Kat martwi się także o mój stan psychiczny. Widzi jeśli coś jest nie tak ze mną, na razie skutecznie to ukrywam. Ale muszę tylko powiedzieć, że wszystko jest okay, uśmiechnąć się i iść dalej. Tak mówię wszystkim. Bronx,Szron,Cole,Veronica,Victoria,Brand... No i reszta. Cole uważa, że przemęczałam się i przyzwyczaiłam swoją duszę do treningów i smrodu zombi, co powodowało zbiór energii i siły. Co znaczyło, że musiałam zabijać każdą martwą komórkę ciała zgniłych i martwych ludzi.
-Mam nadzieję, że z raną jest w porządku Ali?-Odezwała się Kat.
-Ta...-Skinęłam głową.
Kłamstwo.
Tak, ostatnio dosyć dużo musiałam kłamać. Nie lubiłam tego, ale i tak dobrze mi szło. Kłamstwo nie jest żadną sztuką, ani niczym co można by chwalić. Jednak w takiej sytuacji, kiedy użarło mnie zombi i wpuściło w moje ciało swój jad... Nie mam innej możliwości. Po prostu muszę kłamać.
-No to fajnie.-Uśmiechnęła się patrząc na mnie a potem na drogę.
Kat prowadziła zawsze uważnie, nie spuszczając oczu z drogi. To udało mi się zauważyć. Była czujna. Jej siostra siedziała z tyłu. Miała sześć lat. Lubiłam się nią zajmować, kiedy np. rodzice Kat często wyjeżdżali a ona sama zostawała z Renee (jej siostra) w domu. Kat spotykała się ze Szronem, a ja przejmowałam pałeczkę. Wtedy Renee była w niebo wzięta kiedy zajmowałam się nią.
-Aliiii...-Przeciągnęła Re.
-Słucham?-Spojrzałam w lusterko by spojrzeć jej w oczy. Mała była uśmiechnięta, co było zupełnie normalne.
Była pogodna, lubiła być w centrum uwagi. Ale była naprawdę mądra.
-Wiesz, że Kat...
-Ciiiś!-Przerwała jej ''pani kierowca''.
-O co chodzi?-Spytałam coraz bardziej ciekawa.
-No..Ech... Chodzi o to, że... Nie wiedziałaś, że jestem duchem. Że jestem zabójcą... Teraz mała to wypaplała. Teraz dopiero to wszystko się ujawniło. Szron zabrania mi jakiejkolwiek pomocy zabójcą... ale ja chcę.
-Nie pogadam z nim, Kat. Troszczy się o ciebie.
-Ale ten idiota... On... no wiesz! Sama decyduję co robię a co nie. Palant.
-Nie mów tak o Szronie.-Mruknęła zła Renee.
-Lubisz go?-Spytałam.
-Tak. Fajny jest. A Kat go nie docenia.
-Naoglądałaś się za dużo filmów moja droga.
-A rodziców i tak nie ma często w domu. Ty jesteś dla mnie jak mama. Szron jak tata.
-Naprawdę?-Spytałam
-Szron kocha dzieci. Kiedy jest u mnie cały czas się z nią wygłupi.Bardzo się lubią.
-Jesteś zazdrosna o swoją sześcioletnią siostrę?-Spytałam rozbawiona.
-Nie tylko poświęca więcej czasu jej kiedy jest u mnie. A przychodzi dla mnie. Na moją prośbę, albo kiedy sam chce.
Nie chciałam tego ciągnąć. Nie znałam się na sprawach damsko-męskich. Już od dawna nie interesuję się tym.
Po kilku dniach wizja znów nastąpiła. Znów z Ashem. Na obiadowej kiedy stałam z tacą po jedzenie, przy mnie stał też Ash. Unikałam go nadal, ale teraz nie miałam drogi ucieczki, głupio by wyglądało, gdybym nagle uciekła.
Spojrzeliśmy sobie w oczy... I bach!
Wizja przyszła. Może nie taka sama, ale podobna. Bardziej... ostrzejsza niż tamta pierwsza?
Nie chciałam o tym myśleć. Znów przepraszałam milion razy Asha, ale co dziwniejsze, jak sam Ash mi powiedział, z nikim innym nie doznaję wizji ilekroć spojrzę w oczy danemu chłopakowi. Jest kontakt wzrokowy, a nie ma wizji. Dziwne.
Tym razem także unikałam Asha. Nie miałam siły już więcej doznawać wizji, zwłaszcza, że sprowadziłabym na niego kłopoty, jak na każdego innego mojego przyjaciela. Ash nie jest moim przyjacielem, jedynie znajomym, z którym doznaję wizji... Przecież się nawet nie znamy, a tu co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz