sobota, 4 października 2014

Od Alicji

 Dziś wieczorem poszłam pobiegać. Tak mogłam odreagować, a moja kondycja była miej więcej taka sama jak przed wypadkiem w lesie z zombi. Starałam się jakoś nie myśleć o zabijaniu zombi i ratowaniu ludzi. Smród który świadczył o obecności i napadzie zombi słabł, ale nadal od kilku dni się utrzymywał. 
 Był wieczór. Już było ciemno, więc postanowiłam wracać do domu. Pan Ankh zostawił mi dom i zostałam wraz z Revee w domu. Moja babcia wyprowadziła się, mieszka z panią Holland. Zaprzyjaźniły się, z czego bardzo się cieszę. Ostatnio nie poświęcałam mojej babci zbyt dużo uwagi...
 Kiedy biegłam do domu przez park mój telefon zaczął wibrować. Zatrzymałam się i odebrałam telefon od Bronxa. 
-Cześć.-Przywitałam się.
-Słuchaj Ali. Wracaj do domu. Nigdzie się nie zatrzymuj.
-Ale o co chodzi?
-Wracaj do domu i miej oko na Revee. Anima jest w mieście. Zaraz zacznie się walka. 
-Zginą... zginą ludzie...?-Wydusiłam z siebie.
-Taki mają zamiar. Zabić ludzi a część złapać i przeprowadzać na nich eksperymenty. 
-A co z nami? Zabójcami...?
-Z nami to nie ma nic wspólnego. Ale jesteś człowiekiem, twój duch śpi. Jesteś podobno kimś ważnym dla nich, jeśli zombi cię ugryzło a nie zmieniasz się w pół martwe gnijące ciało. 
-Teraz są w mieście?
-Są wszędzie.Szybko wracaj. Będą wchodzić do domów. Musimy iść chronić ludzi a ty siedź w domu. Przyjadę za dwie godziny. 
Rozłączyliśmy się.
Biegłam jak najszybciej potrafiłam. W domu paliło się światło w pokoju Revee. Jeszcze nie spała. Pośpieszyłam na górę. Byłam przerażona. Anima zabija po prostu. Bez mrugnięcia okiem. 
Siedziałam w pokoju z Revee w ciszy. Zgasiłam światła. Zobaczymy co będzie...
Ktoś wszedł do domu. Słyszałam wyraźne kroki. To było godzinę po moim przybyciu. Revee była tak sao przerażona jak ja. Wstałam i po cichu skierowałam się do drzwi. 
-Schowaj się w szafie. 
-Nie. Nie możesz tego zrobić.
Wiedziała o co mi chodzi. Jednak ja nakazałam jej ostrzejszym tonem wejść do szafy. Zrobiła to. Szafa była stara, a w ścianie za nią była dziura. Mogła tam wejść i schować się za szafą. Dziura była dosyć szeroka. Odsunęłam jej szafę tak szybko i cicho jak mogłam, a ona wlazła w dziurę. Zasunęłam szafę i przysunęłam się do drzwi nasłuchując. 
 Kroki były coraz bliższe. W końcu drzwi otworzyły się z hukiem a ja złapałam broń do ręki. Wcześniej złapałam ją jak biegłam do pokoju Revee. 
Jednak facet był szybszy. Strzelił mi w ramię, a ja wypuściłam broń z ręki. Revee siedziała cicho, jak jej nakazałam. Facet zapalił światło i gwizdnął.
-No,no,no... Mamy cię. Alicja Bell... Może się zabawimy?
Kopnął mnie w skroń i straciłam przytomność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>