poniedziałek, 27 października 2014

Od Alicji

 Na razie musieliśmy odłożyć nasze plany o zniszczeniu Animy. Enzo cały czas mnie kontrolował, nie spuszczał z oka i takie tam, a mnie ponosił głód. Nie chciałam zabijać ani pić krwi, dla mnie to takie... obrzydliwe. Nie zastanowiłam się przecież o tym jaka będę i jakie będą ze mną problemy, ale jak na razie Enzo daje radę trzymać mnie krótko i pilnować, bym nikogo nie zabiła. Nie umiałam się opanować, ale on hipnotyzuje mnie i każe, bym nic nie zabijała do póki on mi nie pozwoli. Jak na razie to działało, ale walczyłam w środku z głodem. Nie mamy na razie gdzie ćwiczyć tego, bym opanowała pragnienie.
 Rano kiedy się obudziłam od razu wzięłam prysznic. Już wiem, dlaczego Enzo jest taki spokojny o wszystko. Jako wampir czuje się tą siłę i ... no to wszystko, że ma się na wszystko czas i resztę spraw w nosie. Jestem taka, bo odważyłam się wyłączyć człowieczeństwo, co całkiem mi się podoba. 
 Zeszłam na dół podskakując wesoło, zadowolona z każdej sekundy mojego nieśmiertelnego życia.Czułam się cudownie, nie było mi przykro z żadnego powodu, nie przejmowałam się tym, że mój przyjaciel próbuje mnie schwytać i zabrać do laboratorium Animy, gdzie mamy uderzyć. Na dole ujrzałam pokojówkę, która kładła właśnie czyste,złożone, uprane ubrania na fotelu. Te mieszkania tutaj były bardzo wygodne, dwa piętra, luksus... jak marzenie!
 Jednak ta poranna sielanka skończyła się, kiedy głód dał o sobie znać. Zesztywniałam i chcąc nie chcąc miałam ochotę zaatakować. Nagle słyszałam jej krew płynącą w jej żyłach... mm... 
 Taka dobra... 
 Jeść... pić...
 Kobieta spojrzała się na mnie i zapytała, czy wszystko w porządku, ja rzuciłam się na nią. Wpadłyśmy na ścianę. 
-Jestem głodna. Pora na śniadanko... prawda?
Kobieta krzyknęła a ja wgryzłam się w jej szyję. Słysząc trzask drzwi i kroki w naszą stronę wiedziałam, że to nikt inny jak Enzo. Westchnął głośno.
-Czy ja czegoś ci nie mówiłem kotku?-Mruknął zmęczony kontrolowaniem mnie.-Przestań...
Ja piłam dalej. Miałam ochotę na więcej. Jej krew była taka apetyczna... 
-Przestań, El!
 Puściłam pokojówkę martwą. Spojrzałam na Enzo a ten pokręcił głową zrezygnowany. Przerzucił ją na plecy i wyniósł gdzieś. Kiedy wrócił, zdążyłam zmyć krew ze swojej twarzy. Po chwili poczułam to samo obrzydzenie co po każdym posiłku w postaci krwi.
-Przestaniesz zabijać?
-Może tak, może nie...-Uśmiechnęłam się do niego.
-Jeśli tak dalej pójdzie, albo cię zabiję, albo zamknę w magazynach poza miastem. Mówię poważnie. Będziesz się karmić kiedy ci pozwolę.
-Jestem już duża, a ty... hmm... jakoś mi nie będziesz rozkazywał.
 Stanął przede mną a ja zesztywniałam. No dobra, trochę się go bałam... ale tylko troszkę... Ech...
-Mam bardzo,bardzo,bardzo dużo czasu, a ty masz się mnie słuchać, bo policja już zaczyna się mieszać w serię zabójstw. Załatwię ci torebki krwi ze szpitala. Ale masz siedzieć tu na tyłku i się nie wychylać, bo nie będę po tobie sprzątać. 
-Stoisz... odrobinę... za blisko.-Powiedziałam słodkim głosikiem i palcem dotknęłam jego klatki piersiowej, lekko uciskając, dając znak by się odsunął. 
-Przeszkadza ci to? Jakoś dwa tygodnie temu nie narzekałaś na bliskość z mojej strony. 
-Och, ale byłam pijana. A to się nie liczy. -Szepnęłam i odeszłam. 
Złapał mnie za rękę i odwrócił, a ja przewróciłam oczami zmęczona. 
-Daj spokój. Robię co chcę.
-To sama sobie radź z wampirem zombi i zabójcą w jednym. Powodzenia cukiereczku.-Cmoknął odsuwając się do drzwi.
-Czekaj... No dobra... Wygrałeś. Nie dam mu sama rady. Ale tylko dlatego chcę, byś został.
-Oczywiście.
-Załatwisz mi te torebki z krwią, czy nie?
Zrobiłam słodką minkę.
-Proszę..
-Potem. Wieczorem dostaniesz swoją porcję. 
-Dziwnie to brzmi. Jakbyś mówił do zwierzęcia w zoo.
-Tak się zachowujesz, jak mam mówić inaczej?
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
-Zdecydowanie jesteś najbardziej wkurzającym facetem jakiego znam, ale... pasuje mi to.
-A ty wkurzającą myślącą tylko o sobie dziewczyną, która zmieniła swoje imię i pragnie mnie zabić.
-Skąd wiesz, że pragnę cię zabić?
-Twoje oczy są czarne, co znaczy, że masz ochotę na krew wampira. To akurat da się powstrzymać.
 Tak, zmieniłam imię. Teraz jestem Elena... Dlatego Enzo mówi na mnie El. Nie podoba mi się ciągłe uciekanie... jedno miejsce tu, drugie tam, koniec świata i jeszcze dalej. 
-Idę się przejść.
-Nie zabij nikogo. Nie chce mi się po tobie sprzątać. 
-Dziś idziesz szukać Asha?
-Tak. Niestety nie pojawia się od dłuższego czasu. Będę w okolicy. 
-Ta,ta... -Machnęłam ręką i ignorując go odeszłam. 
 Łaziłam po mieście do wieczora, aż stałam się głodna. Nikt nie stał się moją ofiarą. Ku mojemu zdziwieniu opanowałam się, co mnie cieszyło. Stałam się teraz bardzo fałszywa przez co łatwo ludzie mi wierzą, ufają... A potem ich zabijam. Nie mam wyrzutów sumienia. 
 Nagle ktoś stanął za mną. Odepchnęłam go a atakujący padł na chodnik.
-Ładnie to tak zaczepiać damę Ash?
-Co z tobą, Ali?
-Od teraz jestem Elena, a... czekaj... Czy ty... jesteś... sobą...?
-A ty? Jesteś jakaś... Inna. Co jest?
-To z tobą coś jest nie tak! Jesteś moim przyjacielem...
 Nagle zaatakował. Zrobiłam unik.
-Nie chcę cię skrzywdzić!!-Wrzasnęłam.
 Wyłączyłam człowieczeństwo. Miałam dosc tej wredoty.Kochałam Asha jak brata i nie mogłam nic mu zrobić.
 On dalej robił swoje. Wykręcił mi rękę i ciągnął gdzieś. Nagle zjawił się Enzo.
 Walczyli tylko chwilę kiedy ja zareagowałam i pomogłam mu... udało nam się schwytać Asha. Zamknęliśmy go tak jak mówił Enzo. Teraz popilnuję go i zobaczymy co dalej z moim przyjacielem który... chce mnie zabic..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>