niedziela, 5 października 2014

Od Alicji

 Dobrze się bawiłam z Cole'em. Nawet nie wiedziałam, że dziś choć raz się uśmiechnie. Rzadko widziałam go z uśmiechem na twarzy, chyba, że był z Bronxem czy Szronem. Cole był moim przyjacielem od roku, jednak nie zawsze mieliśmy dla siebie czas. Wiedziałam o nim wszystko, a on o mnie. Nie zawsze się rozumieliśmy, ale cieszyłam się, że go mam. Właśnie teraz. Czułam się przy nim bezpieczna.
 Dotarliśmy na niewielką polanę a przez nią płynęła szeroka rzeka. Było ciepło, a jakiś głosik w środku mnie mówił Zdejmij tą koszulkę... błagam... 
 Zdenerwowana swoimi myślami odwróciłam wzrok od pociągającego przyjaciela i zaparzyłam się w mniej atrakcyjną trawę. Cole zauważył moją dziwną minę, która świadczyła tylko o smutku i może... znudzeniu? Zdecydowanie tak. Znudziłam się sobą. Moje myśli mnie doprowadzały do szału, a co jeśli to moja dusza chce mnie zdenerwować? Chce bym czuła do Cole'a coś więcej?
 Cholerstwo...
Cole nagle naskoczył na mnie i złapał w pasie. Tym szybkim ruchem sprawił, że nie mogłam się ruszyć, a znałam jego zamiary. Szarpałam się i mówiłam, by mnie puścił, jednak on wrzucił mnie do rzeki. Krzyknęłam, kiedy moja skóra zetknęła się z lodowatą wodą.
-Zabije cię Cole!-Warknęłam zła i wgramoliłam się na trawę.
Wstałam i zaczęłam gonić Cole'a, jednak on był tak szybki jakby był pod postacią ducha. Biegał błyskawicznie, a ja w porównaniu z nim jak żółw. Jak ślimak...
-Żałosne jest to, jak szybko potrafisz biegać.-Westchnęłam zmęczona.
Cole roześmiał się i stanął już bliżej mnie.
-Nadal chcesz mnie zabić czy podajemy sobie ręce?-Spytał rozbawiony całą sytuacją.
-Zabić... To mi bardziej odpowiada. Zdecydowanie.-Przytaknęłam.
-Mhm...-Mruknął Cole.-Więc wskoczymy razem.
-Co?-Spytałam.-Nie wejdę do lodowatej wody! Nie ma mowy...
 Zrobił gwałtowny ruch rękoma a ja jakbym przygotowała się do rundki boksu podniosłam ręce. Zdjął koszulkę a mnie zmroziło kiedy ujrzałam jego mięśnie i tatuaż na lewym ramieniu. Tak, rzeczywiście. Bardzo pragnęłam by zdjął koszulkę.
-Okay... Skoczę pierwszy, a ty po mnie.
-Nie skaczę.
-No to skoczymy razem.-Wzruszył ramionami.
-Nie,nie!
Nie zdążyłam uciec, bo szybkim ruchem przerzucił mnie przez ramię i skoczył do wody. Wtuliłam się w niego tak szybko jak potrafiłam, a kiedy wynurzyłam się z wody, westchnęłam zła na Cole'a.  On wpadł w śmiech i wyszedł z wody podając mi rękę bym wyszła.
Kiedy to zrobiłam, na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a on podał mi koszulkę.
-Dzięki.-Mruknęłam.
-Nie bądź zła.-Mrugnął do mnie.-Trochę szaleństwa ci nie zaszkodzi.
-Tobie też.-Uśmiechnęłam się lekko.
Zadzwonił telefon Cole'a. Leżał na trawie. Podniósł go i odebrał powoli, jakby nie chciało mu się rozmawiać z daną osobą lub w ogóle gadać.
-Tak Bronx. Jest ze mną. Nie, nie przyjedziemy... Jak to? Anima znów uderzyła? Zabiliście ich?... Dobrze... Muszę przyjechać? ... Alicja też? ... Jasne. Do zobaczenia.
-Bronx? Czego chciał?
-Kat powiedziała mu, że jesteś u mnie.-Złapał swoją koszulkę i ubrał się.
Ja tak samo.
-Przebierzesz się i jedziemy.

 Kiedy jechaliśmy samochodem przez las, Cole wjechał w nieznaną mi drogę leśną.
-Gdzie jedziemy?-Spytałam.-Sala treningowa jest przecież w Forks.
-Teraz jedziemy do drugiej, lepszej sali o której nie wiedziałaś.
-Od kiedy ona jest w tym lesie?
-Od trzech lat. Nie wiedziałaś o niej, bo nie wiele osób miało pojęcie, że ta istnieje.
-Mhm. A... Po co tu jedziemy?
-Tamta będzie pewnie przeglądana przez Animę. Wzięliśmy rzeczy,broń... wszystko. Sala jest pusta, by Anima nie dostała w ręce czegoś, czego nie powinna mieć.
-A ta jest lepsza?
-O wiele. Nowocześniejsza. Bronx wydał sporo kasy, New York sporo zażądał, ale wiadomo, że dla naszego przyjaciela kasa to nie problem.
Uśmiechnęłam się i właśnie Cole się zatrzymał.
Było pusto.
-Musimy iść?
-Nie.-Pokręcił głową.-Chodź.
Pociągnął mnie za rękę  i poprowadził kawałek. Otworzył wielką klapę, która była bardzo dobrze ukryta. Nie zauważyłam jej wcale. Była nieźle zakamuflowana.
-Wchodź.-Uśmiechnął się a ja od razu zrobiłam to, o co mnie poprosił.
 Zeszłam po krętych schodach. Było ciemno. Zupełnie nic nie widziałam, nawet swoich dłoni. Butów... Kiedy Cole zszedł za mną zamykając klapę, poprowadził mnie w głąb ciemnego korytarza. Szliśmy minutę, może troszkę więcej, a tu ukazała się wielgachna sala treningowa. Sprzęty których nigdy nie udało mi się ujrzeć na oczy. Ale byli tu też ludzie. Uczniowie, którzy nic nie mieli wiedzieć o Zabójcach, Animie,zombi... Byli tu. Także Revee wraz z Ashem siedziała na krześle i uspokajała go. Kiedy wyłoniłam się wraz z Cole'em z ciemnego korytarza poczułam na sobie miliony oczu. Ludzie skupili się na nas, jak i niektórzy zabójcy. Bronx podszedł do nas i z uśmiechem powitał Cole'a.Jednak zaraz spoważniał kiedy wszyscy zajęli się sobą.
-Mamy tu szpiega.-Szepnął.-Jeden z nich przekazał wiadomość Animie, gdzie znajdowała się nasza sala.
-Jak to do cholery?-Warknął Cole.-Nie wiesz kto to?
-Nie. Czekałem na ciebie. Zaraz sprawdzimy kto tu jest szpiegiem. Jak wiesz, szpiedzy nie wiedzą jak zabójcy walczą.
-Rozumiem. Robi się.
Cole szepnął mi na ucho, żebym usiadła na jednych z krzeseł, jeśli coś się zacznie dziać, to mam nadal nie reagować.
-Wszystko będzie dobrze.-Dokończył i odszedł.
Powoli ruszyłam na krzesło przyglądając się Cole'owi. Jego każdy ruch był zdecydowany,mocny... Kiedy wskoczył na jeden z ringów donośnym głosem krzyknął.
-Słuchajcie mnie uważnie, bo dwa razy nie będę powtarzać.-Rozejrzał się po sali.Wszyscy umilkli i skupili uwagę na nim.-Wszyscy zabójcy, PO KOLEI, bez głupot stawią się na ring. Nikt stąd nie wyjdzie od teraz. Bronx i Szron, a także Paul mają na was oko z każdych stron wyjścia. Od teraz zabójcy wchodzą na ring.
 I tak jak kazał, wszyscy wstali z miejsc. Ash także, chociaż niechętnie ruszył pośpiesznie na ring. Odprowadziłam go wzrokiem, jednak później dotarło do nas, że żadna wizja nie miała miejsca. Dopiero wtedy się stała, kiedy spojrzał na mnie gdy wchodził na ring.

 Zaczął okładać mnie pięściami. Krzyczałam, by przestał. On jednak krzyczał, że jestem zdrajcą, że muszę zdechnąć. Że zombi musi zostać zlikwidowane. Ja byłam cała poobijana. Złapał pistolet, strzelił do Szrona, Kat i Wiktorii. Próbowali mnie uratować.
 Ash teraz kopał mnie i po chwili wycelował we mnie pistolet. Krzyczałam,prosiłam go by nie strzelał. Usłyszałam głos Cole'a.
Och nie...
Cole właśnie doznał wizji wraz ze mną. Widział wszystko.
Ash strzelił do mnie. Strzelił trzykrotnie. W kolano,udo i brzuch. Krzyknęłam, płakałam... Ból był niewyobrażalny.

 Przerwałam siłą woli wizję, a teraz zauważyłam, że Cole wkurzony okłada Asha jak oszalały. Ash dopiero po kilku mocnych ciosach podniósł się i unikał zadawanych kolejnych ciosów Cole'a. Zaczęła się ostra walka pomiędzy nimi. Krótka, bo Bronx zareagował w porę. Nawet nie zauważyłam, jak Szron przechwycił szpiega. Bronx odepchnął Cole'a na bok.
-Co w ciebie wstąpiło?!
Cole nie odzywał się, tylko morderczo wpatrywał się w Asha. Ten tak samo. Obaj zabijali siebie nawzajem wzrokiem, jednak żaden nie miał zamiaru zrezygnować.
 Nagle zdawało mi się, że Ash uśmiechnął się złośliwie do Cole'a. On także to widział. Nie wiem co to miało znaczyć, ale Cole przyłożył mu z niewyobrażalną siłą.
 Tak, Cole był najsilniejszy z grupy. Łącznie z Bronxem. Oni byli szkoleni dosyć długo, pokonaliby z łatwością niedźwiedzia, lub tygrysa. Naprawdę, ich siła jest niesamowita. Jednak myślę, że Ash dał siebie pokonać, lub po prostu chce wylecieć z grupy. Chce wyjść na słabego, by mógł wrócić do Ady.
 Ash padł na bok, a ja szybko wbiegłam na ring. Stanęłam przed Cole'em. W oczach miałam łzy. Wizja, ten widok, jak oni nawzajem się okładają... Nie był dla mnie wcale przyjemny. Chciałam by to się nie stało.
-Co to miało znaczyć?-Szepnęłam.-Cole...?
Spojrzał na Asha, który właśnie wściekły się podniósł, a potem na mnie.
-Przepraszam...-Szepnął.
-Przeproś jego.-Głos mi zadrżał.-To jemu należą się przeprosiny.
-Należało mu się. A raczej będzie się mu należało. Za to, co ci zrobi.
-Nie zabiję nikogo. Szczególnie Ali.-Warknął wściekły Ash.
-Jasne. Wizja zawsze się ziści. Wiem o tym, jak każdy inny zabójca. To jej dar. Wizje przyszłości.
-Ash...-Szepnęłam.-Chodź...-Pociągnęłam go za rękaw koszulki.-Nie ciągnij tego.
Ruszył za mną. Cole odprowadził mnie spojrzeniem a Bronx od razu się nim zajął.
Ruszyłam do szatni. Ona także była dosyć duża. Wyciągnęłam opatrunek i wodę utlenioną.
-Wiem, że wolałbyś zrobić to sam... czy coś. Ale plecy same się nie wygoją... Przepraszam.
-Za co?-Spytał, kiedy zajmowałam się jego raną pod okiem.
-Za to że pozwoliłam na wizję.
-Najpierw się miziamy w łóżku, a teraz chcę cię zabić?
-Może będzie powód, byś to zrobił.
-I pozabijał innych dookoła?-Westchnął.-Nie masz za co przepraszać.
-Ada wie o zombi?-Spytałam.
-Nie.-Pokręcił głową.-Nie dowie się.
-Ale wiesz, że nie uchronisz jej sam. Anima chce zabić wszystkich, łącznie z nią. Ciebie, Adę... Wszystkich.
-Nie zrobi tego. Ja ochronię Adę sam.
-Pewnych rzeczy nie da się zrobić samemu, wiesz?-Mruknęłam, kiedy skończyłam.
-Jesteś z Cole'em?-Spytał.-Z ciekawości spytałem.
-Nie.-Pokręciłam głową.-Tylko... Nie chcę by jeden przyjaciel drugiemu przykładał jak leci... Przepraszam za niego. I za siebie. Wracaj do Ady, po co tu siedzisz.-Uśmiechnęłam się.
-Racja...
-Tylko uważaj na siebie, dobra? Anima nadal się kręci w mieście.
-Dzięki.-Kiwnął głową i mimo dzisiejszej sytuacji uśmiechnął się szeroko i odszedł jeszcze mierząc Cole'a.
No i co z nimi będzie...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>