśnie robiłem. Nie powiem.. tęskniłem za walką. Jednak nie wrócę do tego. Nie wiem co musiałoby sie stać bym wrócił.
Wszedłem do środka i położyłem sie na łóżku. Zamknąłem oczy i złożyłem ręce. Wyglądało to tak jakbym spał. Rozluźniłem się i.. uwolniłem swoja duszę od ciała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz