poniedziałek, 20 października 2014

Od Alicji

 Minęło już sporo czasu, kiedy siedzę poza miastem wraz z Enzo. Mój telefon jest wyłączony, więc nie mogę po nikogo zadzwonić. Bałam się tego faceta, wiedziałam miej więcej, do czego jest zdolny, a ja wolałam nie zachodzić mu za skórę.
-Ile masz zamiar mnie tu trzymać?
-Tyle, ile będzie trzeba. A co? Już chcesz umrzeć?
-Lepsze to, niż żyć tutaj dalej w twoim towarzystwie.
-Zrobiłaś się bardziej nerwowa, to dobrze.
-Odwal się.-Mruknęłam zła.
-No no kotku... spokojnie.-Mrugnął do mnie a mnie przeszedł dreszcz.
-Co ci szkodzi pojechać do miasta?
 Przewrócił oczami i kazał mi wsiadać do samochodu. Uśmiechnięta lekko wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.

 W mieście Enzo dał mi wolną rękę. Chodziłam sobie po mieście czując się wreszcie wolna. Ale brakowało mi kontaktu z Ashem. Nie wiedziałam co się z nim tak naprawdę dzieje, a co najgorsze, gdzie jest. Zaczęło mnie to męczyć.
 Kiedy wstąpiłam do kawiarni napotkałam Kat i resztę. Cole wyglądał na słabego, a przy nim siedziała Victoria, co  mnie wcale nie zdziwiło. Nie wiedziałam, czy mogą mnie zobaczyć, bo jeśli tak się stanie, to nie wypuszczą mnie z domu a wtedy Enzo mnie szybko znajdzie i pozabija moich przyjaciół. Kiedy się odwróciłam, Kat złapała mnie za rękę jakby się teleportowała, i zdziwiona reszta zadawała mi pytania. Bronx wściekły wpakował mnie do samochodu a ja protestując rzucałam się i waliłam w drzwi samochodu. Krzyczałam, by mnie wypuścili, bo całe towarzystwo wracało wraz ze mną do domu.
 Na miejscu usadzili mnie na fotelu i przywiązali do krzesła. Kat i Revee protestowały, ale same wiedziały, że Bronx jest zły za zniknięcie moje i Asha. Nie wie co się stało, martwił się. Przecież ma tylko tą ''rodzinę'' i jesteśmy dla niego jak rodzeństwo. No, ja już dawno do niej nie należę.
-Puść mnie! -Rzucałam się na wszystkie strony.
-Co z tobą? Jesteś wśród swoich...
-Wypuśćcie mnie!
-Nie wiem co z nią... To dziwne...
-Wypuść... mnie... BRONX!
-Nie ma opcji! Już dość tego znikania i uciekania.-Nie należysz do nas, ale twoje odejście nie obejdzie się bez kary.
-Co?!Bronx!-Krzyknęły dziewczyny rzucając się prawie na niego.
-Bronx, co ci jest?-Spytał Szron.
-Zrób to co każę. Nie jest jedną z nas.
 Cole złapał za nóż. On także wyglądał jak tamtej nocy kiedy na mnie napadł. Wyciągnął nóż i zrobił małe nacięcie na skórze, a potem kolejne trzy małe. Krzyczałam, bo to naprawdę mnie bolało. Wierzgałam nogami i prosiłam by przestał. Widocznie był nadal zahipnotyzowany przez Enzo, więc chciał mnie zabić najboleśniej jak mógł.
 Do piwnicy wszedł Enzo. Co wtedy czułam? Ulgę. Czułam, że wyciągnie mnie z tego. Kat skuliła się i schowała w cień jakby wiedząc, kim jest mój tymczasowy wybawiciel.
-Kim jesteś?-Warknął wściekły Bronx.
-Jestem Enzo.-Zrobił kilka luźnych kroków w naszą stronę.
-Czyli kto do cholery?-Parsknął śmiechem Bronx.
-Pierwszy wampir stąpający po ziemi. Tysiąc lat wybijałem was jak muchy z taką łatwością... Ale niestety... Wasi przodkowie mnie jakimś cudem zamknęli w trumnie i zakopali. Magicznie wydostałem się tak samo jak wy mnie zamordowaliście. A was miałem dawno zlikwidować, poczynając od Alicji. I ona doprowadziła mnie do was. Teraz umrzecie.-Zaśmiał się i wystrzelił jak z procy.
 Patrzyłam jak Enzo porusza się błyskawicznie po piwnicy i skręca karki każdemu zabójcy który nawet nie zdąży krzyknąć. Revee zostawił na później tak jak Cole'a i Bronxa. Temu ostatniemu związał ręce i rzucił w kąt tak mocno, że słyszałam jak kości żebrowe mu się łamią.
-Anima ściga Alicję, więc teraz ja będę ją chronić, a wy możecie się pieprzyć ze swoimi zasadami i chorymi wymysłami wraz z tą Animą.-Syknął do Bronxa i kopnął go w brzuch.-Zrobiłem się głodny...-Spojrzał na Revee i rzucił się na nią.
-Nie! Enzo... Nie... proszę...! Zostaw ich... a pomóż mi...
-No tak... Twoja krew coraz bardziej na mnie działa. Zobaczymy się później piękna..-Mruknął do Revee.
Ona tylko ciężko dyszała. Enzo prawie ją udusił, a ja zwijałam się z bólu.
-Uciekaj jak najdalej. Ja i tak cię znajdę wraz z tym śmieciem.-Spojrzał na Bronxa i odrzucił Revee na drugi koniec piwnicy.
 Podszedł do mnie i uwolnił mnie z więzów.Wziął na ręce i zaniósł do samochodu.
-Jedna sprawa z głowy. Została jeszcze sprawa zniszczenia Animy.-Mruknął i zajął się moimi nadgarstkami jak najszybciej mógł.
-Naprawdę... teraz doceniam twoją obecność..-Szepnęłam.
 On tylko krzywo się uśmiechnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>