piątek, 10 października 2014

Od Alicji

 Anima wypowiedziała wojnę. Tak, wojnę. Teraz zabójcy, a nawet ludzie będą walczyć. Będzie piekło. Czyżby III wojna światowa? Będzie gorzej. Uwierzcie mi. Od początku do końca. Nie wiem kto wygra. Nie wiem kto przegra. Kto jest z nami i kto jest przeciw. Pierwsze co chciałam uczynić, to wyjechać z tego zacisza i wrócić do Cole'a. Chciałam być przy nim, czuć się bezpieczna i mieć na niego oko. Być pewna, że nic mu nie będzie. 
-Kat, muszę tam jechać...-Wycedziłam patrząc na nią.-Proszę...
-Nie. Nie mogę. Obiecałam. Cole...
-Do cholery pozwól mi tam jechać!
-Wiesz co się tam dzieje? Budynki niedługo zamienią się w kupę gruzu a ludzie na ulicy będą martwi lub pół martwi. Będą bez ręki czy nogi, umierają.
-Ale ja chcę być przy Cole'u. 
-Cole jest moim szefem.Muszę się go słuchać.
-Wojna trwa od tygodnia, a my nie wiemy nic o istnieniu Cole'a! Co z nim jest?! Czemu nie da znaku życia! Dlaczego!? CZEMU?! DLACZEGOOOOOO?!-Zaczęłam krzyczeć i zrzucać wszystko ze stołu na ziemię.
-Uspokój się Alicjo!-Krzyknęła Kat i odciągnęła mnie od stolika.
 Była silniejsza ode mnie. 
 Teraz naprawdę się bałam.
-Co z ... Bronxem? Szronem? Co z Ashem? Co z Revee,Adą...? Oni mogą nie żyć! Ja chcę... chcę... chcę tam być. Muszę, proszę. Kat, błagam...-Zaczęłam płakać.
 Byłam taka bezradna... Nic nie mogłam zrobić.
-Dobrze. Wsiadaj szybko do samochodu. 
Wybiegłam z domu i wsiadłam na siedzenie pasażera i czekałam na Kat. Kiedy szła poklepałam w okno i krzyczałam, by się pośpieszyła. Płakałam. Chciałam, być już w Forks... Wiedzieć, kto żyje a kto nie. Nie myślałam o koszmarze jaki tam panuje. Nie wiedziałam jak wjedziemy do Forks. Jakoś musiałyśmy się tam dostać. 
-Słuchaj się mnie. Teraz miasto Forks to nie Forks. 
Miała zupełną rację. Kiedy popatrzyłam na te gruzy i ten nieład... Ten koszmar... Ludzie na ulicy... Zamarłam. To na co było mnie stać, to tylko łzy które przedstawiały mój smutek,rozpacz i żal. Anima zniszczyła Forks. Zaczęła od tego miejsca, a co dalej? 
 Wojna nie potrwa długo. Francja zareaguje dosyć szybko kiedy wiadomość zostanie przez nich odczytana. Mam nadzieję, że gdzieś tu pod kamieniami nie leży Cole. O to tylko prosiłam. 
-Wysiadaj!-Krzyknęła nagle Kat a ja zrobiłam to co kazałam.-Biegnij za mną!!!
 Nie wiedziałam co się działo. Po chwili usłyszałam huk i wielkie ''bum'' tam gdzie zostawiłyśmy samochód. Wybuchnął, a ja miałam szczęście że jeszcze potrafiłam szybko biegać. Kat biegła dalej pośpieszając mnie. Biegła tak jak ja chociaż wiedziałam, że biega o wiele szybciej. Nagle usłyszałam huk. Kolejny, ale bliższy.Kat padła. Krzyknęłam. Jednak nie wiedziałam skąd poszła kula. Znajdowałyśmy się w ciemnym zakątku, a ja z całych swoich sił pomagałam Kat dojść ze sobą do bazy. Prowadziła mnie. 
-Nie dasz rady... Zostaw mnie.-Wysapała. Krwawiła z lewego uda. Jednak dawała radę iść z moją pomocą. 
-Dam radę. Spoko...jnie... 
-Szybko. Anima się zorientowała... że jesteśmy. 
Kiedy otworzyłam mosiężne czarne drzwi i korytarzem przeszłam na schody, Kat ciężej zaczęła wchodzić i oddychać. Rana wyglądała paskudnie. 
-Pomocy!-Krzyknęłam także wyczerpana. 
Na dół zbiegł Barry z bronią w ręku. Celował we mnie, ale kiedy zobaczył Kat opuścił ją. Odebrał Kat ode mnie i zostawił idąc na górę. Poszłam za nim. 
Na górze były dwa pokoje, jeden większy niż inne. Nie zobaczyłam nigdzie Cole'a. Kiedy mój wzrok napotkał Bronxa rzuciłam się na niego z rękoma.
 Tak, oszalałam. W panice,strachu i bezbronności mogłam oszaleć. Mogłam się tak zachowywać, bo już przyzwyczaiłam się do myśli, że Cole może tak naprawdę być martwy. 
-Co z Cole'em?!-Krzyczałam w kółko. 
Po chwili wyczerpana osunęłam się na ziemię. Płakałam. Bronx przykucnął przy mnie a reszta towarzystwa która znajdowała się w pokoju ulotniła się. 
-Cole żyje.-Zapewnił mnie.-Jest z grupą na zewnątrz.
-Posyłasz go... na śmierć... A sam siedzisz i nic nie robisz?-Szepnęłam.
-Alicja... sama wiesz, jak to wygląda. 
-Co z Francją?
-Jest w drodze. Za trzy dni dotrą. 
-Nie prawda!Nie prawda!-Wstałam i z boku zabrałam mu pistolet. 
Nawet zapomniałam jak się trzyma to cacko. 
Do pokoju wbiegł Ash. 
Naprawdę im pomaga?
To był dla mnie szok, ale w każdym razie zostawiając tu Adę ma na nią oko. Lub istnieje prawdopodobieństwo że wysłał ją i kogoś jeszcze do innego miasta. Przecież wojna na razie toczy się w Forks i trochę dalej i rozprzestrzenia się. 
 Spojrzałam na Asha a potem na Bronxa. Rzuciłam broń na ziemię i zalałam się płaczem. Wybuchnęłam jak bomba zalewając w sekundę swoją twarz łzami. Padłam po prostu w ramiona Asha. Jest mój przyjaciel, a gdzie reszta? Szron i Cole? Revee?
-Przepraszam...Przepraszam...Przepraszam...-Szeptałam w kółko. 
Ash był trochę w szoku bo stał sztywno. 
-Zabierz ją do pokoju obok. Musi odpocząć. Za dużo się stało i za dużo widziała.
Ash przytaknął i delikatnie złapał mnie i odprowadził do pokoju.
 Usiadłam na łóżko i bez słowa spuściłam wzrok.
-Co ci jest? Chciałaś nas zastrzelić?-Spytał spokojnie.
-Ja nie wiem... co tu... się dzieje... co tu robisz... dlaczego to się dzieje... Boże,Boże,Bożeeeee....-Złapałam się za głowę i zsunęłam się na podłogę. 
Ash ukucnął przy mnie i dłoń położył mi na ramieniu. 
-Nic ci nie będzie. Wiesz o tym? 
-Nie... Nie...A ludzie? Co z nimi...
-Nie żyją. Na razie w Forks jest mała liczba ludzi. Pamiętaj, że jesteś z nami i nic ci nie grozi. Widać, że się boisz...Ale nic ci nie będzie.
Kiwnęłam głową.
-Musze iść. Dasz sobie radę?
-T...Taaak... Idź... Dzi..Dziękuj....e... 
Chwilę patrzył na mnie a potem odszedł. 

 Do pokoju wszedł Cole po niespełna dziesięciu minutach. Wstałam i rzuciłam w niego książką. Potem kilka tomów książek lądowały na ziemi odbijając się to od umięśnionego ciała Cole'a czy też od ściany kiedy nie trafiałam.
-Nienawidzę cię! Nienawidzę!-Wrzeszczałam i kiedy dotarłam do niego waliłam w jego twardą klatkę piersiową pięściami. Mogę się założyć, że nic nie czuł kiedy to robiłam.-On też mówił że wróci! Nie wrócił! Nie wrócił! A ty?! Miałeś tydzień temu być! Miałeś być! Wczoraj też! Mówiłeś, że wrócisz! Wiesz co ja przeżywałam!? Boję się o ciebie rozumiesz?! A ty mnie zostawiłeś! Nie rób tego proszę!!! Błagam! Nigdzie się nie ruszasz beze mnie obiecaj mi to!
Przytulił mnie mimo tego że się wyrywałam i waliłam go pięściami. 
-Przepraszam... Obiecuję. 
-Nie opuścisz mnie jak on...-Szepnęłam.
-Nie opuszczę... Zostanę z tobą...
-Jesteś ranny...-Poczułam ciepłą substancję na dłoni.
-To nic. Zagoi się. Jestem cześciowo duchem, zapomniałaś...?
-Kocham cię, tylko proszę, nie znikaj. 
Pogłaskał mnie po głowie i pocałował. 
 Francja za 4 dni posprząta po Animie która wybiła wszystkie zombi jak i próbuje wybić nas. Kiedy zniknie Anima, świat znów będzie normalny... Nareszcie... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>