Nowe miasto. Nowe otoczenie. Nowa szkoła. Nowy dom. Pomagałem mamie i siostrą nosić pudła. Właśnie się przeprowadziliśmy. Nie znałem tu nikogo. Trochę czułem się dziwnie jednak myślałem pozytywnie. W końcu... wreszcie będę blisko z Adrianną. Przeprowadziła sie tu parę miesięcy temu no i od tamtego czasu widzieliśmy sie sporadycznie. Na szczęście los tak chciał ze i ja sie tu przeprowadziłem. Mama była nie za bardzo zadowolona bo w końcu mam maturę w tym roku a przeniesienie do innej szkoły nie jest za dobrym pomysłem.. jednak zgodziła się no i oto tu jestem!
W szkole na stołówce spotkałem sie z Adrianą. Jak zwykle wyglądała prześlicznie. Kiedy mnie pocałowała poczułem to samo uczucie w żołądku. Kiedy się odsunęliśmy i zaczęliśmy iść do stolika gdzie byli jej znajomi rozejrzałem się. Wtedy właśnie ich zobaczyłem. Grupę zabójców. Po czym poznałem? Po oczach i nie tylko. Po prostu ich wyczułem. Czułem zapach rozkładu co oznaczało że zombi zaatakuje w nocy. Jednak umiałem kontrolować instynkt i moje oczy nie zmieniały koloru na długo oraz nie czułem się jakbym był koniem wyścigowym a zaraz miałbym usłyszeć gwizdek oznaczający "START". Już nie walczyłem z zombie. Zostawiłem to innym. Nie dla mnie to było... miałem cele w życiu. Chciałem dobrze zdać maturę, dostać sie na dobre studia medyczne, ożenić się z Adą i mieć z mia dzieci. Nie chciałem wiecznie polować na te paskudztwa.. nie wybrałem sobie takiego życia. Na początku było fajnie. Adrenalina.. to coś czego szuka każdy nastolatek ale wreszcie czas dorosnąć i sie ogarnąć. Nie walczyłem od 2 lat. Jednak nadal byłem w formie. Dlaczego? nadal trenowałem. Nie by walczyć tylko by utrzymać formę. Musiałem być przygotowany gdyby te stwory zaatakowały kogoś mi bliskiego. Czy to coś złego w tym że chciałem jak najlepiej dla bliskich i by byli bezpieczni? Sądzę iż nie.
Usiadłem obok Ady przy stoliku i od razu zapoznała mnie z jej koleżankami.
-To jest Ash a to jest Pati, Kaja, Mia i Kim. No i Damian, Dominik i Kamil.
-Hej wam.-powiedziałem wyluzowany.
Żadne z nich nie było zabójcami. Całe szczęście. Nie przepadałem za spotkaniami z nimi. Zawsze zadawali pytania, dziwnie spoglądali na mnie... no bo to bardzo dziwne ze ktoś z własnej woli zostawia to. Mało jest takich przypadków. U mnie w rodzinie.. ani moje siostry ani mój brat czy rodzice nie są zabójcami. Więc dlaczego ja nim jestem? Otóż mój dziadek nim był. Umarł parę lat temu na serce. Do swoich ostatnich dni walczył. Podziwiam go. Jednak ja tak nie mogę. Nie chcę tego.
Zadzwonił dzwonek na lekcję.
-Co masz teraz kochanie?-zapytała mnie.
-Chyba chemie.
-Ja mam biologie. co ty na to byśmy gdzieś poszli po szkole?
-Jak najbardziej jestem za. w końcu nie widzieliśmy się aż szesnaście dni!-powiedziałem.
-Stęskniłam się.-powiedziała łapiąc mnie za rękę.
-Ale ja bardziej.
-Nie prawda.
-A jednak.
Pocałowałem ją i rozstaliśmy się. Każde z nas poszło do swojej klasy.
Adrianna była dopiero w drugiej klasie. Hot osiemnastka za niedługo z niej bedzie. Bo przecież ma za trzy tygodnie urodziny. Musiałem zorganizować jej jakiś prezent.
***
Minęły lekcje. Cały czas starałem sie nie spotkać tych zabójców. Nie to ze uciekałem tylko po prostu cały czas byłem z Adrianną. Jednak teraz na reszcie byłem pewny że już ich nie spotkam. Lekcje sie skończyły a ja i Ada jechaliśmy na miasto.
-Nowy samochód?-zapytała kiedy szliśmy na parking.
-Ojciec mi go kupił niedawno.
-Fajny jest.
-Marka? Zgadniesz?-zapytałem z uśmiechem.
-No oczywiście.
-To dawaj.
-Porsche carrera 911 rocznik 2013
-Wow! Ale mam mądrą dziewczynę!-pocałowałem ja w policzek.
Wiedziałem ze nie leci na mnie ze względu na kasę. Nie raz mi to udowodniła a poza tym sama nie jest biedna. Uczyłem ją kiedyś trochę o samochodach.. aż stały sie one jej pasją. W domu miała chyba ze 4 własne... Jednak nie była taką pustą plastikową lalą.. i właśnie za to ją kochałem. Miała dobre serce, była mądra, pracowita i uczynna. Nie imprezowała za bardzo.. tylko czasami. Miała nawet dobrą głowę do picia. Nie cpała tylko czasem zajarała ale to ja tez. Nie paliła.. ale za to uprawiała sport, należała do czirliderek, pracowała za darmo w miejscowym schronisku dla zwierząt ale też i w drugim dla ludzi. Była ideałem!
-To gdzie jedziemy?-zapytałem.
-Prosto przed siebie i jak najdalej od ludzi. Byśmy pobyli trochę sami.
-Zobaczmy czy da sie to zrobić.
Pocałowaliśmy sie a po chwili odjechaliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz