Kochałam spędzać z nim czas, uwielbiałam siedzieć w pięknym miejscu które było nasze. Bez skażenia, bez zombi, bez treningów. Żyliśmy poza miastem. Cole wziął wolne na tydzień, by spędzić ze mną czas jak najlepiej się da. Ten las i ta maleńka polana jest dla mnie teraz całym światem. Ten facet który leży ze mną na trawie, w tym pięknym miejscu... jest dla mnie wszystkim.
-Chcę tu zostać. Boże... Cole, marzę by tu zostać. Z tobą. Tutaj, z dala od zombi i okropnych rzeczy które dzieją się na świecie.
-Też chciałbym. Niestety, muszę jakoś zarobić kasę i na dodatek ratować ludzi. Nie mogę siedzieć bezczynnie. Muszę chronić także ciebie.
-Też chcę, wiesz o tym?
-Nie wkręcę cię tam z powrotem.
-Ale możesz mnie nauczyć... uczyć dalej.
-Wykluczone Al. Mówiłem już o tym milion razy.
-No... Ale...
-Żadnych ale. Nie chcę o tym rozmawiać, teraz mamy czas tylko dla siebie.
-Jasne.-Westchnęłam i zamknęłam oczy tak jak zrobił to Cole.
Spaliśmy. Tak łatwo nam to poszło. Ta cisza i ten spokój był dla nas wymarzonym rajem. To było nasze miejsce. Nie pozwolimy go zniszczyć nikomu, tak jak zombi zniszczyło miasto.
Po dwóch godzinach snu obudziłam się jako druga. Cole wpatrywał się w jasne niebo, czyste,piękne, niebieskie niebo. w które mogliśmy tylko patrzeć na zdjęciach. Tam w mieście niebo jest zwykle szare, lub bardzo rzadko czyste.
-Ja chcę tu zostać...
-Zostaniesz.-Przytaknął.
-Słucham? Nie rozumiem..-Pokręciłam głową wpatrując się w niego podnosząc gwałtownie.
-Zostawię cię tutaj. Ktoś będzie miał na ciebie oko, skombinuje kogoś.
-Niby kto? Nie chcę... ja... ja... chcę mieć na ciebie oko... chcę wszystko wiedzieć. Boję się o ciebie... a wiem, że nie będzie cię często. Mogę mieszkać z tobą i widzieć cię na co dzień... Cole... j...ja...
-Ciii...-Przybliżył się do mnie i zamknął moje usta delikatnym pocałunkiem.-Będzie dobrze, tak? Będę przyjeżdżał... od piątku będę twój. Przez cały weekend... Dobrze?
Po chwili milczenia kiwnęłam głową trochę zawiedziona, że nie mogę nic powiedzieć. Cole'owi chodziło o moje bezpieczeństwo, a ja to doceniałam. Naprawdę. Ale nie umiałam bez niego wytrzymać. Nawet dnia. Musiałam go czuć, czuć zapach jego ciała, czuć miękkość jego włosów, czuć jego mięśnie i słyszeć jego cudowny głos. Mieć go tylko i wyłącznie dla siebie, a nie dzielić się nim jak tanimi ciasteczkami czy czymś innym. Nie chcę go trzymać przy sobie czy coś, nie o to tu chodzi. Tylko... Och, no wiecie sami... Mam do niego zaufanie ale jeśli chodzi o dziewczyny z treningów potrafią nawet włożyć facetowi rękę w spodnie i siłą do łóżka zaciągnąć. Cole miał wiele dziewczyn, naprawdę wiele. Ale powtarza mi milion razy, że nie opuści mnie bo zakochał się do obłędu.... Oczywiście, że mu wierzę.
-Idziemy?-Spytał i podniósł się.
-Tak.
Cole wykupił dom na tym zaciszu. Tutaj ludzie nie mieszkają. Jest jakby nieodkryte miejsce przez żadną istotę ludzką. Ani Animę. Nikogo. To miejsce Cole znalazł przypadkowo, a rok temu wybudował tu dom. Nie jest duży ale nie jest też mały. Na dodatek jest prześliczny. Kiedy się go widzi czuć ciepło... Po prostu zakochałam się w murach tego domu i w samym wnętrzu pięknego domu Cole'a. Powtarza mi, że to jest nasz dom... Tak, podoba mi się to jak tak mówi. Podoba mi się jak na mnie patrzy, podoba mi się jak do mnie mówi. Inaczej niż do innych. Czuć tą miłość, albo tylko ja ją czuję... Podoba mi się wszystko. Teraz. Teraz jest dobrze.
Kiedy doszliśmy do domu, było już ciemno. Zatrzymaliśmy się jeszcze na kolejne dwie godziny kiedy przeszliśmy zaledwie 2 minuty drogi. Pragnęłam jeszcze z nim zostać, bo wiedziałam, że kiedy dojdę do domu on zniknie i zobaczę go dopiero za tydzień w piątek. Siedziałam na kamieniu a Cole wpatrywał się we mnie zamyślony opierając o drzewo.
Boże, jaki on jest pociągający...
Tak bardzo pociągający...
Opanuję się... Chwilę.
Cole był uczulony nawet na to, kiedy ktoś przy mnie przeklinał. Każdy wiedział, że przy mnie nie używa się brzydkich słów. Sama ich nie używam, według mnie to nie wypada dziewczynie. Według Cole'a i wszystkich innych moich znajomych także, ale niektóre dziewczyny mają takie słownictwo, że... ho ho ho...
Niestety doszliśmy do domu. Cole delikatnie popchnął mnie na drzwi jakby uważał, żeby nie stłuc mi kręgosłupa o drewniane drzwi domu. Ja pomyślałam inaczej - Nie zburz nam domu bo cię zabiję.
Cole zaśmiał się i pocałował mnie delikatnie, a ja marzyłam by pocałował mnie tak jak robi to rzadko - pocałuj mnie namiętnie! - pomyślałam.
-Czytasz mi w myślach?-Spytałam, kiedy zaczął całować mnie namiętnie.
-Nie zburzę ci domu... A rozkaz z tym całowaniem wydaje mi się dobry.-Spojrzał mi w oczy a ja się rozpłynęłam.
Boże, opanuj się po raz kolejny powtarzam samej sobie!
-Kat przyjedzie za pół godziny.
-Do czego to doszło, że Kat została zabójcą a mnie wywalono.
-Wywalili cię przeze mnie.
-Co?
-Nie chciałem, żeby coś jeszcze ci się stało. Cudem uszłaś z życiem a wiadomo że jesteś czasem nieuważna. Kocham cię i nie chcę by jakieś zombi cię zabiło, nie wybaczyłbym sobie tego do końca świata.
Westchnęłam i wtuliłam się w jego szyję. Był za wysoki... Stanowczo ZA wysoki...
Ale mój wielkolud. Mój umięśniony, cudowny wielkolud. Moje życie... mój wszechświat. Dzięki niemu stałam się szczęśliwa. Naprawdę.
-Kocham Cię... Kocham Cię tak bardzo...-Szepnęłam a on pocałował mnie w ramię i otoczył ramieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz