Leżałem na jakimś metalowym "łóżku". Moje zmysły były otumanione i nie wuedziałem co się dzieje. Tak jakbym być nieźle naćpany. Widziałem postacie obok mnie. Były ubrane w białe płaszcze jakby byli lekarzami. Coś mi wstrzykiwali. Nic nie czułem. Potem zobaczyłem ciemność. Takie coś trwało dłużezy czas. Pare dni jak nie więcej.
Zaczynałem mieć złudzenia. Widywałem Ade, moją rodzinę i Ali.
****
-Ash kocham cię-powiedziała Ada.
-Adrianno... kocham cię z całego serca. Oddałem ci je w całości. Tylko ty się liczysz. Z tobą chciałbym spędzić resztę życia. Chciałbym się ciebie zapytać... czy chciałabyś spędzić ze mną reszte życia jako moja kobieta? Żona? Którą bym kochał i nie opuszczał aż do śmierci? Zostałabyś moją perełką?
Zobaczyłem łzy w jej oczach.
-Tak najdroższy tak-pocalowała mnie.
Ocknąłem się. Teraz byłem w swojej celi. Miałem dość. Zaczynałem modlić się o śmierć. Myliłem świat fikcyjny z realnym. Kochałem Ade.. i miałem jej się zamiar oświadczyć. Te złudzenia uświadamialy mi że nigdy więcej jej nie zobacze. To było najgorsze. Ile ja już byłem tu uwięziony?
****
Dziś był dzień wyjątkowy. Kiedy się obudziłem wiedziałem że cos się zmieniło. Mój umysł był oczyszczony a wsYstkie instynkty pobudzone. Byłem głodny. Tylko nie tak zwyczajnie glodny. Nie miałem ochoty jeść. Coś było nie tak. Nagle usłyszałem kroki i czyjeś glosy. Jednak były one daleko. Dopiero po paru minutach usłyszałem je pod drzwiami celi. Drzwi się otworzyły. Znajoma mi twarz weszła do środka.
-Udało się? Zobaczymy.
Zabrali mnie gdzieś ale wcześniej mi podali coś.
Przypieli mnie do metalowego krzesła. Podłączyli mnie pod kroplówkę. Jednak w woreczku była jakaś czerwona substancja.
Kiedy zaczęła płynąć do mojego organizmu stalo się coś dziwnego. Zacząłem widzieć wszystko w czerwonym świecie.
Pobudziłem się.
-Udało się. Ni to stworzenie nocy ni to zombi ni to człowiek ni to zabójca ale wszystko naraz. -powiedzial ktos.
Czułem że robie się bienaturalnie silny. Zerwałem się i zaatakowałem instynktownie pierwszą osobę. Ugryzłem ją w szyje. Zacząłem pić krew a potem rozszarpałem ją. Reszta ludzi się ulotniła w popłochu. Zostałem sam na sali a przez szybe widziałem ni to przerazone ni to zadowolone twarze. Zacząłem się dobijać do metalowych drzwi. Wyszczerbiłem je. Nagle coś do mnie dotarło rozejrzałem się. Wszędzie była krew i szczątki ofiary mojej. Upadlem na kolana. Co oni ze mną zrobili?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz