Cole nalegał, by przyjechał tu po mnie, ale ja nie widziałam sensu. Przecież nie zostawię tu samochodu, a nie chcę by troszczył się o mnie 24/h. I tak w Rio jego nie opiekowanie się mną będzie zupełnie niewykonalne. Będę cały czas pod jego opieką, chyba, że na treningach będzie zostawał dłużej.
Po spakowaniu powinnam jechać, jednak nie za bardzo chciało mi się ruszyć tyłka z wygodnego fotela. Dopijałam więc herbatę, a potem postanowiłam wsiadać do samochodu i jechać. Moje myśli zajęły się Ashem, bo do tej pory nie wybudzał się. Bałam się, że już się nie wybudzi. Nie chcę stracić też swoich przyjaciół. Kat na szczęście trzy dni temu wybudziła się i od razu wyleciała z łóżka jak tylko nikt nie patrzył. Teraz śmiga po mieście jak torpeda, jednak przerażają ją te ruiny. Francja na szczęście zajęła się odbudową miasta wraz z prezydentem.
Kiedy wyszłam i zamknęłam dom na klucz, przede mną stanął jakiś facet. Ok. 190 wzrostu, brunet. Był ubrany na czarno, tak jak ubiera się Anima. Moje serce waliło jak oszalałe, chcąc uciec najchętniej gdzieś, gdzie jest bezpiecznie. Ja naprawdę się bałam, kiedy zorientowałam się, że to właśnie stoi przede mną jeden z żołnierzy Animy.
Uśmiechnął się do mnie i posłał mi buziaka. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Zastanawiałam się jak mogę mu umknąć, jak uciec, w którą stronę... Ale za bardzo się bałam. Za bardzo strach mnie sparaliżował. Wiedziałam, a raczej podejrzewałam, co może się teraz ze mną stać...
Złapał mnie za szyję i nakazał, bym otworzyła drzwi. Zrobiłam to bardzo powoli ale ręce trzęsły mi się przerażająco. Otworzyłam drzwi, chociaż nie chciałam tego robić. Wepchnął mnie do środka i zamknąwszy drzwi nakazał mi się rozebrać i odwrócił się rozglądając po mieszkaniu.
Ja zrobiłam to samo, ale w poszukiwaniu czegoś do obrony. Widziałam, że miał przy sobie broń. Ja też ją przecież miałam! Leżała pod poduszką na kanapie. Bezgłośnie podeszłam do kanapy i wyciągnęłam spod poduszki pistolet. Podeszłam do faceta i wymierzyłam cios w skroń, by mnie nie zauważył. Lecz on odwrócił się, a ja zdążyłam go uderzyć w głowę, a on upadł. Kopnęłam go w brzuch, a następnie rzuciłam się do drzwi. Złapał mnie za nogę a ja padłam na podłogę trzymając pistolet w ręku. Strzeliłam w jego ramię, a potem w nogę. Krzyknął głośno, a kiedy mnie puścił, rzuciłam pistolet na ziemię. Jednak on podniósł się najszybciej jak potrafił. Ze strachu nie byłam w stanie się podnieść, moje nogi były jak z waty. Co chwilę przewracałam się, a stanęłam, kiedy on wycelował we mnie. Stał resztkami sił, a ja przerażona do granic możliwości wpatrywałam się w pistolet.
Strzelił nagle, z uśmiechem, a potem padł na ziemię. To udało mi się zobaczyć, przed tym, kiedy straciłam przytomność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz