środa, 15 października 2014

Od Asha

Byłem załamany tym co spotkało Ali. Nie mogłem w to uwierzyć. Miałem ochotę dorwać tego co jej to zrobił i zabić.. I obiecałem sobie że to zrobię. Od mojego wypadku minęły już 3 tygodnie.. w tym jeden byłem nieprzytomny. Jako ze byłem zabójcą.. to szybko dochodziłem do siebie ale jeszcze nie do końca odzyskałem sprawność. Olałem to. Dziś w nocy wyruszę na poszukiwanie.


Kiedy minęła 22 wymknąłem się przygotowany do "misji". Sam. Było to nie odpowiedzialne ale.. nie mogłem z nikim sie podzielić tym co spotkało Ali. Czułem że to dotyczy i mnie. Nie wiem dlaczego.. ale wziąłem sobie bardzo do serca zemstę.
Okłamałem Ali. Tak na prawdę w ogóle nie miałem kontaktu z Adą. Już ponad miesiąc.. Ady numer był nieaktywny i tak samo jej rodziców. Martwiłem sie i to bardzo. Po tym wypadku.. gdzie prawie zginąłem napisałem list. Skierowany do Ady i mojej rodziny. Były to listy pożegnalne. Schowałem je u siebie w rzeczach z nadzieja że kiedy.. mnie już nie będzie ktoś je znajdzie i da je Adzie i mojej rodzinie. Jednak liczyłem na to że nigdy nie bedzie takiej sytuacji.. nie chciałem opuszczać moich bliskich.

Szedłem przez mrok. Wszędzie były ruiny. Cisza była niepokojąca. Nic... nawet najmniejszego ruchu. Pusto. A jednak nie. Nagle usłyszałem czyjeś kroki i w ostatniej chwili uchyliłem się. Ktoś mnie zaatakował. Jednak powaliłem tego kogoś. Był to człowiek Anime. Nagle zobaczyłem ich więcej. Zgarnąłem moja ofiarę na bok i zakryłem jej usta by nie mogła wydobyć głosu.
-Ciii..-wyszeptałem mu do ucha.
Ludzie Anime minęli nas nic nie podejrzewając. Kiedy było już bezpiecznie zaciągnąłem mojego jeńca w bezpieczne miejsce i tam zacząłem przesłuchanie.
-Alicja. Mówi Ci to co?-zapytałem.
-Pieprz sie! Zginiesz jak pies!
-Zadałem ci pytanie szmato!-przywaliłem m jedną gałę.-Powtórzę. Alicja Bell mówi co to co?
-Nic nie powiem.-wysyczał wiec znów mu przywaliłem.
-A może jednak zaczniesz gadać?

***

Wytarłem ręce z krwi i ruszyłem w mrok nocy. Na dziś już dość. Dowiedziałem sie czego miałem sie dowiedzieć. Małymi kroczkami co noc.. dotrę do celu.

Wszedłem do budynku. Na szczęście nikt mnie nie zobaczył. Wszedłem do "swojego pokoju" i usiadłem na prowizorycznym łóżku. Ramię mnie bolało. To w które zostałem postrzelony. Zdjąłem czarną koszulkę i przyjrzałem sie ranie. Była paskudna. Wypływała z niej jakaś maź. Ni to zielona ni to czerwona. Coś pomiędzy. Dziwiło mnie to że rana nie zagoiła sie.. powinna już zostać tylko blizna. Przyłożyłem koszulkę do rany i przycisnąłem. Maź zaczęła płynąc jeszcze bardziej. Zapiekło. Zaniepokoiłem się. Jednak nie mogłem nikomu powiedzieć co sie dzieje. Zaczęli by mnie bardziej mieć na oku a na to sobie nie mogę pozwolić. Mam cel do osiągnięcia.. i zrobiłem ku niemu już pierwsze kroki. Ali nie dowie sie .Nie powiem jej o niczym. Nie wzbudzę nawet podejrzeń. Piec lat ukrywałem przed Adą to ze jestem zabójcą.. to teraz nie dam? NIKT SIĘ O NICZYM NIE DOWIE!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>