Po paru próbach byłem bardzo głodny. Utrata krwi sprawiała ze głód wzrastał. I tak było parę godzin.. szarpałem sie, walczyłem. Aż nie czułem już rąk i nóg.
Nagle po paru godzinach nagle drzwi sie otworzyły i weszła Ali.. a obecnie El.
-Jak sie czujesz?-zapytała.
-Co chwila walczę ze sobą.. jedna cześć mnie chcę cię dorwać i zanieść Animie a druga... ma ochotę CIę rozszarpać aż nic z ciebie nie zostanie.
-Trzymaj.-rzuciła mi torebkę z krwią.
-Pfff... zgłupiałaś? Ja nie piję mrożonki.-zaśmiałem się.
-Spróbuj.-powiedziała.
-Nie.
-Chcesz umrzeć?
-Ja już i tak nie żyję. To znaczy tylko w 2/3.. bo zombi i wampir są istotami martwymi w pewnym sensie... no wiesz takie chodzące trupy co ma sie do zombi jak ulał... jednak zabójcy są żywi. Wiesz jak to jest? Zabójca jest człowiekiem.. wampir żywi sie ludzką krwią... zombi żywi sie człowiekiem.. a zabójca zabija zombi. Mam w sobie sprzeczności.
-Ash.. przypomnij sobie to wszystko. Ada. Pamiętasz ją?
-Kogo?
-Twoja dziewczynę. Adriannę.
-Nie nie pamiętam. Ale wiesz? Nie przejmuje się. Tak mi dobrze. Uszanuj to i sie odwal.
PO chwili wyszła a ja nadal walczyłem z metalowymi łańcuchami. Metal nie był trudny do rozerwania dla wampira.. jednak zombi zabijał metal. Kurde..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz