poniedziałek, 13 października 2014

Od Alicji

 Nie wiedziałam co się tak naprawdę dzieje. Ash nie wybudzał się co doprowadzało mnie do szału. Musiał się obudzić. Siedziałam przy nim prawie codziennie jak przy nieprzytomnej Kate. Mojej przyjaciółce dwa razy stawało serce a ja wtedy przeżywałam istny koszmar. Rozmowa ze Szronem była prosta i krótka. Nie wpuści Kate więcej na treningi. Pełni jej rolę strażnika od właśnie tej chwili. Kat miała szansę pokazać, że da sobie radę i nic jej nie będzie. Z tym pierwszym zaliczyła na szóstkę, tylko ostatnie oblała. Szron nie pozwoli jej już wejść na salę treningową chociaż z tego co słyszałam Kate nieźle sobie radziła w walce. Nie jej wina, że walnęła w nią bomba. Cud, że jeszcze żyje.
 Cole martwił się tym, że siedziałam całe dnie w szpitalu. Nie chciał mnie odciągać, czekał, aż sama poproszę go by zabrał mnie z tego miejsca. Jednak ja nie chciałam opuszczać Kate i Asha. To byli moi przyjaciele. A ja nie mogłam już stracić kolejnych osób które były dla mnie ważne.
 Jedyne co udało mi się zorganizować to pomoc dla siostry Kat. Pani doktor przyjechała jak najszybciej by pomóc małej. Kobieta zaproponowała darmową operację. Była jedną z najlepszych jaką udało mi się ściągnąć dla małej, a słyszałam, że płacić jej trzeba naprawdę sporo. Taka suma dla mnie to nie problem, bo rodzice pozostawili jakąś dużą sumę na koncie, ale nie chciałam ich wydawać na razie. Ale jeśli musiałabym, zrobiłabym to. Ktoś potrzebuje pomocy, a ja nie chcę tej pomocy odbierać. Szczególnie małej dziewczynce której mogę pomóc.
-Hmm... Operacja jest konieczna. Lewy policzek jest dosyć zmasakrowany. -Spojrzała na Cole'a. To spojrzenie mnie zaniepokoiło. Było... hm... Ona ewidentnie miała na niego ... ''ochotę'' (?).
 Chrząknęłam w stronę kobiety by odciągnąć ją jakoś od mojego faceta. Tak, jest pociągający. Ale na Boga, nie jest jej ,tylko mój. Ale cóż poradzić? Ona zdecydowanie była atrakcyjniejsza ode mnie. A szczególnie jej długie i piękne nogi i długie lśniące włosy nie mogły się równać z moim krótkimi nóżkami i średniej długości blond włosami. Jedyna pocieszająca informacja dla mnie? Mam niebieskie oczy, a ona brązowe. I ona jest brunetką. No... szlag! Jest naprawdę lepsza ode mnie. Tak, zdecydowanie. Cole ma powodzenie u kobiet... Ale i tak mam do niego zaufanie. Poprawka. Do niego mam bezgraniczne, a do tej żmii nie.
-A czy operacja jest bezpieczna?-Zapytałam kobietę.
-Tak. Jak najbardziej. W moich rękach nic jej nie grozi.-Pogłaskała małą po głowie a ta uśmiechnęła się lekko.-Bardzo ładne dziecko. Dobrze, że zadzwoniłaś. To ty dzwoniłaś, prawda?
-Tak.-Kiwnęłam lekko głową.
-Mhm.
 Odeszła a ja zignorowałam ją i nie patrząc na Cole'a zajrzałam do Kat, która spała. Spała? Czy była już martwa? Chciałam by żyła, pragnęłam tego. Następnie wpadłam do Asha na trochę dłużej. Chciałam by moi przyjaciele się wybudzili.
-Ash... Obudź się... Nie możesz tak spać i spać... To nie do pomyślenia, wiesz?-Szepnęłam.-Dobra, nie wrócisz do zabójców... Tylko proszę, wybudź się. Pamiętaj, że czeka na ciebie Ada, tak? Na sto procent przeżyła przejazd przez granicę... Na pewno. A ty jej nie zostawisz. Mnie też. I resztę przyjaciół. A musisz się obudzić. Pamiętaj, że jesteś zabójcą. Możesz się przenieść w ducha... pokazać nam... cokolwiek. Proszę. Tylko się obudź. I nie zasypiaj na zawsze...
 Po chwili serce stanęło. Wydałam z siebie krzyk i spojrzałam na maszynę. Zawołałam Revee, a ta przybiegła jak najszybciej.
-Zabieramy go na salę!-Krzyknęła i zawołała tą panią doktor.

 Nie wytrzymałam. Nie wiedziałam, czy Ash przeżył czy też nie. Ja miałam dość ciągłego strachu o kogoś i tego, że wszyscy mnie opuścili. Opuszczają cały czas. Wybiegłam ze szpitala i wbiegłam do lasu. Zaryczana stanęłam i obejrzałam się we wszystkie strony. Za mną podążył oczywiście Cole. Słyszałam jego głos i jego kroki.
-Chodź... Muszę cię stąd zabrać.-Spojrzał mi w oczy.
-Nie! Nie ruszę się stąd! Chcę wiedzieć co z Kat i Ashem!
-Musisz stąd wyjechać. Szalejesz tutaj. Widzę to. Nie tylko ja. Wyjedziesz ze mną.
-Nie mogę... Nie chcę... Ja....Ja nie zostawię przyjaciół!
-Będziesz na bieżąco.
-Nie! Zostaw mnie!-Ruszyłam przed siebie.
 Ale on był ode mnie szybszy. Przerzucił mnie przez ramię jak worek kartofli a ja obijałam go pięściami. Waliłam w jego plecy ale i tak miałam wrażenie, a raczej byłam w stu procentach pewna, że wcale nic nie czuje. To mnie ręce zaczęły boleć jakbym waliła w worek treningowy. Niechcący walnęłam go kolanem w brzuch, ale trzymał mnie mocno.
-Ali, uspokój się.
 Nie. Skończyłam z tym spokojem. Wykręciłam tułów i zsunęłam się z jego ramienia. Nie mógł nic na to poradzić, ale zdołał mnie złapać zanim spadłam na ziemię.Wyprostowałam się szybko, starając się mu umknąć, pobiec.
 Złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał.
-Uspokój się.-powtórzył.-Mówię poważnie.
 Uspokoić się? Uspokoić się! Dosłownie eksplodowałam.
 Rzuciłam się na niego,wymierzając cios z lewej,prawej,lewej. Uchylał się, wyginał do tyłu,przechylał w bok; ani razu nie trafiłam i tym bardziej mnie to złościło.
-Co się z tobą dzieje?-Spytał ostro.
-Moje życie znowu się zmienia i kiedy już myślę,że jestem na właściwej drodze, dzieje się coś, co dowodzi, że się myliłam,a ja jestem zmęczona tym, że się ciągle mylę i chyba jestem wściekła na życie, bo cały czas daje mi kopa. Cały czas zabiera mi kogoś i potem ja najbardziej cierpię. Nie wytrzymam już! A jestem zła na ciebie, bo zostawiłeś mnie bez żadnej wiadomości! Zniknąłeś, a ja myślałam że jesteś martwy! Przez tydzień zero wiadomości o tobie, zero! Nie wiem ile zdołam znieść tych śmierci i zniknięć! Nienawidzę samotności, nienawidzę!
 Zamierzyłam się na niego. Znów zrobił unik.
-Myślisz, że było mi łatwo przebywać z dala od ciebie?
-Tak.
-Ojciec powiedział mi, że nie będzie się wtrącał w nasz związek, jeśli rozstanę się z tobą na dziesięć dni. Tylko na dziesięć. Żadnych kontaktów. Miał chyba nadzieję, że tęsknota i pragnienie przygasną. Wiesz, który to dzień, Ali? Dziewiąty. Nie potrafiłem wytrwać przez jedną cholerną noc.
 Znieruchomiałam, ciężko dysząc. Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć.
 Popatrzył na mnie.
-Kocham cię, Ali. Rozumiesz? Kocham cię.
-Kochasz mnie...-Szepnęłam.
-Nigdy nie powiedziałem tego żadnej dziewczynie.-Uniósł brodę i napiął ramiona i rozstawił szeroko nogi, jakby się szykował do prawdziwej bitwy.-Jesteś uparta, zbyt ciekawska, co niejednokrotnie komplikuje ci życie, i stałaś się nieprzewidywalna, ale tak, kocham cię.
 On.
 Mnie.
 Kocha.
 Oddychałam tak ciężko,że moje piersi ocierały się o jego pierś. Nasze nogi były splątane;czułam każdy skrawek jego ciała. Przesunęłam językiem po wąskiej linii jego ust; gniew ustępował przed pragnieniem.
-Powiedz mi, co do mnie czujesz.-Poprosił chrapliwie.
-Nie.-Pokręciłam głową z uśmiechem.
-Powiedz.
-Nie.
-Świetnie. Więc ja to powiem. Ja pragnę ciebie, ty pragniesz mnie. Chwilowo to musi wystarczyć.
 Przywarł do mnie wargami, jego język wniknął głęboko, i było to tak doskonałe, że zajęczałam.Jego smak,jego żar, jego siła,jego... wszystko. Tego mi brakowało. Tego tak bardzo łaknęłam.
 Objęłam go w pasie nogami i wygięłam się w łuk, nie mogąc się powstrzymać.Puścił moje ręce, a ja z miejsca zanurzyłam palce w jego włosach.
 Ciśnienie narastało, niemal nieznośnie, a jednak nie dość - nie dość, muszę więcej - kiedy jego dłonie wędrowały po mnie, dotykając piersi, robiąc rzeczy ... tak ekscytujące. Gdy wciąż szalały we mnie różne odczucia, moja skóra stała się wrażliwsza, krew gorętsza; nerwy iskrzyły. Uwielbiałam to.
 Kochałam go. Musiałam mu powiedzieć, jak tylko uwolnię się z jego uścisku. Jak tylko uwolni mnie ze swoich cudownych objęć.Złakniona ponad wszystko dotyku tak bliskiego, jak to tylko możliwe, wsunęłam mu dłonie pod koszulę i przesunęłam paznokciami wzdłuż kręgosłupa.
-Uwielbiam, kiedy mnie dotykasz.- powiedział.
 Zrobiłam to znowu, a pocałunek wymykał mi się spod kontroli, aż w końcu gryźliśmy się nawzajem, on szarpał moje ubranie, ja szarpałam jego,och, to miało się stać, czyż nie? Tutaj i teraz, na dworze, w zimnie. Nie wiedziałam, ile mi jeszcze zostało czasu, więc nic nie mogło mnie powstrzymać przed spełnieniem tej chwili.
-Okay, powinienem się domyślić, dlaczego wyszliście tak niespodziewanie.
 Szron, któż by inny.
 Do diabła! Miałam dość tych ingerencji!
 Cole zerwał się ze mnie, przyjmując pozycję obronną.
 Szron poruszył ramionami, jakby się rozgniewał, twardy i nieustępliwy, i równie gotowy.
-Nie próbuj się mnie pozbyć. Nie odejdę bez Ali.
-Doskonale, ale się odwrócisz.-Warknął Cole.
 Wydawało mi się, że Szron chce zaprotestować, ale wykonał posłusznie polecenie.
  Policzki mi płonęły, a serce waliło, kiedy podniosłam się i usiadłam. Cole pomógł mi doprowadzić do porządku zmięte ubranie, potem zajął się swoim. Nasze spojrzenia spotkały się na sługą, pełną napięcia chwilę i oboje wiedzieliśmy, że jest milion rzeczy które pragniemy wyznać, ale nie możemy. Nie teraz.
-Później - wymówił bezgłośnie, zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
 Otoczył mnie ramieniem i ruszyliśmy z powrotem w stronę domu.
-Dobra, słuchaj Ali - zwrócił się do mnie Szron.- Wiem, że nie zaliczałem się ostatnio do twoich wielbicieli, i jest mi przykro. Lubię cię, naprawdę, i zdaję sobie sprawę, że przechodzisz teraz bardzo trudny okres, ale widziałem, co zrobiłaś Cole'owi, i wyobrażałem sobie, że robisz to samo Kat - wyznał urywanym głosem,-Nie jest dość silna, by przeżyć. Teraz to pokazała.
-Rozumiem.-odparłam.-A jednak... Nie do końca. Co zrobiłam Cole'owi?
 Cole stał na werandzie i palił fajkę, a ja ze Szronem siedzieliśmy w kuchni. Kat spała po zjedzonym posiłku, więc mieliśmy jakieś 6 minut zanim przyjdzie Cole.
-Cole zabronił mówić ci cokolwiek o tamtej nocy, kiedy zombi cię ugryzło.
-Ale musisz mi powiedzieć.
-Kiedy myśleliśmy, że zemdlałaś, ty nagle otworzyłaś oczy. Były czerwone. A twoja skóra blada, z czarnymi smugami na twarzy. Wiedzieliśmy, że właśnie przemieniłaś się w zombi, ale nie mieliśmy pojęcia, dlaczego antidotum nie zadziałało. Pan Ankh powiedział, byśmy się odsunęli,bo albo uciekniesz, albo zaatakujesz kogoś z nas. Twój wzrok padł na Bronxa, potem na mnie, a następnie na Cole'a. Jednak ty rzuciłaś się w ucieczkę. Cole cię złapał a ty... zaczęłaś z nim walczyć. A raczej ty chciałaś z nim toczyć bitwę, bo on nie mógł cię skrzywdzić. Unikał twoich ciosów, ale kiedy Wiktoria przybiegła za Cole'em... Wykorzystałaś chwilę jego nieuwagi i uderzyłaś go z wielką siłą. Zaczęłaś go okładać... Wiktoria skończyła z wybitymi zębami i złamanym nosem...
 Nie mogłam w to uwierzyć, ale tylko początkowo. Już wiedziałam, dlaczego ojciec Cole'a kazał mu trzymać się ode mnie z daleka. Boże, co ja narobiłam? Cole był zły? Na mnie?
-Cole jednak nie był na ciebie wściekły. Kiedy zapadłaś w sen po podaniu ci zastrzyku on sam zaniósł cię do pokoju i troszczył się o ciebie jak o dziecko.
-Matko... Nie wiedziałam... a... ale to było dawno. Nie obawiaj się, że zrobię cokolwiek Kat.
-Mam nadzieję. Teraz mam ją na oku, jeśli się obudzi, to ja będę jej towarzyszył na każdym kroku. Tylko nie mów jej o tym.
 Kiedy Cole zjawił się w kuchni, pociągnął mnie za rękę bez słowa i zaprowadził do mojego pokoju.Jego dotyk sprawił, że zrobiło mi się gorąco, ale jego lodowate dłonie mówiły, że to co ma mi do powiedzenia dla ucieszy mnie.
-Musimy wyjechać.
-Co?
-Miastem ma zająć się Francja. A to oznacza, że szkoła będzie zamknięta, każda. Każdy budynek pracy, wszystko zamknięte, bo będzie w odbudowie. To nie będzie tylko tydzień, Ali-gator.
 Zacisnęłam wargi i spojrzałam mu w oczy. Były tak cudownie błękitne, że przypomniały mi ocean.
-Ale... to oznacza, że wszyscy muszą się wynieść?
-Ci co tu mieszkają, tak. Wszyscy, cała grupa zabójców ma lecieć do Rio De Janeiro.
-Wow... Ale... Ci którzy nie są zabójcami? Co z nimi?
-Mogą jechać z nami, ale jeśli nie chcą, to zostają. Ci co są w śpiączce i tak polecą z nami. Muszą być z nami do póki się nie obudzą. Nie zostawimy ich tu. Będziesz miała oko na Kat i... Asha...
-Nie bądź zazdrosny, nie masz o co.-Pociągnęłam do za koszulkę i przyciągnęłam do siebie.
 Pocałowałam delikatnie a on odwdzięczył się tym samym, tylko w lepszej wersji.
-Kocham cię.-Szepnęłam i zamknęłam oczy opierając czoło o jego klatkę piersiową.-Tak bardzo cię kocham...
Westchnął głęboko i pogłaskał mnie po głowie.
-Ja ciebie też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>