niedziela, 26 października 2014

Od Asha

Uderzyłem w dach samochodu. Wgniotłem go. Wstałem i ulotniłem się. Jest pod opieką pierwszego wampira. To troche utrudnia sprawe jednak dam rade. Ta cała Bell jest potrzebna. Jedno tylko nie daje mi spokoju. Skąd ona wiedziała jak mam na imię? Zna mnie? A jak tak to skąd? To nie możliwe...
Szedłem mrokiem ulicy. Nagle zobaczyłem jednego bezdomnego.
-Ehh... jak się nie ma co się lubi to sie nie powinno wybrzydzac tego co się ma...
Zatopiłem w nim kły. Zabiłem go. Jak zwykle zostawiałem za sobą ciała. Tu Anima nie posprząta po mnie. Ale na pewno nikt się nie zmartwi smiercią bezdomnego. A nawet gdyby... co mnie to?
Nagle stanął mi przed ocząmi obraz tej dziewczyny. Jak zapaliła w tym hotelu światło i mnie zobaczyła. Miała taki wyraz jakby wcześniej coś jej zginęło a teraz to znalazła, tak jakby oczekiwała czegoś i nagle to się stało, jakby już traciła nadzieje na coś a nagle to coś dostała... Była zaskoczona ale ucieszyła się. Potem jednak była zdezorientowana i przerażona. Ale nie ja ją przeraziłem... raczej to co się stało. To że ruszylem na nią i starlem się z jej barierą ochronną w postaci pierwszego. Widziałem wtedy też smutek w jej oczach. Teraz już nie wiedziałem co o tym myśleć... Co to wszystko ma znaczyć?
Nie rozumiałem tego. Wcale. To było dziwne. Bardzo dziwne.
Ukryłem się w domu jakiejś starszej kobiety. To znaczy... juź ne jej bo ona leżała teraz (a raczej jej ciało... ) w fotelu z rozerwanym gardłem i szeroko otwartymi oczami. Ja siedziałem natomiast na kanapie i patrzyłem się na nią ocierajác usta z krwi i otwierając piwo. Byłem mordercą bez serca... bez uczuć. To mi pasowało. Nie obchodziło mnie to kim byłem... czy miałem jakąś rodzinę, przyjaciół i moźe nawet dziewczyne czy narzeczoną. To było kiedyś. Teraz jest teraz. I to się tylko liczy. Teraźniejszość. Nic więcej mnie nie obchodzi. Byłem maszyną do zabijania a nie kochania czy czegoś w tym stylu. I to mi pasowało... zabijanie bez zastanowienia się nad swoimi czynami czy sumienia. A jak komuś to nie pasuje i nie jest moim Panem to... skończy jako zimny trup.

***

Zasnąłem nad ranem. Byłem przestawiony na nocny tryb życia. W dzień spałem a w nocy polowałem. Tak już było przez dobre 7 miesięcy. Nikt nie starał się nawet tego zmieniać.
Kiedy o zmroku się obudziłem.. musiałem zapolować. Koniecznie. Choć bardziej była to zachcianka nich potrzeba..

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>